Historyczna „wojna” we współczesnej Europie

70. rocznica wybuchu drugiej wojny światowej dała polskiej opinii publicznej bardzo konkretną lekcję tego, co dzieje się w tzw. europejskiej polityce historycznej. Termin „polityka historyczna” rozumiany na modłę makiaweliczną może oznaczać duży wymiar przekłamań lub przemilczeń. W czasach komunistycznych mieliśmy do czynienia z ogromnym naporem tego typu zjawisk, które w skrócie zwykliśmy nazywać mianem „białych plam”.

Wydawało się, że wraz z upadkiem bloku komunistycznego ostatecznie upadnie koncepcja poddania nauki historii jakiejś ideologii. Tymczasem z wielką ochotą przeszczepiliśmy na grunt polski zachodni postmodernizm historyczny, który polega na relatywizowaniu przeszłości lub wprowadzaniu amnezji historycznej w przestrzeń życia publicznego. W polskich programach szkolnych z roku na rok redukowano nauczanie tego przedmiotu lub marginalizowano jego rolę. Proces ten jest dziś zwieńczony reformą oświaty polegającą na ograniczeniu nauczania historii tylko do jednej klasy liceum. Z mojego doświadczenia uczelnianego wynika, że mamy do czynienia z gwałtownie postępującą ignorancją historyczną młodego pokolenia.

Propaganda á la Gross
Z drugiej strony w ostatnich latach przetoczyły się przez polskie media dwie wielkie fale oskarżeń o współudział Polaków w holokauście. Publikacje Jana Tomasza Grossa stały się podstawą do uznania rzekomej współwiny naszego Narodu za zbrodnie II wojny światowej. Samobójcze wręcz podejście wielu polskich ośrodków medialnych do tematu wyrządziło niepowetowane szkody w obrazie Polski w Europie i świecie. Mało kto w Polsce liczył się z tym, że książki Grossa od strony warsztatowej mają w przeważającej mierze charakter publicystyczny, w większości wypadków polegają na wyolbrzymianiu jednostkowych faktów, braku czytania kontekstu historycznego czy wprost generowaniu ideologicznej tezy postawionej jeszcze przed napisaniem książki. Medialna propaganda á la Gross miała coś z działań samobójczych na polskim rynku medialnym.

Niemieckie mity historyczne

Oprócz tego pojawiły się w polskich księgarniach wydawnictwa obwiniające Polaków za akcję wysiedleńczą w stosunku do Niemców czy też w stosunku do Ukraińców („akcja Wisła”). Interpretacja tych wydarzeń odbywała się nieraz bez podawania pełnego kontekstu zaistniałych działań (zbrodnie niemieckie, zbrodnie UPA). Równolegle z tak dziwacznie prowadzoną w Polsce „polityką historyczną” nasi sąsiedzi poszli w zupełnie przeciwnym kierunku. Niemcy uczynili z powojennych przesiedleń coś w rodzaju historycznego mitu, mającego kształtować ich współczesną świadomość oraz pozwalającego domagać się restytucji mienia po wprowadzeniu państw środkowoeuropejskich do Unii Europejskiej. Najlepszym wyrazem niemieckiej polityki historycznej jest decyzja o budowie tzw. Centrum przeciwko Wypędzeniom oraz poparcie centralnych władz niemieckich dla wielu działań Eriki Steinbach. Pojawiły się też publikacje obwiniające Polaków za holokaust Żydów (np. „Der Spiegel”), co w dużym stopniu uderzało w obraz Polski na świecie i pośrednio osłabiało winę Niemców.

Gloryfikacja UPA

Ukraińcy z kolei uczynili w ostatnich latach z band UPA jednostki bohaterskie, a wielu ówczesnych przywódców nacjonalistycznych zaczęto określać mianem bohaterów narodowych. Ostatni rajd rowerowy śladami Stephana Bandery, który miał przebiegać przez terytorium Polski, jest niezwykle jaskrawym dowodem, jak daleko zredukowaliśmy swoje zdanie na temat ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Im większa pojawiła się na Ukrainie gloryfikacja UPA, tym bardziej nasze władze umniejszały potrzebę upamiętnienia zbrodni ludobójstwa na Polakach (np. brak adekwatnego udziału władz polskich w obchodach rocznicy zbrodni na Wołyniu).

