Koncesje były ustawione

Z prof. Krystyną Pawłowicz, posłem PiS, prawnikiem i wykładowcą na
Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego,
rozmawia Jacek Dytkowski

Wstępny wniosek o pociągnięcie szefa Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu za prowadzenie procesu
koncesyjnego na naziemne nadawanie cyfrowe zawiera szereg zarzutów. PiS podnosi
w nim m.in. przyjęcie jako normy prawnej rozstrzygnięcia art. 155 kodeksu
postępowania administracyjnego, który jest trybem nadzwyczajnym niemającym
zastosowania w postępowaniu koncesyjnym…

– Oczywiście fakt, że KRRiT wskazała jako przepis art. 155 kodeksu
postępowania administracyjnego, nie oznacza żadnej merytorycznej podstawy
prawnej dla prowadzonego postępowania. Dlatego że w tym zakresie zawsze musi być
ona wskazana w prawie materialnym, czyli w ustawie o radiofonii i telewizji,
albo w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej. Przepisy dotyczące
koncesjonowania w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej mówią o
procedurze, zgodnie z którą, jeżeli liczba wnioskujących przedsiębiorców jest
większa od liczby koncesji, które mogą być udzielone, to organizuje się
przetarg.

Jan Dworak, przewodniczący KRRiT, powołuje się na art. 155 KPA.

– KPA dotyczy ogólnych zasad różnych postępowań administracyjnych. Natomiast
dla koncesji radiowo-telewizyjnych należy wskazać odpowiedni przepis w ustawie o
radiofonii i telewizji albo ustawie o swobodzie działalności gospodarczej. KPA
nie jest samodzielną podstawą prawną. Dopiero kiedy się ustali, że organizuje
się w przypadku procesu koncesyjnego przetarg, to możemy posługiwać się KPA i
tam zawartymi procedurami. Problem polega na tym, że KRRiT tego nie uczyniła.
Nie zorganizowała przetargu, a tylko postępowanie według bliżej nieznanych reguł
niemających oparcia w prawie ani w ustawie o radiofonii i telewizji, ani w
ustawie o swobodzie działalności gospodarczej.

Gdyby koncesji udzielano w trybie przetargowym, to należało takie
postępowanie doprowadzić do końca. Odbywa się to w ten sposób, że wnioskodawcy
prezentują swoje wnioski, które następnie powinny być oceniane przez KRRiT
zgodnie z regułami art. 36 ustawy o radiofonii i telewizji. Gdyby Krajowa Rada
organizowała przetarg – jak sugerowała pani Agnieszka Ogrodowczyk, dyrektor
departamentu koncesyjnego KRRiT, podczas wysłuchania na posiedzeniu sejmowej
Komisji Kultury i Środków Przekazu – to powinny być zastosowane przepisy o
swobodzie działalności gospodarczej. Natomiast ustawa o radiofonii i telewizji
wyraźnie w art. 36 ust. 1 nakazuje KRRiT wziąć pod uwagę sytuację finansową
wnioskodawcy. Sytuacja finansowa nie jest jednak kryterium przesądzającym.
Jedynie art. 36 ust. 2 wskazuje na podstawy odmowy udzielania koncesji. Nie ma
wśród nich warunków dotyczących sytuacji finansowej. Jest tam napisane m.in., że
"koncesji nie udziela się, jeżeli rozpowszechnianie programów przez wnioskodawcę
mogłoby spowodować: zagrożenie interesów kultury narodowej, dobrych obyczajów i
wychowania, bezpieczeństwa i obronności państwa oraz zagrożenia dla
bezpieczeństwa informacji niejawnych". Żadnych z tych okoliczności nie można
odnieść do wniosku Telewizji Trwam. Z całokształtu sprawy nie wynika jasno, jaką
procedurę zastosowała Krajowa Rada: przetargową czy zwykłą. Natomiast art. 155
KPA nie jest podstawą prawną do prowadzenia jakiegokolwiek postępowania
koncesyjnego.

Podnoszą Państwo również argument bezprawnego udzielenia przez KRRiT
promesy przyznania koncesji spółce STAVKA, co pozwoliło temu podmiotowi otrzymać
kredyt bankowy.

