Jakby znowu stan wojenny?


Po ostatnich wyborach 21 października 2007 r. znowu źle się dzieje w Polsce, choć niektórzy ludzie stan taki sobie chwalą jak pijany wygodę w rowie. Wejście koalicji PO i PSL na scenę polityczną przyniosło niepokój, rozprzężenie i jakąś patologię władzy, która zamiast rządzić merytorycznie, całą swą siłę kieruje do walk. Zaczyna pachnieć jakby stanem wojennym. PO zachowuje się jak PZPR, która nie dba o dobro wspólne Polski, lecz rozkoszuje się swoją władzą, którą niekiedy zwraca z wściekłością przeciwko ugrupowaniom myślącym po polsku i w duchu suwerenności. Na stanowiska bierze się wielu ludzi skompromitowanych, z poprzedniego odrzutu i wszystko chce się podporządkować neomarksizmowi zachodniemu. I tak zrodził się dla Polski znowu bardzo poważny problem, tym cięższy, że połowa Polaków politycznie smacznie sobie śpi.



Władza dla zemsty


Zdawało się, że PO, dysząca wściekłością w stosunku do zwycięzców z roku 2005, uspokoi się, gdy nasyci się władzą i podejmie ciężkie problemy państwowe. Tymczasem Platforma ogranicza się jedynie do zwalczania przeciwników politycznych, w tym do ciągłego ubliżania prezydentowi i odbierania mu uprawnień. Jest w tym coś z owego ruskiego muzyka, który zapytany, co by robił, gdyby został carem, odpowiedział: „Piłbym i prałbym po mordach”. I tak to wyjaśniło się, dlaczego PO w 2005 r. nie chciała wejść do koalicji bez otrzymania wszystkich ministerstw siłowych. Niestety, pojawiła się nam władza, o której śp. Stefan Kisielewski, gdyby, nie daj Boże, wstał z grobu, to mógłby się ośmielić znów powtórzyć swoją formułę z 1968 r., że jest to „dyktatura ciemniaków”. Oczywiście, ja tego nie powtarzam. Dodam tylko ogólniejsze chyba zdanie, że do władzy doszli ludzie niekompetentni, ani merytorycznie, ani osobowościowo, poza małymi wyjątkami. Na domiar złego są usuwani ludzie kompetentni i fachowi z wielu stanowisk i urzędów, którzy nie podzielają „poprawności peowskiej”. Donald Tusk wyraził się w pewnym momencie, że usuwa ludzi „niezrównoważonych politycznie” (TVP 1, 22.01.2008 r.). Wszystko wskazuje na to, że PO jest armią zaciężną, służącą liberalno-ateistycznej Unii Zachodniej (por. B. Wolniewicz).

Owszem, PO na początku jakby się nawróciła. Wystąpiła nawet liturgicznie. Ale historycy dobrze wiedzą, że tacy neofici, nawet jeśli są szczerzy, są niebezpieczni. „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę” (Mt 20, 25). A właśnie neofitą z judaizmu był – wpływający na władze hiszpańskie w XV wieku – o. Tomasz Torquemada OP, wielki inkwizytor hiszpański, prześladujący i wypędzający z kraju wszystkich inaczej myślących. Przyczynił się też bardzo do wypędzenia z Hiszpanii w 1492 r. wielkiej liczby Żydów, z których zresztą większość przybyła do Polski.

Na dodatek premier Donald Tusk, zamiast zająć się problemami Polski, podjął na nowo akcję wyborczą na prezydenta w 2009 roku. Jednak trochę źle mówię. Otóż, zajął się także czym innym, a mianowicie inspirowaniem ataków na Kościół, zwłaszcza na dzieła o. Tadeusza Rydzyka. Jest to znowu „szlachetna” zemsta za to, że Radio Maryja nie przyjęło go z agitacją wyborczą. I zajął się jeszcze jednym. Kontynuując mianowicie przedwyborcze obietnice podwyżki pensji wszystkim branżom, również w exposé sejmowym obiecał pieniądze na stadiony, obwodnice, mosty, autostrady itd. Tu jednak skompromitowali go szczególnie dwaj jego posłowie: G. Schetyna i Z. Chlebowski. Otóż gdy w czasie debaty sejmowej nad budżetem zgłaszano postulaty wsparcia finansowego owych rzeczy, to ci posłowie uśmiechali się serdecznie jak urwisy, że premierowi udało się w exposé nabrać tak wielu posłów. Normalny Polak łapie się za głowę: czy to nie jakiś zamach na nasz kraj.