Relatywizacja zbrodni katyńskiej
Do kreowania „własnej” polityki historycznej włączyli się przede wszystkim Rosjanie. Ich działania mają nie tylko charakter obronny. Z jednej bowiem strony rzeczywiście ograniczają swoją odpowiedzialność za mord katyński (nie chcą uznać tej zbrodni za ludobójstwo). Z drugiej jednak starają się na wszelki możliwy sposób promować swój wkład w pokonanie III Rzeszy. Takie pokazywanie historii ma wszak dawać ideologiczną podwalinę pod kształtowanie współczesnego imperium rosyjskiego. Wszystkie zatem elementy historii ZSRS, które obnażają zbrodniczy aspekt polityki imperialnej Stalina, są widziane niechętnie. Polska zaś należy do największych wyrzutów sumienia Rosji. Wydaje się, że dlatego mamy do czynienia ze skomasowanym atakiem Moskwy na naszą historię. Przed kilku laty była to próba relatywizacji zbrodni katyńskiej poprzez absurdalne zarzuty pod adresem Polaków, jakoby ci wymordowali ponad sześćdziesiąt tysięcy jeńców sowieckich w wojnie 1920 roku. Dzisiaj są to oskarżenia pod adresem naszego kraju, jakoby w latach trzydziestych zawarł pakt z Hitlerem w celu ataku na ZSRS, podobnie jak w 1939 roku dokonał wspólnie z Niemcami rozbioru Czechosłowacji (przyłączenia Zaolzia). Wszystko po to, aby osłabić ocenę paktu Ribbentrop – Mołotow zawierającego tajny protokół o podziale Europy Środkowej między dwa totalitarne mocarstwa. Padły wręcz tezy o winie Polaków za rozpętanie II wojny światowej. Wszak Polska nie zgodziła się na warunki Niemiec (oddanie Gdańska, eksterytorialna autostrada itp.). Oczywiście nikt nie przejmuje się faktami: Polska odmówiła uczestnictwa w pakcie antykominternowskim, nie podpisała żadnego porozumienia z Niemcami przeciwko innemu państwu. Wszak tu nie chodzi o prawdę. Chodzi o zatuszowanie ścisłej współpracy ZSRS i Niemiec w latach 1939-1941, która zaowocowała zbrodnią likwidacji niepodległości wielu państw, a także zbrodniami ludobójstwa.

Historia na użytek europejskiej lewicy
Rosyjska polityka historyczna znajduje dziś pewne wsparcie na Zachodzie. Z jednej strony pojawia się deklaracja prezydenta Rosji oraz prezydenta Izraela o wyłącznej odpowiedzialności Niemiec za wywołanie II wojny światowej, z drugiej pewne publikacje w zachodniej prasie kwestionujące oskarżenia pod adresem ZSRS. Jeśli bierzemy pod uwagę współczesną politykę historyczną Izraela, to owo wspólne oświadczenie wynika najprawdopodobniej z chęci uwypuklenia przez Izrael wyjątkowości ofiar holokaustu (zbrodni tych dokonali Niemcy, nie Rosjanie). Z kolei wiele środowisk współczesnej zachodniej lewicy stara się umniejszyć zbrodnie komunistyczne, by nie obnażyć do końca swych własnych założeń ideologicznych. Pamiętajmy wszak, że lewica europejska przez długie lata była zachwycona systemem sowieckim. Zatem chodzi o to, aby podkreślić wyjątkowość zbrodni rzekomo prawicowego systemu w Niemczech. Oczywiście tutaj również kryje się fałsz, gdyż ideologia narodowo-socjalistyczna w Niemczech miała charakter wybitnie lewicowy. Widzimy to w symbolice (czerwona flaga, świętowanie pierwszego maja), jak i w praktyce zarządzania państwem (etatyzm w gospodarce). Przemilczanie lewicowych podstaw narodowego socjalizmu jest kolejnym elementem kreowania polityki historycznej przez lewicę współczesnej Europy.