– Oczywiście należy formułować szczegółowe zarzuty, ale w przypadku tego
procesu koncesyjnego jest ich o wiele więcej ogólniejszej natury. Należy wskazać
odpowiedzialność konstytucyjną KRRiT. Przede wszystkim zaskarżeniu podlega
naruszenie przepisów Konstytucji. KRRiT ma stać na straży dostępu do wolności
słowa w mediach. Tymczasem tego nie gwarantuje i nie ułatwia, natomiast
podejmuje działania utrudniające i eliminujące niektórych z obiegu medialnego.
Jest wyraźna sprzeczność między postanowieniami Konstytucji a działaniami KRRiT.
Nie zastosowano m.in. art. 36 ustawy o radiofonii i telewizji, który mówi, kiedy
można odmówić udzielenia koncesji. Wybiórczo i dowolnie zinterpretowano i
zastosowano przepisy tego artykułu. Należy do tego dodać ogromną ilość rażących
naruszeń prawa. Kwestia promesy jest tylko jednym z fragmentów całego problemu.
Podczas postępowania doszło do faworyzowania określonych podmiotów, czyli
naruszono konstytucyjną zasadę równości. Przyznano przewagę firmom, które były
ewidentnie słabsze pod względem finansowym od Telewizji Trwam.

Dworak nie cofnął też koncesji podmiotom, które nie rozpoczęły
nadawania satelitarnego w terminie, do którego się zobligowały w procesie
koncesyjnym…

– Przewodniczący KRRiT powinien po pierwsze, unieważnić procedurę w sytuacji
niezakończenia postępowania wobec niektórych podmiotów, a jednocześnie
unieważnić konkretną koncesję firmie, która nie rozpoczęła działalności w
przewidzianym w koncesji terminie. Szef Krajowej Rady nie mógł zakładać, że sąd
administracyjny, do którego zwróci się Telewizja Trwam, podtrzyma jego decyzję.
Można podejrzewać, że przewodniczący KRRiT dlatego wydał odwoławczą decyzję
również negatywną, gdyż wiedział, że procedury sądowe trwają bardzo długo.
Niemniej rozdzielił posiadane koncesje, nie czekając na zakończenie procesu i
być może uznanie racji Telewizji Trwam. Przewodniczący KRRiT liczył zapewne, że
ewentualny pozytywny wyrok nie zmieni już układu koncesyjnego wobec
rozdysponowania wcześniej miejsc na multipleksie. Być może Telewizja Trwam
mogłaby liczyć wówczas tylko na odszkodowania za działalność urzędników. Doszło
zatem do nadużycia procedur administracyjnych i podjęcia decyzji przed
zakończeniem całego postępowania. A to nie kończy się w instancji
administracyjnej, ale w instancjach sądowych. Wydaje się, że gdyby sąd uchylił
decyzję przewodniczącego KRRiT dotyczącą Telewizji Trwam, to należałoby
powtórzyć całą procedurę koncesyjną. Ogólne wrażenie z całego tego postępowania
koncesyjnego jest takie, jakby było ono ustawione.

Dziękuję za rozmowę.

 

***

Rada łamie
konstytucję

Telewizja Trwam, jak żadne inne medium, jest obiektem nieustannych ataków
ze strony władz państwa polskiego. Różne ogniwa obecnego układu rządzącego,
zwłaszcza działające w obszarze kultury i mediów, oraz środowiska z nimi
związane, wykorzystują każdą okazję, by doprowadzić do osłabienia,
zdyskredytowania i likwidacji tego katolickiego nadawcy.
Obecnie jesteśmy świadkami kolejnej odsłony walki, w której władze sondują siłę
i pozycję Telewizji Trwam oraz "możliwości obronne" i granicę, do jakiej władza
w ataku na Kościół katolicki w Polsce może się posunąć. Postępowanie organu
państwa, jakim jest przewodniczący KRRiT, ma charakter otwartej prowokacji
polegającej na jawnym naruszeniu prawa przy rozpatrywaniu wniosku o koncesję
cyfrową dla Telewizji Trwam. Ma wszelkie cechy gorszącego skandalu prawnego,
którego dopuszcza się wobec grupy obywateli konstytucyjny organ państwa, mający
– zgodnie z art. 213 Konstytucji – "stać na straży wolności słowa, prawa do
informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji". Telewizję Trwam
wzięło w obronę odrodzone Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, nareszcie
realizujące swe funkcje statutowe. Episkopat Polski ma tę sprawę przeanalizować
prawnie. Wierni słuchacze, ale i inni ludzie poruszeni upokarzającym
traktowaniem i swoistą "ścieżką zdrowia", jaką KRRiT przy użyciu środków władzy
urządza nielubianej przez siebie stacji, protestują i składają liczne podpisy
popierające stację w tej nierównej i nieuczciwej walce z machiną państwa i jego
"zaprzyjaźnionymi mediami". Karygodne działania KRRiT wywołują instynktowny
odruch pomocy oraz współczucia dla słabszej telewizji katolickiej, dzielnie i
godnie walczącej o dalsze istnienie. Zmagania szykanowanej Telewizji popierają
też liczne środowiska ludzi młodych.