Zamiast wolności ogólne rozprzężenie


Na skutek fałszywych przedwyborczych obietnic premiera wzmogły się ogromnie żądania radykalnej podwyżki uposażeń całej służby zdrowia, nauczycieli, częściowo górników, sędziów, prokuratorów, kolejarzy. Najcięższy jest protest celników. Są to problemy bardzo trudne. Trzeba mieć wielkie kompetencje, rozeznanie spraw i roztropność. Dużą pomocą byłyby idee patriotyczne i religijno-moralne, które jednak PO odsuwa na bok.

A rzeczy wymagają wielkiej bystrości od rządu. Weźmy dla przykładu pozornie prostą sprawę Schengen. Propagandyści wołali, jak to będzie pięknie bez granicy z Niemcami. Tymczasem ruch gospodarczy jest nadal na granicy przeważnie kontrolowany. Poza tym granica nie zniknęła, tylko się bardzo szeroko rozlała. Kontrola przeszła w głąb Niemiec i Polski. Człowiek nie może być spokojny po przekroczeniu granicy. Nie tylko dzieci, od niemowlaków, i zwierzęta muszą mieć paszporty, ale i ty musisz mieć paszport lub dowód, bo z zasady jesteś podejrzany i w każdej chwili możesz być legitymowany. Musisz mieć dokument nie tylko np. w hotelu, ale i na plaży, bo wszędzie możesz być nagle skontrolowany, a bez dokumentu aresztowany. To Schengen jest raczej jednym z elementów utopii zachodniej. Dla nas jest może o tyle na razie lepiej, że duże grupy zwykłych złodziei wyruszyły na Zachód.

Ale ogromny problem powstał na granicy wschodniej. Już nie mówię o tej żelaznej kurtynie w aspekcie całości życia międzynarodowego ani nawet o nieszczęsnym strajku celników, którego rząd nie ma głowy ani woli rozwiązać, choć cło przynosi nam ogromne dochody budżetowe, oczywiście, o ile nie musimy wiele z niego wysyłać do Brukseli, ale ograniczę się do zwykłej sprawy wizowej ze strony Ukrainy. Weźmy pod uwagę np. konsulat lwowski. Ukrainiec musi zapłacić za wizę do UE 35 euro, plus ubezpieczenie 3 hrywny za dzień. Studenci i udający się do pracy są zwolnieni z opłat za wizę. Przed konsulatem tysiące interesantów. Duchownych załatwia się tylko w czwartki, przyjmuje ich ktoś niechętny religii i duchownym. Przy konsulacie jest quasi-konsulat, lewy. Pomaga on w zdobywaniu wiz. Za pomoc w wypełnianiu formularza płaci się tam 20 hrywien, zaś za zaproszenie i wizy na trzy miesiące – 200 euro, i otrzymuje się wizę w ciągu tygodnia. Żeby rozpocząć starania o wizę w konsulacie, trzeba się zarejestrować trzy dni naprzód przez internet. Tylko że internet bywa blokowany przez „lewych”. Wtedy im trzeba zapłacić 50 hrywien za rejestrację. Konsulat dużo wiz odmawia, wyłożonych kwot nie zwraca. Ponadto arogancja urzędników polskich jest niebywała. Jak może prosty człowiek z Ukrainy przyjechać do Polski? Ruch graniczny wymaga błyskawicznie rozwiązania. A nasi decydenci wszystko odkładają na całe lata. Nie mają czasu, bo są zajęci walką z PiS i Radiem Maryja.

W kraju rządzący liberałowie myślą, jak wzbogacić bogatych, a nie kłopoczą się tym, że 20 proc. ludności żyje poniżej stanu ubóstwa. I tym ludziom tłumaczy się cynicznie, że będzie im tym lepiej, im bogacze będą bogatsi. Tak jakby bezdomnemu miało być lepiej, gdy np. syn bankiera zapala cygaro banknotem 100 euro. Albo jeśli p. Tomasz Lis, który prowadzi audycje niechętne Polsce i Kościołowi, będzie w TVP zarabiał 70 tys. zł miesięcznie za cztery programy półtoragodzinne, a jego firma dostanie 76 tys. zł za tydzień, to moim potrzebującym w Lublinie będzie się żyło „dostatnio”. Są to takie cynizmy ideologii neokapitalizmu, choć popierane nawet przez niektórych profesorów liberalnych.

