Kresowiacy nie przyjadą do Sahrynia

Tegoroczne obchody rocznicowe ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu odbędą
się najprawdopodobniej w Ostrówkach na Wołyniu i w Sahryniu koło Hrubieszowa z
udziałem prezydentów Polski i Ukrainy. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła,
ale Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa uważa, że połączenie polskich i
ukraińskich uroczystości związanych z odsłonięciem pomników w Ostrówkach i w
Sahryniu byłoby dobrym pomysłem. Innego zdania są przedstawiciele środowisk
kresowych.

– Nie mamy jeszcze precyzyjnej daty, bo to zależy od ustaleń między kancelariami
obu panów prezydentów, my będziemy gotowi na zorganizowanie tych uroczystości od
maja br. – powiedział "Naszemu Dziennikowi" Andrzej Kunert, sekretarz Rady
Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. – Kunert zapewnia, że w ciągu najbliższych 2
miesięcy ROPWiM zbuduje w Ostrówkach okazałe upamiętnienie zamordowanych tam
ponad 1000 Polaków. W Sahryniu gotowy do odsłonięcia pomnik wybudowany przez
Ukraińców stoi już od 3 lat. Wydaje się już przesądzone, że odbędzie się wspólna
uroczystość w Ostrówkach i w Sahryniu z udziałem Bronisława Komorowskiego i
Wiktora Janukowycza.
– Na ile uda się te dwie uroczystości zgrać w czasie, tego jeszcze do końca nie
wiemy, bo to nie zależy od nas – zastrzega minister Kunert. – Ale nie ukrywam,
że to byłby dobry pomysł.
Innego zdania są przedstawiciele środowisk kresowych, którzy uważają, że
zestawianie tego, co wydarzyło się w Ostrówkach i w Sahryniu, jest
nieporozumieniem.
– Tych dwóch wydarzeń absolutnie nie należy stawiać obok siebie – uważa Janina
Kalinowska, przewodnicząca zamojskiego Stowarzyszenia Upamiętnienia Polaków
Pomordowanych na Wołyniu, której ukraińscy nacjonaliści zamordowali w 1943 roku
rodziców i brata. – Mieszkańcy Ostrówek zginęli tylko dlatego, że byli Polakami,
natomiast w ataku na Sahryń nie chodziło o wymordowanie cywilów.
Rzeczywiście, trudno choćby porównywać tragiczne wydarzenia w Ostrówkach i w
Sahryniu. Ostrówki i Wola Ostrowiecka przejdą do naszej historii jako klasyczny
przykład ludobójstwa popełnionego w cieniu II wojny światowej przez ukraińskich
nacjonalistów na polskiej ludności cywilnej. Jednego przedpołudnia 30 sierpnia
1943 r. straciło tu życie ponad 1000 całkowicie bezbronnych ludzi, w większości
kobiet, dzieci i starców. Śmierć poniosło ok. 80 procent mieszkańców dwóch
sąsiadujących ze sobą polskich wiosek. Zbrodnia ta ustanowiła tragiczny rekord w
ludobójczych atakach Ukraińskiej Powstańczej Armii na ludność polską. W żadnej
innej miejscowości Wołynia i Podola nacjonaliści ukraińscy nie zabili tak wielu
Polaków w tak krótkim czasie.
Sahryń natomiast był pod koniec okupacji niemieckiej silnie ufortyfikowanym,
ważnym ośrodkiem banderowskim z budzącym grozę wśród mieszkańców okolicznych wsi
polskich posterunkiem policji ukraińskiej na usługach Niemców. Wieś była
zasiedlona przez Ukraińców, którzy zajęli gospodarstwa po Polakach wypędzonych
przez Niemców w ramach pacyfikacji Zamojszczyzny. Stąd wychodziły oddziały UPA
dokonujące napadów na polskie wsie w ramach "oczyszczania" z Polaków tzw.
Zakerzonia. Atak polskich oddziałów na Sahryń nastąpił po tym, gdy Wywiad
Komendy Obwodu Hrubieszowskiego AK ustalił, że oddziały UPA przygotowują na 16
marca 1944 r. generalne uderzenie na ludność cywilną i oddziały polskie.
Oddziały polskie rozbiły stacjonujący w Sahryniu oddział ok. 200 dobrze
uzbrojonych upowców i 22 policjantów ukraińskich. Niestety trwająca ponad pół
dnia wymiana ognia doprowadziła do spalenia nieomal całej wsi. Choć rozkaz
Zenona Jachymka ps. "Wiktor", dowódcy zgrupowania AK, nakazywał, aby "oszczędzać
cywilów", w czasie ataku na Sahryń ponieśli śmierć także ukraińscy cywile. Ich
liczba nie jest dokładnie znana i stanowi przedmiot kontrowersji między stroną
polską a ukraińską. Jako najprawdopodobniejszą ich liczbę historycy wymieniają
150-200.
Andrzej Kunert nie widzi problemu w połączeniu uroczystości w Ostrówkach i w
Sahryniu.
– Dla mnie zestawienie w czasie tych dwóch uroczystości, bardzo ważnych, bardzo
symbolicznych dla obu stron, ukraińskiej i polskiej, naprawdę nie oznacza
jakiegoś sztucznego, czynionego na siłę zrównywania ofiar, w tym sensie, że my
mówimy, że to są porównywalne czyny, porównywalne zbrodnie – wyjaśnia swoje
stanowisko. – Nic takiego nie mówimy ani do niczego takiego nie dążymy. My
chcemy osiągnąć taki stan, w którym moglibyśmy wspólnie, Polacy i Ukraińcy,
pochylić głowy przed grobami ofiar. To tylko tyle, ale z drugiej strony aż tyle,
bo do tej pory tego nie udawało się zrobić.
Trudno jednak będzie przekonać do uczestniczenia w uroczystości w Sahryniu
Kresowian.
– Absolutnie nie wybieram się do Sahrynia – zapewnia Janina Kalinowska. – Za
takie uroczystości, gdyby doszły do skutku, wypadałoby tylko "serdecznie"
podziękować panu prezydentowi Komorowskiemu, którego na warszawskie uroczystości
ku czci pomordowanych na Kresach jakoś nie można było namówić.

 

Adam Kruczek

drukuj