Zagrożona wolność słowa
Telewizja Trwam została ostatnim bastionem telewizji niezależnej, jest jedyną
liczącą się stacją katolicką w Polsce. Jej obrona jest obroną pryncypiów,
wolności, prawdy i uczciwości. Obrona Telewizji Trwam przed działaniami władz
jest dziś nie tylko obowiązkiem jej widzów i słuchaczy, ale też powinnością
wszystkich katolików, a nawet więcej – wszystkich przyzwoitych ludzi. Broniąc
Telewizji Trwam i Radia Maryja, bronimy nie tylko przestrzegania polskiego
prawa, lecz także samych siebie.
KRRiT odmówiła w lipcu 2011 r. koncesji Telewizji Trwam na nadawanie cyfrowe,
uznając ogólnikowo, że "nie spełnia ona kryterium wiarygodności finansowej", a
"jej założenia finansowe nie gwarantują realizacji przedsięwzięcia objętego
rozszerzoną koncesją". Przewodniczący Rady nie trudził się szczegółowym,
precyzyjnym prawnie udowodnieniem swych tez, a na złożony w sierpniu 2011 r.
wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy do tej pory nie odpowiedział.
Bronimy dziś Telewizji Trwam, która walczy o przeżycie dla nas, bo to nam daje
jedyny dziś wiarygodny dostęp do uczciwie przekazywanej informacji. Niech nas
mobilizuje wiedza, że w tej, jakże nierównej walce z Ojcami Redemptorystami
państwo narusza podstawowe prawa i wolności obywatelskie uregulowane w polskiej
Konstytucji, narusza ustawę o radiofonii i telewizji oraz powszechne procedury
administracyjne mające w założeniu chronić obywateli przed nadużyciami organów
państwa. Działająca w imieniu państwa polskiego KRRiT i jej przewodniczący
naruszają zwłaszcza wolność religijną, wolność słowa, wolność mediów, zasadę
równości wobec prawa oraz liczne zasady dotyczące funkcjonowania władz
publicznych i ich obowiązków (służebnych) wobec społeczeństwa i poszczególnych
obywateli.