I tak nowa koalicja prowadzi do rozprzężenia życia niemal w każdej dziedzinie. Ideowo są to czciciele chaosu (P. Jaroszyński) i dlatego lubią żyć w chaosie, w wilczej walce człowieka z człowiekiem, w sytuacjach bezrozumnych, ale odpowiadających żądzom bogaczy. Nie sposób tu wszystkich dziedzin opisać.


Dalszy szantaż Narodu przez zarzut antysemityzmu


Nie tylko PO, ale także poprzednie rządy i cała nasza służba prawna słodko milczą lub powiadają, że ozdrowieńczy deszczyk pada, gdy Żydzi coraz obficiej plują na Polskę i na Kościół katolicki. Ostatnio zrobił to jeszcze raz Jan Tomasz Gross w zarobkowej książce „Strach”. Ale ten nieodpowiedzialny człowiek – jak mówi prof. Bogusław Wolniewicz – nie jest sam. Jest on członkiem dosyć licznego lobby żydowskiego, polskiego i światowego. W Ameryce akcja ta trwa na większą skalę od roku 1914, kiedy to nie udało się stworzyć państwa Izrael na wschodnich ziemiach polskich pod nazwą „Judeopolonia”. U nas akcja ta nasiliła się szczególnie po roku 1989 w mediach, literaturze i w działaniach, kiedy to znowu Polacy żydowskiego pochodzenia nie zdobyli pełni władzy i zmalała bardzo szansa zdobycia wielkich miliardów za to, co właściwie zabrali im lub zniszczyli Niemcy i Sowieci, a nie Polacy.

W obecnym żalu do Znaku za wydanie tego pamfletu jest duża niekonsekwencja, po pierwsze dlatego, że Znak należy do tego samego obozu, a po drugie, że wydaje on podobne rzeczy od dawna, np. książkę rzekomego poety żydowskiego, Stanisława Barańczaka w 1993 r. pt. „Bóg, trąba i Ojczyzna”, w której autor parodiuje naszą poezję patriotyczną i religijną, a szczególnie proroctwo Juliusza Słowackiego o „słowiańskim papieżu”, a na ilustracji jest przedstawiony Jan Paweł II z trąbą słonia („Trąba”). Nie było na to od nas żadnej reakcji, nawet od ośrodka papieskiego. Zostało to więc wzięte za przyznanie się Polaków do rzekomej głupoty naszego patriotyzmu i katolicyzmu ludowego.

Widzimy w tym wszystkim szczególny wyraz wdzięczności dla Polaków i ziemi polskiej za częściowe ratowanie Żydów przed zupełną zagładą przez Niemców, no i za gościnne przyjmowanie Żydów wypędzanych w średniowieczu z większości krajów Europy Zachodniej, tak że I Rzeczpospolita, mieszcząca w sobie 3/4 Żydów świata, uratowała właściwie cały ich naród (N. Davies, J.R. Nowak, T. Mazowiecki). Podobnie nie broni się oficjalnie przed szkalowaniem Kościół polski, bo przeżywa „strach” przed dalszymi atakami, tym bardziej teraz, kiedy tli się wyraźnie pomysł „Judeo-Europy”. Zresztą lobby żydowskie za Jana Pawła II miało znaczny wpływ na nominacje biskupie.

