Kompleks Artymiaka
– Rosja jest państwem suwerennym. Muszę to powiedzieć: jest
mocarstwem – usłyszała od naczelnego prokuratora wojskowego płk. Jerzego
Artymiaka Beata Gosiewska, wdowa po Przemysławie Gosiewskim, który zginął w
Smoleńsku, gdy próbowała uzyskać zgodę na obecność amerykańskiego patomorfologa
Michaela Badena podczas ekshumacji i sekcji jej męża.
O nerwowych rozmowach w prokuraturze senator Beata Gosiewska opowiadała
podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy
smoleńskiej. W rozmowie z wdową po Przemysławie Gosiewskim poza szefem
prokuratury wojskowej uczestniczył też wojskowy prokurator okręgowy w Warszawie
płk Ireneusz Szeląg. Na pytanie o możliwość wykonania własnych badań ciała męża,
już po sekcji prowadzonej we Wrocławiu, Gosiewska usłyszała, że może zostać
wtedy oskarżona o bezczeszczenie zwłok. Obaj oficerowie, według relacji senator,
bardziej ją przesłuchiwali, niż skłonni byli udzielić pomocy. Na końcu usłyszała
od Szeląga emocjonalne stwierdzenie: "Wiem, że wy mnie uważacie za zdrajcę
pracującego dla obcego mocarstwa, ale tak nie jest! Ja stoję na straży prawa!".
Cała rozmowa skończyła się odmową udziału Michaela Badena w sekcji Przemysława
Gosiewskiego. Tak samo zakończyły się też starania rodziny prezesa IPN Janusza
Kurtyki, którego sekcja zakończyła się w czwartek. – Taka forma prowadzenia
rozmowy z osobą pokrzywdzoną jest niedopuszczalna – komentuje Gosiewska. Rozważa
podjęcie kroków prawnych w tej sprawie, chociaż nie wierzy w to, że wyciągnięte
zostaną konsekwencje wobec Artymiaka i Szeląga. – Takie najwyraźniej są
standardy w tej prokuraturze – ocenia.
Gosiewska jest oburzona sposobem, w jaki Rosjanie potraktowali ciało jej
męża. – Mój pełnomocnik był świadkiem tego, co zastano po otworzeniu trumny, i
to właśnie uważam za zbezczeszczenie zwłok. Będziemy się zastanawiać, czy nie
złożyć zawiadomienia o przestępstwie – mówiła wdowa, która na posiedzenie
zespołu dotarła po ponownym pogrzebie męża. W trumnie Gosiewskiego znaleziono na
przykład część ciała leżącą oddzielnie – nie wiadomo czyją. Zwłoki ofiar
katastrofy, które już zostały zbadane, nie zostały przez Rosjan umyte przed
sekcją, a po niej nie zostały ubrane. Budziło to zdziwienie polskich ekspertów.
Jeszcze ostrzej sprawę komentuje Michael Baden. – Zwykły patolog interesuje się
głównie sercem i mózgiem denata. Dla nas, patomorfologów sądowych,
najważniejszym organem jest skóra. Badanie ciała zabrudzonego nie ma sensu –
ocenia ekspert. Beata Gosiewska nie ma złudzeń i nie liczy na to, że rosyjscy
patomorfolodzy poniosą jakąkolwiek odpowiedzialność. – Wobec Rosji polskie
organa nie chcą domagać się czegokolwiek. Uważają ją za mocarstwo, jak opisałam.
Widzę też odpowiedzialność marszałek Ewy Kopacz, która tam była obecna. To pod
jej okiem i przy jej współudziale odbywały się te czynności – dodaje senator.
W Polsce gorzej niż w Mozambiku
Podczas posiedzenia jeszcze raz opowiedziano historię niedopuszczenia
amerykańskiego lekarza do sekcji. – Prokuratura nie wyraziła zgody na żadną
formę uczestnictwa pana Badena w tych procedurach – podsumował przewodniczący
zespołu poseł Antoni Macierewicz. Baden uważa to za skandal. – Dowiedziałem się
tu, że prokurator może zakazać rodzinie wykonania sekcji swojego bliskiego.
Sądzę, że to przestarzałe prawo. Państwo nie jest właścicielem ciał zmarłych
ludzi. Rodzina zawsze musi mieć prawo dostępu do ciała. Rząd może nakazać sekcję
wykonaną przez swoich specjalistów, ale nie może zakazać własnych badań. Robiłem
autopsje m.in. w Izraelu, Mozambiku, Filipinach. Tamtejszym rządom też się to
nie podobało, ale nie mogły niczego zabronić – powiedział. Zwrócono uwagę, że
chociaż nikt nie kwestionuje kompetencji specjalistów Zakładu Medycyny Sądowej
Akademii Medycznej we Wrocławiu, to nie było wśród nich nikogo, kto badałby już
ciała ofiar katastrofy lotniczej.