Samowola i bezprawie
Artykuł 1 Konstytucji stwierdza uroczyście, że "Rzeczpospolita jest dobrem
wspólnym wszystkich obywateli". Wszystkich, to znaczy także tych około 90
procent przyznających się do wiary katolickiej.
Zatem organ państwa, w tym także przewodniczący KRRiT, nie może tej grupy
Polaków lekceważyć, szykanować i wykluczać z udziału w dobrach wspólnych.
Wszyscy obywatele mają prawo do korzystania z dóbr i możliwości, jakie stwarzają
struktury publiczne, i winni być przez nie równo traktowani.
Artykuł 2 Konstytucji określa Polskę jako "państwo prawa", co oznacza, że
sprzeczne z Konstytucją są samowola i bezprawie urzędnicze, jakich dopuszcza się
przewodniczący KRRiT, który nie ukrywa osobistej światopoglądowej i politycznej
niechęci do jednego z podmiotów (Telewizji Trwam), któremu jako organ państwa
winien zapewnić możliwość korzystania z wolności mediów, słowa, wyznania itp.
Nie jest jego funkcją działanie w celu ośmieszenia, upokorzenia i likwidacji
jednego z podmiotów poddanego jego opiece.
Konstytucja w art. 7 ustanawia podstawową zasadę działania całego aparatu
państwa, wszystkich władz, tj. zasadę legalizmu. Mówi ona, że "organy władzy
publicznej działają na podstawie i w granicach prawa". Oznacza to, że KRRiT, w
tym jej przewodniczący, jako organ władzy wykonawczej musi, a nie może,
przestrzegać prawa i procedur. Nie może więc wymyślać własnych barier, przeszkód
i warunków jaskrawo mających na celu usunięcie nielubianych przez siebie
podmiotów.
Artykuł 14 Konstytucji mówi, że "Rzeczpospolita zapewnia wolność prasy i innych
środków przekazu". A w art. 53 Ustawy Zasadniczej czytamy z kolei, iż "każdemu
zapewnia się wolność sumienia i religii". "Zapewnia" nie oznacza, że
"przyznaje", bo wolności człowiek ma z natury i nikt ich człowiekowi na tej
ziemi nie przyznaje.
Państwo "zapewnia" prawa i wolności, to znaczy, że musi uczynić organizacyjnie
wszystko, byśmy mogli z tych wolności korzystać. Art. 30 Konstytucji dodaje, że
"poszanowanie i ochrona" wolności człowieka jest obowiązkiem władz publicznych.
Konstytucja, jak widać, wyraźnie podkreśla służebny charakter organów państwa
wobec praw i wolności obywateli. Prawo i procedury nie służą "załatwieniu"
przekazywanych spraw przez wysokich urzędników publicznych. Mają oni
konstytucyjny obowiązek umożliwić nam korzystanie z naszych wolności. Rolą
władzy nie jest upokorzenie, wykluczenie czy wykorzenienie z wiary. Władza ma
konstytucyjny obowiązek robić wszystko, byśmy mogli nasze katolickie praktyki
realizować, realizować wolność słowa, wolność mediów itp.

Bezpodstawne obawy o finanse
Urzędnicy KRRiT winni przestrzegać drastycznie naruszanego obecnie przez nich
m.in. art. 53 ust. 5 Konstytucji, który zezwala na ograniczanie przez państwo
wolności uzewnętrzniania religii "jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy
jest to konieczne dla ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego,
zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób". Programy Telewizji Trwam
są formą "uzewnętrzniania religii" i odmowa udzielenia koncesji temu nadawcy
katolickiemu, której nie uzasadniają wyżej wspomniane konstytucyjne warunki,
narusza Konstytucję.
Artykuł 36 ust. 2 Ustawy o radiofonii i telewizji precyzuje powyższe
postanowienia Konstytucji i wyczerpująco formułuje powody, dla których odmawia
się udzielania koncesji. To znaczy: jeżeli "rozpowszechnianie programów przez
wnioskodawcę mogłoby spowodować zagrożenie interesów kultury narodowej, dobrych
obyczajów i wychowania, bezpieczeństwa, obronności państwa oraz zagrożenia dla
informacji niejawnych oraz osiągnięcie przez wnioskodawcę pozycji dominującej w
dziedzinie masowego przekazu na danym terenie". Są to jedyne, powtarzam, jedyne
powody, dla których KRRiT może odmówić udzielenia koncesji m.in. Telewizji
Trwam. Żaden z tych warunków z oczywistych powodów nie dotyczy tego katolickiego
nadawcy.
Wprawdzie w postępowaniu koncesyjnym KRRiT ocenia m.in. "możliwość dokonania
przez wnioskodawcę koniecznych inwestycji i finansowania programu" (art. 36 ust.
1 Ustawy o radiofonii i telewizji), ale nie jest to powód odmowy udzielenia
koncesji, choćby nawet istniało podobne ryzyko po stronie wnioskodawcy. Powody
takie wylicza wyczerpująco tylko wspomniany art. 36 ust. 2 Ustawy o radiofonii i
telewizji. Ewentualne wątpliwości dotyczące możliwości finansowania przez
wnioskodawcę programu stanowią ryzyko tego wnioskodawcy utraty środków
zainwestowanych w nieprzemyślaną inwestycję. Nie jest to sprawa ani ryzyko
organu państwowego, chyba że groziłoby to jakimiś poważnymi konsekwencjami
narażenia życia lub zdrowia innych. W sprawach radiofonii i telewizji takiej
groźby nie ma i ustawodawca takiej możliwości odmowy udzielenia koncesji w
ustawie nie przewiduje. Rozważania i obawy dotyczące ryzykownej sytuacji
finansowej Telewizji Trwam mają zresztą głównie charakter teoretyczny, gdyż
działa ona od wielu lat, utrzymuje się – jak to instytucja katolicka – w dużej
części z dobrowolnych datków i do rej pory, jak pokazuje przykład Radia Maryja,
ofiarność wiernych jest jednym z pewniejszych źródeł zasilania finansowego.
Podczas gdy Telewizja Trwam funkcjonuje dzięki datkom i rozwija się od ok. 10
lat, to telewizja publiczna finansowana z pewnych – jakby się zdawało –
obowiązkowych wpłat abonamentowych, jest bliska upadku. Tak czy inaczej, lepszy
czy gorszy we własnej ocenie KRRiT system finansowania wnioskodawcy nie jest i
nie może być według Ustawy o radiofonii i telewizji podstawą odmowy udzielenia
koncesji. Tym bardziej że gdy Telewizja Trwam rozpoczynała działalność, to jej
sytuacja finansowa mogła się wydawać wtedy jeszcze mniej (w oczach KRRiT) pewna
i stabilna. Mimo to koncesję wtedy otrzymała. Lata działalności weryfikują
opinie Krajowej Rady i dowodzą, że jej obawy o finanse tego nadawcy są
bezpodstawne.
Uzasadnienie decyzji KRRiT o odmowie koncesji dla Telewizji Trwam, mówiące, że
przedstawione przez tę telewizję "założenia finansowe nie gwarantują realizacji
przedsięwzięcia objętego… koncesją", czy też, że Telewizja Trwam "nie spełnia
kryteriów wiarygodności finansowej" – nie ma zatem podstaw nie tylko w
Konstytucji, ale też jaskrawo wykracza poza wyraźne przepisy art. 36 ust. 3
Ustawy o radiofonii i telewizji. Innymi słowy, odmowa koncesji nie ma podstaw
prawnych i jest rażąco dowolna.