Mamy żal do szlachetnej i mądrej większości Żydów, na świecie i w Polsce, że nie powstrzymują oficjalnie i publicznie swoich nieodpowiedzialnych rodaków. Nasze tu i ówdzie nieufności do Żydów nie mają podłoża ani religijnego, ani rasowego, lecz przede wszystkim polityczne. Rzeczy bardzo się nawarstwiały. W czasie I wojny światowej Żydzi na wschodnich ziemiach Polski przeciwstawiali się powstaniu niepodległej Polski i niekiedy w miastach przeciwdziałali wojsku polskiemu. Zresztą sam Albert Einstein opowiadał się w Niemczech przeciwko naszej niepodległości. W roku 1939 r., kiedy wkroczyli Sowieci, młodzi Żydzi bardzo licznie przeobrazili się w milicję sowiecką i rozbrajali pojedynczych żołnierzy oraz wydawali w ręce NKWD wybitnych patriotów. Od roku 1944 dali się bardzo licznie użyć przez Stalina do sowietyzacji Polski, represji Polaków, wywózek na Sybir i do mordowania żołnierzy podziemia i innych patriotów polskich. Stalin wiedział, że poza nielicznymi degeneratami polskimi, komuniści polscy nie zechcą poddać całego Narodu na ofiarę Sowietom. Zaś w roku 1952 na 20 departamentów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ośmioma kierowali Żydzi sowieccy, ośmioma Żydzi polscy, a tylko czterema Polacy, ale i to mieli Żydów za zastępców (W. Roszkowski). A i potem najsilniejszą grupę w kierownictwie PZPR stanowili Żydzi w postaci tzw. Puławian, którzy byli za reformą komunizmu sowieckiego, ale jednocześnie przeciwko patriotyzmowi polskiemu. Wielka walka między Puławianami a Natolińczykami rozegrała się w roku 1968. My, łącznie z Prymasem Wyszyńskim, byliśmy po stronie orientacji żydowskiej, ale mimo wszystko byli to dla nas komuniści, którzy ciemiężą Polskę. I za to wszystko dzisiejsi Żydzi, łącznie z Grossem, powinni nas publicznie przeprosić.

Tymczasem ciągle są wysuwane zarzuty pod naszym adresem: nacjonalizmu, antysemityzmu, ksenofobii, tylko po to, żeby nas przestraszyć i zdobyć szersze pole wpływów na Polskę. Intencje te obnaża ostatnio nawet taka drobna rzecz, jak przedstawianie w mediach i na billboardach jako Polaków: Żyda, Roma, Araba, Murzyna, i każdy mówi o sobie: „Jestem Polakiem”. Istotnie każdy z nich może być czy jest Polakiem, ale o ile żyje i wiąże się z wyboru z Narodem Polskim i pracuje dla wspólnego dobra. Ale w tym haśle chodzi o co innego, a mianowicie o zamącenie w głowach prostych Polaków i ukazanie, że nie ma czegoś takiego jak „naród polski”, jak polskość, jest tylko obywatelstwo polskie i kosmopolityzm.

Zastanawiające jest także łączenie ataków na ojczystą Polskę z atakiem na Kościół katolicki. Czyżby katolicyzm był głównym motywem tych ataków? Nawet Tomasz Wołek marzy o „alternatywnym Kościele”, gdy obecny nie akceptuje zabijania embrionów w procesie zapładniania in vitro (S. Michalkiewicz). Ireneusz Krzemiński pisze, że katolicyzm i moralność katolicka zagrażają polskiej demokracji („Europa”, 19.01.2008 r.). I tak wszystkie te ataki mają ten sam cel: zniszczyć Kościół katolicki. A nam nie wolno nawet publicznie się bronić, bo uchwalili sobie u nas, że jest absolutna wolność wypowiedzi, choćby zabijającej człowieka, poza jednym przypadkiem: poza wypowiedzią o Żydach, choćby obronną. Prawo to występuje nawet w ONZ, gdzie wszelkie obrony są podciągane pod „antysemityzm”. Każdy rozumie, o czym to świadczy.

O całej umysłowości świadczy też taki fakt u nas, że ostatnio kilka osób wystąpiło z zespołu „Tygodnika Powszechnego” w proteście przeciwko temu, że tygodnik „przesuwa się na prawo”, drukując m.in. artykuły patriotyczne, nieponiżające polskości, artykuły profesorów: Zdzisława Krasnodębskiego i Andrzeja Zybertowicza („Gazeta Wyborcza”, 16.01.2008 r.).

Bezpodstawne i uogólniane ataki na Polskę i na Kościół polski nie mogą być niezauważone czy to przez państwo, czy to przez władze kościelne. Toteż słuszna jest wypowiedź ks. kard. Stanisława Dziwisza o ostatniej książce Grossa, choć ten i tak w polskim tekście zawarł mniej fałszów i nienawiści niż w wydaniu angielskim za granicą. W postępowanie prokuratury w ośrodku krakowskim nie wierzę.


