Jeszcze o Święcie Niepodległości

Wystarczy sięgnąć do polskiej literatury, aby tego rodzaju przekonanie
uznać za słuszne. To samo można powiedzieć o naszej historii. Rożne przecież
działy się rzeczy w przeszłości, ale nadziei nie brakowało.
Mówi o tym Zygmunt Krasiński, wyjątkowy entuzjasta niepodległości Polski:

Cokolwiek będzie,
cokolwiek się stanie.
Jedno wiem tylko:
sprawiedliwość będzie.
Jedno wiem tylko:
Polska zmartwychwstanie.

Warto przy okazji powyższego tekstu zwrócić uwagę na to, że dla Zygmunta
Krasińskiego niepodległość Polski nie jest tylko sprawą polityczną, militarną,
względnie ekonomiczną. Z pewnością te wszystkie dziedziny mają jakiś wpływ na
niepodległość. Ale najważniejsza jest sprawiedliwość. Niepodległość ma być
przede wszystkim owocem sprawiedliwości. I z tego względu nadzieja wieszcza,
nadzieja minionych pokoleń, nadzieja wiodąca ku wyzwoleniu, ku uwolnieniu się od
zaborców, okupantów i innych ciemiężycieli, ma swoje mocne korzenie w podstawach
ładu moralnego.

Nieraz do zniechęcenia był tylko jeden krok
Nie było rzeczą łatwą poprzez dziesięciolecia podtrzymywać w kolejnych
pokoleniach naszych rodaków nadzieję na wolność. Prześladowcy sięgali po różne
metody, ale najczęściej zmierzali do osłabienia ducha, do ośmieszania polskości,
do niszczenia kultury polskiej, zabraniając wreszcie posługiwania się mową
polską. Oto fragment z "Syzyfowych prac" Stefana Żeromskiego, przypomniany przez
nieznaną mi osobę, a nadesłany e-mailem z Białegostoku:
"- Co takiego? – głośniej zawołał inspektor – kazałem śpiewać (chodzi o
carskiego inspektora).
– Panie inspektorze – rzekł ksiądz spokojnie i z zimną uprzejmością – uczniowie
będą śpiewali tutaj, w kościele, hymn po polsku, i to nie tylko dziś, ale
zawsze".
Od tego najczęściej zaczynają się zmagania. A potem przychodzi atak na sprawy
fundamentalne, które w rzeczywistości polskiej wyrażają trzy słowa: "Bóg, Honor
i Ojczyzna". Atak najpierw uderzał w Pana Boga. Obecnie mniej, gdyż trudno wbrew
logice twierdzić, że świat nie ma Pierwszej Przyczyny. Za to usiłuje się
deprecjonować to, dzięki czemu Bóg jest nam tak bliski. Zwalcza się więc krzyż,
bo z krzyża przemawia do nas Największa Miłość. Nie da się Jej zasłonić. A w
Krakowie u zbiegu ulicy Kapucyńskiej z Loretańską, w samym centrum, mimo
ciasnoty na skraju ulicy stoi krzyż, od dziewiętnastego wieku. I nikt nie
dyskutuje na temat miejsca, w którym stoi. Nie można kwestionować obecności
Najwyższej Miłości. Jest on pamiątką walk o wolność.
Dyskretnie i podstępnie, ale usiłuje się również niszczyć znaczenie Honoru. Bo
jak wytłumaczyć Polaków, którzy zapraszają obcokrajowców i to nie najlepszej
sławy, aby przybyli do Polski i blokowali innym Polakom Marsz Niepodległości!
Honor w takim zachowaniu całkowicie został powalony na ziemię. Ale to tylko
jeden przykład. A co sądzić o powszechnie praktykowanym kłamstwie, obecnym w
publicznych wystąpieniach polityków najwyższych szczebli? A co powiedzieć o
beztrosce licznych dziennikarzy? Oto dwa przykłady. W czasie pobytu Benedykta
XVI w Madrycie nasza telewizja publiczna i telewizje komercyjne wciąż pokazywały
zamieszki na ulicach stolicy Hiszpanii powodowane rzekomo przez przeciwników
odwiedzin Papieża. Tymczasem nasza młodzież po powrocie była tym zaskoczona. Oni
nawet tego nie zauważyli. Ale wyżej wspomniane telewizje nie transmitowały ani
jednego wystąpienia papieskiego w pełni. A samo Święto Niepodległości!
Poczynając od piątku, przez kolejne dni środki społecznego przekazu pokazywały
tylko blokadę i bójki wokół. Dlaczego nie miały odwagi pokazać samego marszu.
Tam było kilkanaście tysięcy ludzi, głównie młodych, również wiele młodych
małżeństw z dziećmi. Czyżby denerwował ład tam panujący?
Próby osłabiania obecności Boga w naszej rzeczywistości, choćby w znaku krzyża;
ciągłe pomijanie albo ośmieszanie znaczenia Honoru – rzecz jasna, że musi się
odbić na osłabieniu treści słowa Ojczyzna. I to nas boli.