Skarga na przewlekłość
Telewizja Trwam złożyła w sierpniu 2011 r. do KRRiT, jako centralnego organu
administracji właściwego w sprawach radiofonii i telewizji, wniosek o ponowne
rozpatrzenie sprawy. Od tego czasu obserwujemy cały ciąg skandalicznego
postępowania przewodniczącego Rady, który zgodnie z treścią art. 35 ust. 1 kpa
winien sprawę rozpatrzeć "niezwłocznie", nie później niż w ciągu jednego
miesiąca od wniesienia wniosku. Przewodniczący do dziś (po upływie niemal pół
roku) nie odpisywał na wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy, zbywając
pytających odzywką, że "wkrótce zostanie załatwiony". Jednocześnie Rada, w
czasie gdy nie odpowiadała na wniosek odwoławczy Telewizji Trwam, pospiesznie
rozdała pozostałe koncesje innym, niekiedy bardzo mało wiarygodnym nadawcom.
Jeden z nich z koncesji później zrezygnował.
Powstała sytuacja skandalu prawnego i politycznego, w którym organ publiczny
opłacany z podatków przede wszystkim katolików, przy cichej akceptacji rządu i
bez widocznej reakcji innych, zobowiązanych do działania organów państwa (np.
Sejmu), prowadzi kolejną własną, niehonorową i nierówną wojnę z wybranym
wnioskodawcą, całkowicie w relacji z Radą bezbronnym. Z wnioskodawcą społecznym
niedziałającym dla zysku.
W istniejącej sytuacji obstrukcji wniosku Telewizji Trwam o koncesję może ona
skorzystać z pewnych środków, które przewiduje prawo administracyjne, choć
oczywiście nie trzeba mieć złudzeń co do jego skuteczności.
Otóż w kwietniu 2011 r. znowelizowano kodeks postępowania administracyjnego.
Art. 37 i art. 38 kpa wprowadziły nową instytucję "przewlekłości postępowania
administracyjnego". W ubiegłym roku w maju weszła też w życie ustawa o
odpowiedzialności finansowej urzędników administracji publicznej za wydawanie
decyzji "z rażącym naruszeniem prawa". Odpowiedzialność określono szeroko,
dotyczy ona nie tylko tego, kto wydał decyzje z rażącym naruszeniem prawa.
Dotyczy ona także bezczynności organu i "przewlekłości postępowania".
Odpowiedzialność finansową urzędnika ustalono na kwotę do 12 pensji. Dodatkowo
wnieść można do sądu skargę o odszkodowanie w pełnej wysokości, tj. za
poniesione szkody i utracone korzyści. Odpowiedzialność zaczyna się po upływie
ustawowych terminów na załatwienie sprawy. Terminy, które Rada sama sobie w
praktyce ustala, jak obecny, nie mają znaczenia prawnego, gdyż to ustawa
decyduje o długości terminów.
Sama ustawa o radiofonii i telewizji nie przewiduje terminów na rozpatrzenie
sprawy w postępowaniu koncesyjnym w I i II instancji. Wtedy jednak, zgodnie z
ogólnymi zasadami wykładni prawa, stosuje się posiłkowo wspomniany wcześniej
termin do 1 miesiąca przewidziany w kpa.
W sytuacji, w jakiej znalazła się Telewizja Trwam, może ona złożyć skargę do
sądu administracyjnego na przewlekłość postępowania (taka możliwość od ubiegłego
roku istnieje). Telewizja może też złożyć skargę na bezczynność organu, ale
stałaby się ona bezprzedmiotowa, gdyby przewodniczący KRRiT wydał decyzję
niedługo po złożeniu skargi na bezczynność.
Skarga zaś na przewlekłość postępowania koncesyjnego zachowa swą zasadność, gdyż
tego faktu nie da się już odwrócić. Skargę na przewlekłość postępowania można
złożyć zgodnie z art. 3 ust. 2 par. 8 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami
administracyjnymi, w trybie cytowanych wcześniej art. 37 i art. 38 kpa. Skarga
byłaby złożona na przewodniczącego KRRiT, który jest organem administracji
państwowej w zakresie koncesjonowania radiofonii i telewizji.