Inwazja liberalizmu obniża moralność


W epoce liberalizmu zaznacza się coraz głębszy upadek moralności, nie tylko na Zachodzie, ale już i w Polsce (ks. J. Bajda). Już nie poruszam rzeczy tak drastycznych, jak bandyckie krzyżowanie człowieka ze zwierzęciem w Anglii i wszystkie inne przestępstwa związane z życiem ludzkim. Nie powtarzam już też przypadków choroby „brukselki”, zarówno w dziedzinie etycznej, jak i biurokratycznej, choć w tej ostatniej wszelkie absurdy zostały dawno przekroczone, jak np. przepis o wyłażeniu na drzewo. Dobrze, że nie było czegoś takiego w moim dzieciństwie, żadnego owocu bym nie zerwał. Ale trzeba wspomnieć o zjawiskach bardziej z dziedziny życia rodzinnego.

Otóż mimo wielkich wysiłków naszego dzielnego duchowieństwa w obronie rodziny inwazja europejska, popierana przez nasz rząd, robi swoje. Według statystyk, bodajże co druga para bierze u nas tylko ślub cywilny, żeby było łatwiej się rozejść i żeby nie urządzać przyjęć weselnych. Polacy w Anglii coraz więcej porzucają współmałżonków w kraju. Do kościołów polskich zbyt dużo ludzi chodzi tylko z tradycji i dla towarzyskiego spotkania się z innymi Polakami, w ślad za tym słabnie dyscyplina moralna. Przy tym z powodu słabnącego funta coraz więcej Polaków wyjeżdża już z Anglii do innych krajów. Do Polski nie wracają. W ogóle emigranci robią się egoistyczni, mało społeczni, tracą żywe uczucia patriotyczne, Ojczyzna staje się tylko przeszłością. Nie ma wyższych idei kulturowych: jedynie mieszkanie, auto, telewizor i konto.

W Niemczech coraz więcej Polaków dokonuje apostazji od Kościoła, czyli występuje z Kościoła, żeby nie płacić podatku kościelnego. Podatek ten wynosi dodatkowo 8 proc. podatku państwowego, czyli jak ktoś ma zapłacić podatku państwowego 1000 euro, to przyznający się do religii dopłaca jeszcze 80 euro. Jako bezwyznaniowi deklaruje się wielu wyznawców różnych religii, żeby nie dopłacać podatku religijnego. Kościół katolicki podanie się za bezwyznaniowego traktuje jako wystąpienie z Kościoła. Ale nasi biorą to sobie lekko. Gdy przyjeżdżają na urlop do Polski, chodzą do kościoła, przyjmują sakramenty i kryją swoje wystąpienie z Kościoła przed rodzicami czy innymi. Ale z Niemiec przychodzą informacje o tym do parafii, gdzie robi się adnotację. Coraz więcej Polaków przybiera postawę takich kombinatorów bez kręgosłupa moralnego.

W Niemczech ludzie coraz częściej ulegają chorobie, którą można by nazwać „brukselką”. Kiedyś pewną grypę nazwano „hiszpanką”, w Polsce średniowiecznej chorobę weneryczną nazywano „chorobą galijską” (francuską), w Gruzji zaś tę chorobę nazywa się „polską”, tak na Zachodzie pojawiła się choroba już nie fizyczna, lecz atakująca rozum, wolę i zmysł realizmu. „Brukselką” można by nazywać całą postawę skrajnie liberalną. Wspomnijmy drobny przykład. Otóż w Berlinie i w Hamburgu zakłada się specjalne telefony, żeby dzieci mogły wezwać policję „na pomoc”, gdy któreś zostało upomniane przez rodzica, nie mówiąc już o klapsie. Chorobliwość jawi się tu w tym, że dziecko poczęte zabija się w glorii wolności matki, ale urodzonego upomnieć nie wolno, bo dziecko jest wolne od wszystkiego. Różnych mutacji tej choroby jest niezliczenie dużo.

Na jesieni oskarżono kilku żołnierzy polskich w Afganistanie, jakoby świadomie i celowo zabili grupę cywilów, w tym i dzieci, w pewnej afgańskiej wiosce. Gdyby to była prawda, to również byłoby świadectwo zwyrodnienia moralnego Polaków. Tutaj jednak myślę – na podstawie analiz dostępnych informacji – że mogła to być albo zwykła pomyłka w walce z talibami, albo bezmyślny czy prowokacyjny rozkaz dowódcy amerykańskiego, a następnie manipulacja mająca na celu usprawiedliwienie siebie przez zrzucenie winy na Polaków. W każdym razie jest tu coś z prób zhańbienia żołnierza polskiego. Stąd manifestacyjne aresztowanie naszych żołnierzy było aktem nieprzemyślanej agresji.