Wyrzut sumienia Zachodu

Do powyższych zjawisk dochodzi jeszcze jeden element w kontekście obchodów okrągłej rocznicy wybuchu II wojny światowej w Polsce, gdzie zabrakło znaczących polityków amerykańskich. Ma to z jednej strony wymiar polityczny, Polska przestała się liczyć z stosunkach z USA jako ważny partner strategiczny. Z drugiej strony jest to związane z innym przekonaniem obecnym w świecie, jakoby wojna światowa rozpoczęła się nie w 1939 roku, ale w 1940 (inwazja Niemiec na Francję) lub nawet w 1941 (atak na ZSRS, przystąpienie USA do wojny). Umniejszanie roli Polski jest związane z potężnym wyrzutem sumienia, jaki dręczy Zachód w stosunku do ówczesnego sojusznika. Chodzi tu z jednej strony o brak realnej pomocy Zachodu w kampanii wrześniowej (tzw. dziwna wojna na Zachodzie), jak i o późniejsze postanowienia jałtańskie (oddanie Polski pod panowanie ZSRS).

Czas na polską politykę historyczną
Podsumowując powyższe zjawiska, dochodzimy do dość przerażających konstatacji o czymś w rodzaju współczesnej „wojny” historycznej, z jaką mamy do czynienia w Europie. Można zadać pytanie, jak Polacy powinni tę „wojnę” prowadzić? Pojawia się tutaj bardzo niebezpieczna pokusa fałszowania historii w sposób korzystny dla Polski. Jest to o tyle niebezpieczne, że sprzeczne jest z podstawami naszej cywilizacji. Jedną z kluczowych zasad cywilizacji łacińskiej jest prymat prawdy w życiu społecznym, co łączy się z autonomią nauki. W azjatycko-moskiewskim systemie nauka historii zawsze była funkcją polityki i nie liczyła się w żaden sposób z prawdą. Podobnie rzecz się miała z innymi cywilizacjami. Jeśli zatem chcemy nieść pozytywne wzorce cywilizacyjne, musimy stać na gruncie prawdy. W imię tej prawdy nie można przemilczać również rzeczy wstydliwych z naszej historii typu: udział niektórych Polaków w budowaniu systemu komunistycznego, kwestia esbeckiej agentury itp. Jednakże sytuacja dla nas jest o tyle łatwiejsza, że, poza małymi wyjątkami, prawda o II wojnie światowej jest dla Polski niezwykle chwalebna. Tym bardziej trzeba ją odkrywać na nowo i głosić. Należy to czynić na zewnątrz, poprzez walkę o dobre imię naszej Ojczyzny (np. zwalczanie stereotypowych określeń typu „polski obóz koncentracyjny”). Oczywiście są to działania obronne, konieczne, choć z pewnością skuteczne tylko do pewnego stopnia. O wiele ważniejsze jest jednak przywiązanie większej wagi do edukacji historycznej polskiego społeczeństwa. Należy czym prędzej odejść od wymyślonych przez zachodnią lewicę postmodernistycznych wzorców budowania społeczeństwa ahistorycznego. Jeśli będziemy wprowadzać programy oświatowe w dużym stopniu redukujące nauczanie tego przedmiotu, wychowamy pokolenie, któremu będzie można w niedługim czasie wmówić wszystko, nawet to, że Polska wywołała II wojnę światową oraz że Polacy założyli ludobójcze obozy koncentracyjne.
Polska polityka historyczna powinna zatem opierać się na promocji prawdy o dwudziestowiecznych dziejach Polski i Europy. Dlatego samobójcze są pomysły likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej czy ograniczenia jego suwerenności. Jego likwidacja lub upartyjnienie miałoby bowiem skutki katastrofalne tak od strony kulturowej, cywilizacyjnej, jak i politycznej. Równie samobójcze są pomysły sprowadzenia edukacji historycznej w polskiej szkole na poziom infantylny. Społeczeństwo bez wiedzy o własnej przeszłości bardzo szybko stanie się łupem współczesnych demagogów wykorzystujących historię do geopolitycznych rozgrywek lub ideologicznych, utopijnych projektów społecznych.

Prof. Mieczysław Ryba
drukuj