Legislator przyspiesza śmierć
Z dr Ewą Gizą, lekarzem chorób wewnętrznych, specjalistą psychiatrą,
ordynatorem Oddziału Psychiatrycznego Szpitala Regionalnego w Kołobrzegu,
rozmawia Mariusz Kamieniecki
Pani Doktor, jak dzisiaj wygląda walka z narkomanią w Polsce?
– Mówiąc wprost – nie najlepiej. Podstawowym objawem we wszystkich
uzależnieniach jest bezkrytycyzm chorobowy, tzn. osoby uzależnione nie mają
poczucia uzależnienia, co w konsekwencji prowadzi do degradacji struktury
osobowości. W polskim prawodawstwie nie ma możliwości leczenia narkomanów bez
ich zgody, chyba że są to osoby nieletnie. Można też częściowo ubezwłasnowolnić
daną osobę i leczyć ją bez jej zgody, tyle tylko, że w Polsce nie ma specjalnych
ośrodków, które mogłyby daną osobę zatrzymać. Ośrodki leczenia narkomanów,
głównie typu stacjonarnego, jak np. monarowskie, w przypadku kiedy dana osoba
chce zrezygnować z leczenia czy ucieka, nikt jej na siłę nie zatrzymuje.
Tymczasem im dłużej trwa proces uzależnienia, tym większe czyni spustoszenie w
osobowości, w psychice. Podejmowane działania są epizodyczne i trzeba
powiedzieć, że w Polsce nie ma obecnie pomysłu, jak sobie poradzić z problemem
narkomanii.
Są skuteczne metody leczenia uzależnień?
– Potężnym problemem narastającym w Polsce są osoby, które są chore psychicznie
i uzależnione. Są to tzw. pacjenci z podwójną diagnozą – psychotycy. W Polsce
nie ma skutecznych metod leczenia tych ludzi, a jedynym ośrodkiem dla podwójnej
diagnozy jest Centrum Leczenia Uzależnień Górnośląskiego Stowarzyszenia
"Familia" w Gliwicach, gdzie równolegle odbywa się leczenie psychiatryczne i
terapeutyczne w odniesieniu do uzależnienia. Popularnym zjawiskiem, jakie
obserwujemy, jest tzw. politoksykomania, czyli przyjmowanie przez młodych ludzi
wielu różnorodnych substancji: narkotyków, głównie marihuany i amfetaminy,
alkoholu, dopalaczy, substancji halucynogennych czy chociażby nikotyny. Do tego
jako forma uzależnienia może dochodzić hazard czy uzależnienie od sieci
komputerowych. Młodzi ludzie brną w zaburzenia osobowości i choroba psychiczna
powoduje, że nie będą już realizować swoich planów.
Czy edukacja społeczna, która przestrzegałaby przed tego typu uzależnieniami,
jest na odpowiednim poziomie?
– Niestety, nie jest. Przez dwa lata, od 2005 do 2007 r., byłam pełnomocnikiem
wojewody ds. narkomanii, HIV/AIDS w woj. zachodniopomorskim i przyznam, że
podejmowaliśmy szereg aktywnych form i akcji edukacyjnych, były konferencje,
szkolenia, które spotykały się z dużym zainteresowaniem. Niestety, kiedy
Platforma Obywatelska przejęła władzę w Polsce, stanowisko pełnomocnika zostało
zlikwidowane.
W Polsce tak naprawdę nie ma pomysłu na skuteczną walkę z narkomanią. Jak
Pani ocenia uchwaloną przez Sejm nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu
narkomanii?
– Podejmowane działania są sporadyczne i moim zdaniem nieprzemyślane. Tak
naprawdę nikt nie ma pomysłu na to, jak sobie poradzić z problemem narkomanii,
czego dowodem jest właśnie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii.
Pozwalając na posiadanie nieznacznej ilości narkotyków na własny użytek, tak
naprawdę daje się przyzwolenie do brania narkotyków. Brakuje określenia: co to
znaczy nieznaczna ilość, brak też określenia jakiego narkotyku. Poprzednie prawo
też nie działało, bo z doświadczenia wiem, że wymiar sprawiedliwości nie radził
sobie z dilerami, z narkobiznesem i tak naprawdę zatrzymywane były płotki, a
rekiny cieszyły się wolnością. Teraz dając możliwość odstąpienia od kary w
przypadku posiadania niewielkiej ilości narkotyków, otwiera się furtkę i daje
się przyzwolenie na narkomanię w Polsce. Tak daleko posunięta liberalizacja
prawa w moim odczuciu jest wyrazem bezsilności państwa wobec tego zjawiska.
Czy jako lekarz stosuje Pani kategorię "nieznaczna ilość" narkotyków?
– Według mnie, jest to absolutnie niedopuszczalne.
A może mamy do czynienia z doświadczeniami, które nie bardzo wiadomo, gdzie
mają nas zaprowadzić?
