Logika błogosławieństwa

Starotestamentalne rozumienie błogosławieństwa było bardzo proste.
Znaczyło: opływać w dostatek, być poważanym przez ludzi. Prowadziło to do wielu
wypaczeń, deformacji obrazu Boga. Jezus to zmienił. Być błogosławionym, według
Niego, to nieść w sobie pokój płynący z faktu całkowitego złożenia nadziei w
Bogu, nawet wtedy, gdy wszystko wokół zdaje się temu przeczyć.

Niezwykle wymowne jest porównanie z dzisiejszego pierwszego czytania.
„Błogosławiony mąż, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją. Jest
on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku
strumieniowi; nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście;
także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców”.
Błogosławieństwo zatem zostaje zestawione z bardzo określoną koncepcją życia. W
jej centrum leży zaufanie. Jest ona skontrastowana z innym obrazem, ukazującym
tragiczny los tego, kto „pokłada nadzieję w człowieku i który w ciele upatruje
swą siłę, a od Pana odwraca swe serce”. Jest to droga prowadząca ku śmierci.
Wybór pomiędzy Chrystusowym „błogosławieni” i „biada” to zatem nie tylko
akceptacja konkretnego wymiaru codzienności, ale to przed wszystkim wybór na
linii: życie – śmierć.
Bardzo trudno dotrzeć dziś do ludzi z Dobrą Nowiną,
ponieważ w skomercjalizowanym świecie oczekiwania wypływające z faktu przyjęcia
orędzia zbawienia są bardzo wymierne. Ludzie są niecierpliwi. Kiedy proszą,
wymagają, aby pragnienie było zrealizowane natychmiast. Obca jest im logika
umierania dla siebie, tracenia, służby. Obawiam się, że przypomniane dziś słowa
Chrystusa dla wielu są raczej znakiem specyficznego Janosikowego sposobu
postrzegania świata, logiki odpłaty (która nadejdzie w bliżej nieokreślonym
„kiedyś”), zemsty za doznane zniewagi, głód, łzy, niż Dobrą Nowiną. Marksiści
mówili wprost: to opium dla ludu. Twierdzili, że religia została wymyślona po
to, aby przejąć panowanie nad duszami, aby obietnicami przyszłego szczęścia
mamić uciemiężony, głodny lud. Nie ma żadnego „potem”. Dziś uparcie powtarza to
pan Dawkins i jemu podobni, przesycając swoje stwierdzenia pseudonaukowymi
dowodami.
Błąd polega na tym, że żadne ludzkie dywagacje nie są w stanie
odpowiedzieć na pytanie, dlaczego człowiek ma zrezygnować ze swojej koncepcji
życia, własnych recept na szczęście i wejść na drogę, którą proponuje Chrystus.
Święty Paweł podaje prostą odpowiedź: wierzymy we wszystko, co zostało nam
objawione, ponieważ Chrystus zmartwychwstał. Sam stał się znakiem
uwiarygodniającym każde słowo, czyn, obietnicę. Gdyby nie było zmartwychwstania,
daremna byłaby nasza wiara, niezrozumiała dla innych, śmieszna. Swoją śmiercią i
zmartwychwstaniem Jezus dokonał czegoś, co po ludzku jest nie do pojęcia. Stał
się Paschą, dokonało się w Nim przejście ze śmierci do życia, z grzechu do
wolności, aby każdy z nas mógł żyć. Aby w każdym stało się to, co zrealizowało
się w Nim. Przyjęcie logiki wyznaczonej przez Chrystusowe błogosławieństwa to
nic innego jak właśnie zgoda na to, by to wszystko się w nas dokonało.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj