Jak wykreować hit
– Tygodniowy przegląd prasy –
*”Czy Kościół musiał tracić Tomasza Węcławskiego” – pytał na łamach poniedziałkowego „Dziennika” Cezary Michalski, przekonując o wielkiej stracie, jaką poniósł Kościół w związku z odstępstwem wyżej wspomnianego od wiary. Dziwne, że pana Michalskiego nie martwi strata Tomasza Węcławskiego, jaką ten poniósł poprzez odejście od Kościoła… Z drugiej strony, gdyby martwiła, z pewnością wypadłby z kręgu „politycznej poprawności”, którą skądinąd w tym samym artykule przypisał Radiu Maryja i „Naszemu Dziennikowi” w związku z krytyką „Tygodnika Powszechnego”. Poczucia humoru można panu Michalskiemu pogratulować…
*Fakt, że we wspomnianym artykule Cezary Michalski wygłosił jednocześnie mowę pochwalną na cześć Tomasza Węcławskiego i lament na Kościół, raczej nie dziwi. „Kościół bez Węcławskiego, a nawet niemający kim Węcławskiego zastąpić, jest Kościołem słabszym. (…) Węcławski nie jest jedyną stratą polskiego Kościoła na przestrzeni ostatnich lat. Ale jego odejście jest najbardziej widocznym symbolem społecznego i intelektualnego obumierania tej najważniejszej przecież dla Polaków instytucji”. Najciekawsze jest jednak zakończenie, w którym autor stwierdza: „Kościół Tischnera i Węcławskiego był wzorcem partnerstwa i otwartości także dla świeckiego życia akademickiego czy intelektualnego.
Kościół, który nie potrafi zachować przy sobie najlepszych, najżywszych, a zarazem najbardziej niepokornych umysłów, ośmiela wszystko to, co najgorsze także w świeckim życiu akademickim czy intelektualnym. Potwierdza panującą w nim bierność, autorytaryzm, feudalne hierarchie”.
Jak nietrudno zauważyć, Cezary Michalski mówi o „Kościele Tischnera i Węcławskiego”. Może i dobrze, że nie myli go z Kościołem katolickim…
*Wtorkowa „Rzeczpospolita” poinformowała, że teologowie przeanalizują krytycznie twórczość Tomasza Węcławskiego, znanego teologa, profesora poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. „W przypadku stwierdzenia, że twórczość b. księdza stoi w sprzeczności z nauką Kościoła, jego podręczniki nie będą polecane studentom” – ogłosiła „Rzeczpospolita”.
*W tym samym numerze wspomnianej gazety ks. Artur Stopka zarzucił „Tygodnikowi Powszechnemu”, że z aktu apostazji Tomasza Węcławskiego uczynił medialny hit. „Redakcja 'Tygodnika’ porozsyłała do mediów zajawki, zwracające uwagę na konkretny artykuł i konkretny komentarz z najnowszego numeru pisma. Zabiegi promocyjne przyniosły efekt” – stwierdził. Ksiądz Stopka odniósł się również do krytyki krakowskiego tygodnika, za którą – jak podkreślił – „stoi autorytet jednego z polskich arcybiskupów – wiceprzewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski”. „Ostra krytyka krakowskiego pisma to drugi w ciągu zaledwie kilku dni sygnał, że część liczących się mediów uznawanych (niekoniecznie zgodnie z ich sytuacją faktyczną) za katolickie nie spełnia oczekiwań wysokich reprezentantów Kościoła. Rodzi się więc pytanie, czy to owe media źle rozumieją i realizują swoją misję, czy też oczekiwania hierarchów są zbyt wygórowane lub sprzeczne z wymogami, jakie współczesny świat stawia środkom przekazu związanym z Kościołem” – podkreślił ks. Artur Stopka.
*No i za krytykę „Tygodnika Powszechnego” dostało się księdzu Stopce w czwartkowym wydaniu „Gazety Wyborczej”. W artykule pt. „Węcławski – medialny hit?”, wskazując oczywiście na zasługi redaktora naczelnego krakowskiego tygodnika, Katarzyna Wiśniewska napisała: „Szkoda tylko, że komentarz ks. Bonieckiego oburzył poznańską kurię. W jej mniemaniu 'Tygodnik Powszechny’, nie krytykując decyzji Węcławskiego, sprzeniewierzył się misji katolickiego pisma. Potępianie w czambuł nową drogą biskupów?”.
Chyba pani Wiśniewska nie dość uważnie przeczytała komunikat poznańskiej kurii. A fakt, iż bezgranicznie wierzy w nieomylność „Tygodnika Powszechnego”, to już zupełnie inna sprawa…
*We wspomnianym tekście Katarzyna Wiśniewska nawiązała również do publikacji „Naszego Dziennika”. „Tomasza Węcławskiego, wybitnego teologa, eksksiędza, który niedawno wystąpił z Kościoła katolickiego, dosięgnął bicz prawdziwych katolików od ks. Rydzyka” – napisała. Dobrze chociaż, że pani Wiśniewska sama odróżnia prawdziwych katolików od tych, którzy się pod katolików podszywają…
Sebastian Karczewski