– Różnie można to określać. Wydaje mi się, że za tworzenie ustawy wzięły się
osoby nie bardzo przygotowane do tego merytorycznie, które nie znają realiów
życia. Moim zdaniem, legislator poprzez takie właśnie podejście do problemu
narkomanii pokazał brak troski o nasze dzieci i młodzież, zezwalając im w
świetle prawa brać narkotyki. Nie muszę chyba nikogo uświadamiać, z jaką agresją
oprócz chorób psychicznych mamy do czynienia po zażyciu narkotyków. Ile jest
samobójstw, ile czynów przestępczych czy agresji wobec najbliższych itp. Dlatego
– według mnie – stworzenie takiego prawa to nic innego, jak otwieranie furtki i
przyzwolenie, by nasze polskie dzieci, nasza młodzież legalnie wkraczały w ten
niebezpieczny obszar życia, który jest blisko związany z zepsuciem moralnym, z
przestępczością, chorobami zakaźnymi: HIV/AIDS, chorobami wenerycznymi. Skoro
brak określenia co do ilości i formy, to ja rozumiem, że można sobie bez
przeszkód chodzić ze strzykawką amfetaminy czy heroiny w kieszeni i wstrzykiwać
w zależności od ochoty i potrzeby.
Nowe prawo nie ograniczy, a tym bardziej nie zlikwiduje dilerstwa?
– Naturalnie, że nie. To już było przerabiane. Dilerzy doskonale wiedzą, jak
zrobić, by osoby, które rozprowadzają narkotyki, miały przy sobie tylko
niewielką ilość narkotyku, systematycznie przez nich dostarczanego. Tak więc
nikt nie musi chodzić z całą torbą. Dilerzy narkotykowi mają takie formy
porozumiewania się czy kontaktowania, że można przy nich nic nie znaleźć albo
bardzo mało narkotyków.
Czy czeka nas zatem boom na narkotyki?
– Bardzo możliwe, że zwiększy się liczba osób biorących narkotyki szkodliwie czy
uzależnionych. Warto mieć świadomość, że niekoniecznie trzeba być uzależnionym,
żeby brać szkodliwie narkotyki i mieć te wszystkie skutki uboczne, o których
wspomniałam wcześniej. Znam pacjentów, którzy zachorowali psychiatrycznie
podczas epizodycznych przypadków przyjmowania amfetaminy, np. w okresie matury
czy egzaminów na studiach, bo dzięki temu mogli mniej spać i lepiej zdawać.
Osoby te z potężnymi psychozami poamfetaminowymi trafiały do szpitala, i to był
początek ich problemów psychiatrycznych. Tymczasem nikt w polskim społeczeństwie
o zdrowych zmysłach nie chce, by jego dziecko czy inne dzieci lub młodzież
stawały się narkomanami, a dodatkowo jeszcze osobami chorującymi
psychiatrycznie, czy żeby wpadały w szpony grup przestępczych, subkulturowych
lub sekt. Powiedzmy sobie – są to już ludzie tak naprawdę straceni dla rodzin i
dla społeczeństwa.
Ze społecznego punktu widzenia jest to ustawa antypedagogiczna?
– Jest to ustawa antypedagogiczna dająca zielone światło narkomanii w Polsce.
Ponadto jest to ustawa sprzyjająca zwiększeniu liczby osób przyjmujących
narkotyki z różnymi skutkami.
Jak często w swojej pracy spotyka się Pani z przypadkami narkomanii?
– Jako psychiatra i ordynator oddziału psychiatrycznego szpitala w Kołobrzegu, a
także jako prezes Stowarzyszenia Użytkowników Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej
oraz ich Rodzin i Przyjaciół "Feniks" w Kołobrzegu działającego na rzecz osób
chorujących psychicznie i uzależnionych, mam głównie pacjentów z podwójną
diagnozą, którzy wymagają leczenia psychiatrycznego. Owszem, są przypadki osób,
które mają być tylko poddane detoksykacji organizmu, czyli odtruciu przed
dalszym leczeniem. W Kołobrzegu naszym problemem jest np. Sunrise Festival,
impreza muzyczna z udziałem tysięcy młodych osób. Są to trzy dni wyjęte z życia
miasta, a my, lekarze, przez miesiąc zbieramy potem żniwo narkotyczne zachowań,
zaburzeń, psychoinicjacji wielu młodych ludzi, którzy tu właśnie zaczynają brać
narkotyki. Prowadzimy też różne formy pracy środowiskowej i proszę mi wierzyć,
bardzo ciężko jest czasami wyprowadzić młodego człowieka. Wiele lat konsekwencji
i trudu wielu osób potrzeba, aby utrzymać w odpowiedniej jakości bytu i
abstynencji osoby chorujące na psychozy schizofrenopodobne czy depresje oraz
osoby uzależnione. Kraj nasz nie ma oferty. Zamiast działania legislatora na
rzecz zwiększenia dostępności form ambulatoryjnych leczenia (żeby NFZ
kontraktował lepsze stawki, co z kolei umożliwiałoby tworzenie oddziałów
dziennych, ośrodków dla podwójnych diagnoz, czyli ambulatoryjnego lecznictwa w
całej Polsce) tworzy się szkodliwe prawo.W Polsce tak naprawdę nie mamy miejsc
do leczenia osób uzależnionych, chorujących, potrzebujących, bo narkoman jest
osobą stygmatyzowaną i niewiele osób chce się z takimi ludźmi zadawać.
Skoro narkoman może mieć przy sobie legalnie pewną ilość narkotyków, to mam
wrażenie, że legislatorowi chodzi o to, żeby ten człowiek jak najszybciej
zakończył życie. Tak myślę!
Dziękuję za rozmowę.