Czyli czas powstań się nie skończył
Trudno przecież wyobrazić sobie, aby Polacy zrezygnowali z tego wszystkiego, o
co walczyli ich poprzednicy z jakże wielką determinacją. Już w czasie zaborów
nierzadko manifestacje były wstępem do powstań. W obecnej dobie, jeśli te
wolności, które jakoś przebijają się przez nasze media, będą trwały, rolę
dawnych powstań przejmą manifestacje. I na to nie ma mądrych. Nie możemy bowiem
zlekceważyć przelanej krwi przez setki tysięcy rodaków. Nie możemy zapomnieć
milionów pomordowanych, wydziedziczonych, więzionych. Nie ma Polski bez Honoru.
Nie ma Polski bez Boga, oczywiście w jej duchowej istocie i kulturowej szacie.
Ale ta Polska przez setki lat nikomu nie była ciężarem. Potrafiła pogodzić
wszystkie narody, i to przez cztery, a nawet pięć stuleci. To w Polsce
katolickiej do czasu rozbiorów mieszkało około 80 proc. Żydów. Nikt nie słyszał
o prześladowaniach. W Rzeczypospolitej żyły różne narody. Było w niej miejsce na
Orła i na Pogoń. Szkoda, że nie zauważono św. Michała Archanioła. Rzeczpospolita
może być wspaniałym przykładem dla współczesnych prób unijnych. Tylko czy nasi
rodacy chcą o tym mówić. A może preferują bycie "pawiem i papugą narodów"? To
możliwe, a jednak szkoda dorobku wieków.
Proszę więc mi wybaczyć, że odwołuję się do naszej kultury i historii, bo do
czego mam się odwoływać? A czy wolno to wszystko zaprzepaścić? Nie wolno! I jest
nadzieja, że do tego nie dojdzie. Oto e-mailowa wiadomość z Białegostoku. W
Liceum Ogólnokształcącym nr 2 im. księżnej Anny z Sapiehów Jabłonowskiej zaczyna
się apel z okazji rocznicy wkroczenia wojsk sowieckich w granice
Rzeczypospolitej w roku 1939. Chór miał śpiewać na rozpoczęcie hymn państwowy.
Pani wicedyrektor zabroniła. Pod koniec apelu jeden z uczniów powiadomił
zebranych o zakazie i podał komendę do odśpiewania hymnu. Pani wicedyrektor
wyszła. Jest żoną jednego z wiceprezydentów miasta. Przykre, ale po co? Po co
kontrmanifestacje? Po co blokady! Polska nie ulegnie. Idzie nowe pokolenie,
jeszcze dzielniejsze. Ono obroni się przed rozkładem moralnym. Ono uratuje swoją
wiarę w Boga, Honor i miłość do Ojczyzny. Ono uratuje własną tożsamość. A
wszystko po to, aby Polska w jednoczącej się Europie miała swoją twarz. A
Europa, żeby nie stała się szara jak stepy, dzika jak tajga i wyniszczona jak
pustynia.
Europa musi mówić wieloma językami. Musi radować się bogactwem kultur. Jeśli
chce być sobą, powinna szanować to wszystko, co jest fundamentem każdej zdrowej
społeczności ludzkiej, a więc: wiarę w Boga, Honor i każdą Ojczyznę.

Ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz
członek Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości w Warszawie
 

drukuj