Katyń to nie tylko historia

Przed tegorocznymi obchodami rocznicy zbrodni katyńskiej w prasie
pojawiło się wiele artykułów, których autorzy udowadniali tezę, iż „problem”
Katynia należy uznać za zamknięty. Zbrodnią powinni zajmować się wyłącznie
historycy, a i oni niewiele mają pracy, ponieważ znamy odpowiedź na większość,
jeśli nie na wszystkie, spośród pytań jej dotyczących.

Powyższe głosy zostały ostatnio przygaszone przez tragedię, jaka rozegrała
się pod Katyniem 10 kwietnia, ale nie mam wątpliwości, iż wkrótce pojawią się
ponownie. Pamiętam, że odwiedzając zmarłego w 2007 r. ks. prałata Zdzisława
Peszkowskiego, wielokrotnie słyszałem pytanie, dlaczego nasz Naród zapomniał o
Golgocie Wschodu. Ksiądz prałat, jeniec obozu w Kozielsku, który cudem uniknął
śmierci w Katyniu, nie mógł zrozumieć, dlaczego wielu jego rodaków pozostaje
obojętnych na tragedię, jaka wydarzyła się na Wschodzie. Jeden ze swoich
artykułów zatytułował „Niewolnicy przeszłości”, pod tym mianem rozumiał tych
wszystkich, którzy po 1989 r. bali się mówić głośno, nie tylko na forum
krajowym, o Katyniu. Wbrew pozorom było ich bardzo wielu.

Poplecznicy kłamstwa
Z całą odpowiedzialnością należy
uznać zbrodnię katyńską za najbardziej zmanipulowaną oraz zakłamaną w dziejach
świata. Nie budzi wątpliwości jej precedensowy charakter. Niektórzy autorzy
podkreślają, że można wymienić wiele innych zbrodni, które pod względem liczby
ofiar przewyższają katyński mord. Nikt nie wskaże jednak zbrodni, której ofiarą
padłoby tak wielu przedstawicieli kadry oficerskiej zamordowanych strzałem w tył
głowy z bliskiej odległości. Należy podkreślić, że paradoksalnie polscy
oficerowie, którzy dostali się do niewoli niemieckiej, w większości przeżyli.
Nie chodzi jednak wyłącznie o liczbę ofiar. Zbrodnia katyńska może zostać uznana
za moment symboliczny w dziejach całego świata. W kwietniu 1943 r. radio
niemieckie poinformowało opinię światową o odkryciu masowych grobów pod
Smoleńskiem. Z pewnością data jego ogłoszenia nie była przypadkowa. Intencje
Niemców nie budziły wątpliwości. Polacy zdawali sobie z tego sprawę. Nie
splamili się współpracą z hitlerowcami, czego nie można powiedzieć o
społeczeństwach wielu państw europejskich.
Zbrodnia katyńska stanowi nie
tylko, co podkreślił pan prezydent Lech Kaczyński w niewygłoszonym przemówieniu
w Katyniu, akt założycielski władz komunistycznych w Polsce. Ujawniono masowe
groby, w których leżały tysiące oficerów jednego z państw koalicji
antyhitlerowskiej. Jaka była reakcja sojuszników? Nie można mówić nawet o
postawie neutralnej. Stany Zjednoczone, a zwłaszcza Wielka Brytania, wystawiły
Józefowi Stalinowi świadectwo moralności. Rząd polski, a także nieliczni
przedstawiciele państw zachodnich, którzy nie zgadzali się na kłamstwo
katyńskie, zostali poddani szykanom. Można zatem uznać, że zbrodnia katyńska,
której konsekwencją była legitymacja polityki Stalina, stanowi początek
dwubiegunowego podziału świata, a tym samym wyrażenia zgody na poddanie wielu
państw, w tym także Polski, zbrodniczemu systemowi (zob. szerzej: T. Szymański,
ks. Zdzisław Peszkowski, G. Jędrejek, Przebaczyć nie znaczy zapomnieć, Lublin –
Warszawa 2003). Reakcja na zbrodnię katyńską stanowi powód do wstydu dla państw
zachodnich. Sowieci, uzależnieni od dostaw sprzętu wojskowego, już w 1943 r.
mogliby przyznać się do prawdy o zbrodni katyńskiej. Oczekując na uznanie prawdy
o zbrodni przez władze rosyjskie, mamy prawo żądać przeprosin także od
przedstawicieli władz państw, naszych sojuszników z okresu II wojny
światowej.

