Komisja Krajowa powinna przenieść się do Warszawy
Z Piotrem Dudą, nowym przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność",
rozmawia Marek Zygmunt
Wybory wygrał Pan zaledwie 27 głosami. Czym będzie Pan chciał przekonać tych
delegatów, którzy głosowali na Janusza Śniadka?
– Gdy w 2002 roku, także nieznaczną liczbą głosów, wygrałem wybory na
przewodniczącego Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ "Solidarność" z jego
ówczesnym szefem, powiedziałem wtedy delegatom, że zapraszam wszystkich do
współpracy. Skutek tego był taki, że w obecnej kadencji funkcję przewodniczącego
śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" objąłem z ponad 90-procentowym poparciem.
Czynię to także i dzisiaj. Ofertę kieruję również pod adresem mojego serdecznego
przyjaciela Janusza Śniadka. W ramach związkowej kampanii wyborczej odbywaliśmy
wiele spotkań z przedstawicielami różnych struktur "Solidarności". Ta
rywalizacja nie była wojną, ale dyskusją o przyszłości naszego związku
zawodowego. Chciałbym, aby tak wspaniały, rzeczowy przebieg tego
współzawodnictwa mógł być wzorem dla naszych polityków. Ale to jest, niestety,
tylko marzenie. I to zapewne nie tylko moje.
No właśnie, jeśli już mówimy o politykach, to jakie – pańskim zdaniem –
powinny być relacje między związkami zawodowymi, a ugrupowaniami partyjnymi?
– Często spotykam się ze stwierdzeniem, że związki zawodowe nie powinny wtrącać
się do polityki. Nie podejmuję na ten temat żadnych dyskusji, bo to jest dla
mnie jak najbardziej oczywiste. Od polityki musimy trzymać się na dystans,
czasami go skrócić lub wydłużyć. Nie da się od niej uciec, ale musimy bardzo
pilnować tych proporcji. W odniesieniu do związków zawodowych, gdzie pojawiają
się sprawy pracownicze, jest także polityka. Wyznaję jednak w tym kontekście
zasadę, że to nie my mamy być petentami, tylko odwrotnie: politycy powinni
zabiegać o nasze poparcie.
Do "Solidarności" przylgnęła jednak opinia, że jest przybudówką Prawa i
Sprawiedliwości…
– Spotykam się czasami z takimi sądami. I dlatego zrobię wszystko, aby uwolnić
"Solidarność" od tego miana. Chciałbym jednak zdecydowanie podkreślić, że
jesteśmy samorządnym i niezależnym związkiem. Dla mnie nie jest ważna partia,
ale jej program. I pod tym względem "Solidarności" najbardziej odpowiada właśnie
Prawo i Sprawiedliwość. Także w PiS, oprócz wielu wspaniałych ludzi, są tacy,
których – powiedziałbym – średnio interesują zagadnienia dotyczące związków
zawodowych lub traktują je nie po partnersku, ale jako zło konieczne.
W trakcie prezentacji w wystąpieniu kongresowym swoich pomysłów na
działalność "Solidarności" stwierdził Pan, że pod pańskim kierownictwem związek
będzie skuteczniejszy. Co miał Pan na myśli?
– Będę kontynuował działania rozpoczęte jeszcze wspólnie z Januszem Śniadkiem,
bo wiele z nich było dobrych lub nawet bardzo dobrych. Uważam natomiast, że np.
Komisja Krajowa NSZZ "Solidarność" powinna pracować w Warszawie, bo mielibyśmy
wtedy łatwiejszy dostęp do różnych instytucji centralnych. A przecież właśnie w
stolicy zapadają najważniejsze decyzje dotyczące naszego kraju. Takie zmiany
powinny być przeprowadzone w sposób ewolucyjny, ale w pierwszej kolejności do
Warszawy powinni przenieść się nasi eksperci. Komisje tematyczne będą natomiast
obradowały w innych miastach na terenie całego kraju. Znacznej poprawy wymagają
także nasze kontakty z mediami.
Chcę również doprowadzić do takiej sytuacji, w której dialog w Polsce będzie
dialogiem autentycznym. Ja mogę rozmawiać z każdym, ale pod jednym warunkiem:
druga strona też ma prowadzić ze mną rzeczywisty, autentyczny dialog, a nie
tylko uciekać się do pozorów, powołując się np. na przepisy prawne.
Od pewnego czasu wśród członków "Solidarności" mówi się także o potrzebie
powołania instytutu naukowego, którego badania, analizy byłyby pomocne w
działalności związku. Co Pan sądzi o takim pomyśle?
– Jak najbardziej popieram tę inicjatywę. Instytut zająłby się przede wszystkim
gromadzeniem informacji o trendach pracowniczych. Nie chcemy czekać, aż wydarzy
się coś złego i walczyć ze skutkami takich wydarzeń. Powinniśmy je po prostu
przewidywać. Do utworzenia takiej placówki niezbędne są jednak odpowiednie
środki finansowe. Musimy je znaleźć. Uważam, że dzięki powstaniu takiej placówki
możemy więcej załatwić niż np. przez manifestacje.
Dziękuję za rozmowę.