O pokój i normalność


Prosty człowiek stawia sobie pytanie, czy w naszym życiu publicznym i politycznym nie może być trochę pogody, normalności, pokoju i zgody. I w nawie państwowej powinna się znaleźć życzliwość wzajemna, uczciwość, prawda, dobroć, współpraca, harmonia. Przecież rządcy państwowi mogą ograniczyć pychę, egoizm, arogancję, nieszczerość, stronniczość, demagogię, gnębienie innych, no i żeby partie służyły narodowi i państwu, a nie na odwrót. Ludzie władzy muszą zdobywać i rozwijać ową „roztropność rządzenia” (prudentia gubernativa). Trzeba przeprowadzać jakąś selekcję kandydatów na wysokie urzędy, rzadko kto bowiem się na nie nadaje. W tak istotnych sprawach nie można cwaniaczyć. Przypominam sobie, jak w 1943 r. we wsi Czarnystok przebywał w domu pewien znany partyzant. Chłopcy donieśli mu, że we wsi są Niemcy, idą tutaj. On to zlekceważył. Zagrał gieroja. Kiedy zobaczył Niemca już przed domem, wyskoczył, chwycił visa, ale ten się zaciął i partyzant został zastrzelony. Zgubiło go typowe polskie cwaniactwo. Być może, był pijany.

Władze poza tym powinny prowadzić – powiem może zaskakująco – mądrą i głęboką pedagogię narodową względem całego społeczeństwa, nikogo nie wyłączając. Powinny w tym korzystać z doświadczeń dwutysiącletniego Kościoła i w tym go szeroko wspierać, nie idąc na smyczy ateizmu. Kościół polski w II Rzeczypospolitej odegrał wybitną rolę dydaktyczną i wychowawczą. W zakresie diecezjalnym można to poznać choćby z pracy ks. prof. Edwarda Walewandra „Pedagogia katolicka w diecezji lubelskiej 1918-1939” (Lublin, KUL 2007). Dlaczego politycy dzisiejsi mają taką silną alergię na mądrość wieków?

Pojawia się wreszcie pytanie, jak wyjść z dzisiejszego stanu wyjątkowego. Najpierw nasuwa się jedna odpowiedź: nie na drodze walki z Kościołem, czego chcą niektórzy ludzie nieprawi. Następnie katolicy świeccy muszą się organizować od dołu, żeby odebrać łup diabłu (J.R. Nowak, J. Tatol). Kto wmówił katolikom świeckim, że ich państwo nie należy do nich, tylko do ateistów? Wobec różnych słabości obecnych partii trzeba niewątpliwie myśleć o stworzeniu ruchu powszechnego, zdrowego intelektualnie i moralnie. Ale przyznaję, że w tym jest sęk. Doświadczyłem, jak nierzadko najszlachetniejsi katolicy i Polacy są kompletnymi idiotami politycznymi. Przede wszystkim kłócą się, obrażają na śmierć, i każdy jest „nieomylny”, i każdy jest najważniejszy. Oni jakoś źle rozumieją swoją religijność. Weźmy najdrobniejszy przykład. Jakaś grupa kocha Chrystusa i Kościół, a także Ojczyznę, że gotowi oddać życie, ale gdy w restauracji jeden chce niemieckiego sznycla, drugi litewskie kołduny, a trzeci ruskie pierogi, to już tracą sympatię do siebie nawzajem, a nawet się krytykują przed innymi. Co może więc Polaków skleić? Żeby nie dopiero nowe nieszczęście i nowa okupacja, brukselska! Może katolicy patriotyczni złączą się dopiero wtedy, kiedy im Bruksela, a konkretnie Niemcy, określą, co mają myśleć, co miłować, co jeść, co mówić, jak się ubierać, jak się bawić, jak wyrzucić polski język i kulturę i jak służyć na łapkach wielkim panom i paniom ateistycznym. A obawiam się, że ku temu idzie, bo rząd nie dopuści do referendum na temat zrzeczenia się suwerenności na rzecz Niemców, a zresztą jeśliby i dopuścił, to społeczeństwo jest już tak zmanipulowane, że będzie głosowało tak, jak im każą obcojęzyczne media. Właśnie dlatego i władze, i część hierarchii kościelnej zwalczają tak zajadle wolne i polskie medium toruńskie.


Ks. prof. Czesław S. Bartnik
drukuj