Wątpliwości prawne
Zbrodnia katyńska ma również aspekt
prawny. Dlaczego jest on aż tak ważny? Sprawa Katynia stanowi kompromitację
międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości. Pojawiła się w procesie norymberskim
zgłoszona przez Sowietów jako zbrodnia niemiecka. Okazało się jednak, że każde
kłamstwo ma granice. W konsekwencji zbrodnia zniknęła z aktu oskarżenia i nikt
nie pytał, dlaczego. Pomimo podejmowanych prób nigdy nie zdołano przedstawić
problemu Katynia na forum ONZ. Obecnie z nadzieją należy przyjąć decyzję Sądu
Najwyższego Federacji Rosyjskiej, który w środę, 20 kwietnia 2010 r., uchylił
orzeczenie Moskiewskiego Sądu Miejskiego w sprawie skargi Memoriału dotyczącej
umorzenia śledztwa w kwestii zbrodni katyńskiej. Sąd Najwyższy przekazał sprawę
do ponownego rozpoznania. Na aprobatę zasługuje również przyjęcie do rozpoznania
skarg członków rodzin pomordowanych w Katyniu, które zostały skierowane do
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Oczekując na
rozstrzygnięcia prawne, należy zwrócić uwagę na wątpliwości o charakterze
jurydycznym, które dotyczą zbrodni katyńskiej (zostały one dokładnie wyjaśnione
w przemilczanej, opublikowanej w 2004 r. książce „Zbrodnia katyńska w świetle
prawa”, którą napisałem razem z ks. Zdzisławem Peszkowskim).

Zbrodnia ludobójstwa
Po pierwsze, zbrodnia katyńska jest
zbrodnią ludobójstwa czy raczej, jak podkreślał ks. Peszkowski, zbrodnią
ludobójstwa kwalifikowanego. Zgodnie z art. II konwencji z 9 grudnia 1948 r. w
sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, zbrodniami ludobójstwa są
następujące czyny dokonane w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup
narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych: a) zabójstwo członków grupy,
b) spowodowanie poważnego uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia psychicznego
członków grupy, c) rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia
obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia
fizycznego, d) stosowanie środków, które mają na celu wstrzymanie urodzin w
obrębie grupy, e) przymusowe przekazywanie dzieci członków grupy do innej
grupy.
Nie budzi wątpliwości, że w Katyniu i innych miejscach zagłady
dokonano zabójstwa przedstawicieli znacznej części naszego Narodu. Wymordowana
została ogromna część elity państwa, które po 123 latach niewoli odzyskało
niepodległość. Celem tych zbrodniczych działań, skoordynowanych z tzw. akcją AB
prowadzoną przez Niemców, było wymazanie na zawsze Polski z mapy Europy. Polska,
pozbawiona warstwy przywódczej, miała stać się kolejną republiką sowiecką.
Zwraca uwagę precyzja w dokonaniu zbrodni. Sowieci w tym względzie przewyższyli
nawet Niemców. Nikt nie uciekł z jenieckich obozów w Kozielsku, Starobielsku czy
też Ostaszkowie.
Po drugie, zbrodnia nie uległa przedawnieniu, tak w świetle
prawa międzynarodowego, jak i krajowego (zob. art. I Konwencji z 26 listopada
1968 r. o niestosowaniu przedawnienia wobec zbrodni wojennych i zbrodni przeciw
ludzkości). Zgodnie z art. 43 polskiej Konstytucji z 1997 r., zbrodnie wojenne i
zbrodnie przeciwko ludzkości nie podlegają przedawnieniu. Zasada taka zawarta
została także w polskim kodeksie karnym z 1997 r. – art. 105 kk.
Po trzecie,
kontynuatorem Związku Sowieckiego jest Federacja Rosyjska. Rosja zastąpiła ZSRS
w ONZ, a ambasady sowieckie stały się ambasadami rosyjskimi. W przypadku
sukcesji następuje wygaśnięcie w odniesieniu do określonego terytorium praw i
obowiązków państwa poprzednika i powstanie praw i obowiązków państwa sukcesora.
Na to ostatnie państwo przechodzą w określonym zakresie prawa i obowiązki, w tym
także dotyczące odpowiedzialności odszkodowawczej. Należy podkreślić, że
dokument z 5 marca 1940 r. będący notatką sporządzoną przez szefa NKWD
Ławrientija Berię zaadresowaną do Stalina, w której został umieszczony wyrok
śmierci na 22 467 Polakach, podpisaną przez Berię, Stalina, Woroszyłowa,
Mołotowa i Mikojana, stanowi jedyny taki dokument w dziejach świata. Zachowana
została „decyzja zagłady”, która jest dokumentem urzędowym, podpisanym przez
najwyższe władze państwa sowieckiego. W Norymberdze oskarżyciele zbrodniarzy
hitlerowskich nie mogli przedstawić podobnego dokumentu.
Po czwarte,
cierpienia samych Rosjan, których przecież nikt nie kwestionuje, nie prowadzą do
uchylenia bezprawności zbrodni katyńskiej. Podobnie przebaczenie nie prowadzi do
„uchylenia” elementarnej sprawiedliwości. Należy podkreślić, że już w 1993 r. na
Jasnej Górze ks. Zdzisław Peszkowski wygłosił w imieniu Rodzin Katyńskich Akt
Pamięci, Przebaczenia i Zawierzenia.
Po piąte, trudno zgodzić się z tezą, że
kłamstwo katyńskie zostało definitywnie wyjaśnione. Poważni badacze stawiają
jeszcze tezy, które należałoby sprawdzić, dotyczące np. miejsca zbrodni.
Weryfikacji wymaga chociażby teza, zgodnie z którą większość ofiar z obozu w
Kozielsku została stracona nie bezpośrednio w Katyniu, ale w więzieniu NKWD w
Smoleńsku. Nie znamy listy wykonawców zbrodni. Przede wszystkim jednak nie
wiemy, co stało się z 11 tys. osób znajdujących się w więzieniach zachodniej
Ukrainy i Białorusi, które zostały wymienione w decyzji z 5 marca 1940
roku.
Po szóste, podkreśla się, że Sowieci nie przestrzegali nawet swojego
prawa, a co dopiero mówić o prawie międzynarodowym. Egzekwowanie prawa nie
wpływa na jego obowiązywanie. Związek Sowiecki podlegał zarówno prawu pisanemu
dotyczącemu traktowania jeńców wojennych (Konwencja Haska z 1907 r., a przede
wszystkim dołączony do niej Regulamin praw i zwyczajów wojny lądowej), prawu
zwyczajowemu (które zostało skodyfikowane w postaci tzw. zasad norymberskich), a
także prawu naturalnemu.
Po siódme, należy odrzucić stanowisko pojawiające
się w różnych publikacjach mówiące o tym, że polscy żołnierze, którzy dostali
się do niewoli sowieckiej po 17 września 1939 r., nie byli jeńcami wojennymi.
Sami Sowieci nazywali jeńców w Kozielsku i innych obozach jeńcami wojennymi.

