Naprawianie błędów

Ministerstwo rolnictwa przejmuje kolejne szkoły rolnicze

Resort rolnictwa przejął od samorządów prawie 30 szkół rolniczych. Proces ten ma być kontynuowany aż do momentu utworzenia sieci najlepszych placówek kształcących przyszłych i obecnych rolników. I ministerialni urzędnicy, i samorządy nie mają wątpliwości, że odebranie kilka lat temu szkół rolniczych spod kurateli resortu było w wielu przypadkach błędem. Teraz ma on zostać naprawiony.


Pierwsze umowy na przekazanie ministerstwu przez powiaty szkół rolniczych miało miejsce jesienią ub.r. i wówczas objęte nimi zostało 10 placówek. Teraz resort rolnictwa przejął prowadzenie 18 szkół. Są wśród nich m.in.: Zespół Szkół Licealnych i Zawodowych w Karolewie, Zespól Szkół Techniczno-Rolniczych im. Stanisława Staszica w Sejnach, Zespół Szkół Rolnicze Centrum Kształcenia Ustawicznego w Głubczycach, Zespół Szkół Rolniczych im. Jadwigi Dziubińskiej w Golądkowie, Zespół Szkół Agrobiznesu w Bystrej, Zespół Szkół Rolniczych im. Augusta Zamoyskiego w Jabłoniu i Zespół Szkół im. Aleksandra Świętochowskiego w Gołotczyźnie (jedna z najstarszych placówek tego typu w kraju).

Zgodnie z porozumieniami, jakie wicepremier Andrzej Lepper podpisywał ze starostami powiatów, które jak dotąd odpowiadają za te szkoły, ministerstwo rolnictwa przejmie nad nimi nadzór od 1 stycznia 2008 roku, czyli z początkiem nowego roku budżetowego. Resort przejmie budynki, nieruchomości, grunty rolne, zaplecze dydaktyczne i doświadczalne szkół, kadrę pedagogiczną i inne osoby zatrudnione w tych placówkach.

Wicepremier Lepper nie kryje zadowolenia z faktu, że ministerstwo przejmuje szkoły. W ten sposób jest realizowany postulat, który od dawna podnoszą sami rolnicy, jak również niektóre powiaty. Po reformie edukacji i samorządowej, przeprowadzonej przez rząd AWS – UW pod koniec lat 90., szkoły rolnicze przekazano powiatom, tak jak i inne placówki nauczania ponadgimnazjalnego. I dla wielu z nich nastały gorsze czasy, gdyż powiatom zwyczajnie brakowało pieniędzy na inwestycje w szkołach, a wiele z nich nie miało przekonania co do dalszego utrzymywania takich placówek. Najgorzej było zwłaszcza wtedy, gdy szkołę rolniczą prowadził powiat grodzki, bo miasta starały się raczej o rozwój szkolnictwa licealnego, a nie zawodowego, w tym rolniczego, i takie placówki zaniedbywano.

Tymczasem od kilku lat obserwuje się coraz większy napływ kandydatów do kształcenia w zawodach rolniczych. Co więcej, obok kształcenia młodzieży jest duży nacisk na otwieranie klas dla dorosłych. To nie tylko efekt tego, że osoba, która chce np. przejąć gospodarstwo po rodzicach, musi mieć kierunkowe wykształcenie. Także ci rolnicy, którzy już od lat uprawiają ziemię, chcą poszerzać swoją wiedzę, aby wprowadzać do gospodarstwa nowe technologie i uprawy.

– Trudno teraz też prowadzić gospodarstwo bez znajomości choćby podstaw rachunkowości, prawa podatkowego – tłumaczy Sławomir Kurpiewski, właściciel 16-hektarowego specjalizującego się w hodowli bydła mlecznego. – Kończyłem szkołę rolniczą prawie 20 lat temu i tamta wiedza jest już niewystarczająca. Dlatego nie tylko uczestniczę w różnych kursach, ale od jesieni rozpoczynam naukę w szkole rolniczej dla dorosłych, gdzie może uda się także zrobić maturę.

Ministerstwo rolnictwa zapowiada, że zadba nie tylko o poprawę sytuacji ekonomicznej szkół, ale będzie się starało także modyfikować programy nauczania, aby jak najlepiej odpowiadały potrzebom rolnictwa XXI wieku.

Krzysztof Losz

drukuj