Zachowanie polskiej prokuratury niepokoi też z innego powodu. – Wiem bardzo
dużo na temat, jak ludzie umierają, szczególnie podczas katastrof. W ciągu 50
lat pracy w medycynie sądowej przekonałem się, że w przypadku nagłych zdarzeń
rządy często popełniają błędy. Za wszelką cenę chcą kontrolować informacje,
które przedostaną się do opinii publicznej. Tymczasem nie ma sensu szukać
przyczyn katastrof w warunkach tajności. To się kłóci z zasadniczym celem, jakim
jest zapobieganie podobnym tragicznym zdarzeniom w przyszłości – wyjaśnia Baden.
Kolejna ważna przyczyna, dla której bliscy ofiar muszą mieć swobodę wykonywania
badań i analiz ich ciał, wiąże się z ich identyfikacją. – W takich katastrofach
jest ona trudna, ponieważ uszkodzenia dotyczą często twarzy, ciało jest
przecinane na kawałki. Nie chcemy, żeby ktoś został pochowany z nie swoją ręką.
Rodzina chce się modlić przy grobie, w którym jest naprawdę ich bliski –
zauważył lekarz. Potępił też fakt kremacji części zwłok ofiar. – Nie wolno tego
dokonywać bez wyraźnej zgody lub życzenia rodziny, tym bardziej że dzięki
metodom genetycznym nawet najmniejsze części mogą być zidentyfikowane – dodał.
Jak bada się katastrofy
Baden opowiedział o kilku przypadkach badań katastrof lotniczych, w których
uczestniczył. Zwrócił uwagę na rolę starannego przeczesania terenu, tak aby
odnaleźć wszystkie fragmenty samolotu, bagażu i ślady biologiczne. – Po
katastrofie w Lockerbie szukano szczątków przez całe tygodnie, miesiące.
Wreszcie znaleziono fragment zapalnika bomby wielkości paznokcia. Dzięki niemu
można było udowodnić związek zamachu z Libią! W tym samolocie była w bagażu.
Pytam, co się stało z bagażem samolotu lecącego do Smoleńska? Nie ma o tym mowy
w raportach rosyjskim i polskim – wskazuje Amerykanin. W Smoleńsku nie tylko nie
przeczesano dokładnie terenu, ale zaczęto niszczyć wrak samolotu. – Skandaliczne
jest opuszczenie miejsca wypadku, gdy pozostają na nim dowody – komentuje Baden.
Według niego, jeszcze teraz można wiele zrobić, by wyjaśnić tajemnice katastrofy
w Smoleńsku. Gorzej, jeśli tak się nie stanie. – Ta sprawa będzie ciągle wracać,
gdyż za 10 lat młodzi ludzie, także naukowcy, będą znowu pytać… To, że nie
chce się pomagać ludziom w ustaleniu przyczyn śmierci, jest niepojęte w XXI
wieku – mówi Baden. Jego zdaniem, posiadamy tak naprawdę bardzo mało informacji
o pierwszych dniach po Smoleńsku. – To nie jest typowe, że wszyscy na pokładzie
giną w sytuacji, gdy upadek następuje z niewielkiej wysokości, podczas
podchodzenia do lądowania. Najczęściej jednak ktoś przeżywa – mówił.
Dużo uwagi poświęcono kwestii dostępu do wyników badań rosyjskich wykonanych
po katastrofie. Chodzi na przykład o pobrane DNA, o wycinki z płuc i innych
organów, które już uległy rozkładowi. Niektóre dowody są już nie do zdobycia. Na
przykład w USA pobiera się próbki powietrza z kadłuba samolotu (do specjalnych
zbiorników), aby przeprowadzić analizę zawartych w nim gazów. Tego już się nie
da powtórzyć. Ale niektóre substancje mogły trafić do płuc ofiar, a z nich
podczas sekcji pobiera się wycinki. Należałoby je odzyskać. – Gdyby polski rząd
odpowiednio zwrócił się do Rosji, to na pewno Rosjanie przekazaliby materiały,
których brakuje, bo dlaczego mieliby je ukrywać. A jeśli mają co ukrywać, to tym
bardziej nie można tej sprawy zostawić – mówi Baden. Doradza, aby rodziny
kierowały wnioski bezpośrednio do Rosji. – Trzeba dowiedzieć się od Rosjan, co
oni mają, i zażądać kopii. Może rząd nie chciał nalegać i nie był zainteresowany
tymi informacjami z powodów politycznych, ale każdy ma prawo sam się zwrócić o
dostarczenie tych informacji. Rodziny mają pewne prawa w świecie zachodnim, do
którego należymy – podkreśla patomorfolog.
Baden uważa, że obecnie konieczna jest ekshumacja i przeprowadzenie pełnych
badań ciał wszystkich ofiar katastrofy. Nie może to zależeć od sytuacji
politycznej. – W USA po zamachach na World Trade Center Demokraci i Republikanie
współpracowali, by pomóc rodzinom. Nie mogę pojąć tego, co dzieje się w Polsce.
To jest ostatni dzwonek, żeby zastanowić się, w jaką stronę zmierza polska
rozwijająca się demokracja – przestrzega.
Piotr Falkowski