„Katynizm” prowadzi do klęski
Powyższe uwagi dotyczące
prawnych aspektów zbrodni katyńskiej, wskazujące na konieczność dokonania
prawnej kwalifikacji zbrodni, nie są wymierzone przeciwko Rosji czy też
Rosjanom. Katyń stał się początkiem zjawiska, które zostało określone w raporcie
Komisji Izby Reprezentantów USA, powołanej w roku 1951 w celu wyjaśnienia
zbrodni katyńskiej, jako „katynizm”, czyli „precyzyjny, szatański plan
totalitarnego podboju świata”. Czy można sobie wyobrazić koniec „katynizmu” bez
dokonania oceny prawnej zbrodni, która stała się jego źródłem? To tak jakby
uznać, że niepotrzebny był proces norymberski. Zapominając o Golgocie Wschodu,
nie oceniając zbrodni, narażamy się, co wielokrotnie podkreślał ks. Peszkowski,
na akceptowanie systemów totalitarnych czy też quasi-totalitarnych, które będą
gardziły godnością człowieka. Postawa taka prowadzi do tzw. terroryzmu
państwowego. Tak jak w przypadku Związku Sowieckiego początkowo kieruje się on
ku własnym obywatelom, by następnie zwrócić swoje ostrze przeciwko innym
narodom. Możemy przymykać oko na akty takiego terroryzmu, jest to jednak droga
prowadząca donikąd. Droga ucieczki, lęku, źle rozumianej poprawności politycznej
prowadzi w konsekwencji do klęski.

Dr Grzegorz Jędrejek

Autor jest pracownikiem Wydziału Prawa KUL, współpracował z ks. prałatem
Zdzisławem Peszkowskim nad różnymi aspektami polskiej Golgoty
Wschodu.

drukuj