Dyscyplinarka dla Dworaka
W zaistniałej sytuacji premier, na mocy art. 148 Konstytucji sprawujący funkcję
zwierzchnika służbowego pracowników administracji rządowej, powinien wydać jako
zwierzchnik służbowy przewodniczącego KRRiT – organu administracji w zakresie
radiofonii i telewizji, wydającego koncesję (decyzje administracyjne) w tym
zakresie, postanowienie zobowiązujące przewodniczącego do wydania decyzji w II
instancji, oraz podjąć wobec niego, na ogólnych zasadach, postępowanie
dyscyplinarne.
Telewizja Trwam może napisać skargę do premiera na działania przewodniczącego,
służbowego podwładnego szefa rządu. Jeśli premier lub sąd stwierdzą przewlekłość
lub bezczynność organu w sprawie Telewizji Trwam, to telewizja ta będzie mogła
wystąpić do sądu o pełne odszkodowanie, a potem również o ukaranie winnego
urzędnika (przewodniczącego Dworaka).
Marszałek Sejmu, do której posłowie zwrócili się o umożliwienie uzyskania
informacji od rządu w sprawie skandali i sposobu traktowania Telewizji Trwam
przez przewodniczącego KRRiT, odmówiła tej prośbie, twierdząc, iż "KRRiT nie
podlega rządowi". Otóż pani marszałek nie zna Konstytucji, gdyż – jak
wspomniałam wcześniej, premier jest zwierzchnikiem służbowym wszystkich
pracowników administracji rządowej, a przewodniczący KRRiT w postępowaniu
koncesyjnym ma status organu administracji, wydaje decyzje w I i II instancji,
sam rozstrzyga te sprawy zgodnie też z kpa. Poza tym wiadomo, że sprawy
cyfryzacji wymuszające starania o koncesję do nadawania w tym systemie są
kompetencją i zadaniem rządu. Premier utworzył nawet nowe Ministerstwo
Administracji i Cyfryzacji.
Przewodniczący KRRiT kolejny raz dopuszcza się rażącego naruszenia prawa:
Konstytucji i ustawy medialnej wobec Telewizji Trwam. Smutne, że demoralizujące
psucie państwa milcząco akceptują najwyższe organy podobno "demokratycznego
państwa".

Dr hab. Krystyna Pawłowicz profesor UKSW, poseł na Sejm
RP

 

 

drukuj