Grożą śmiercią obrończyni życia
Setki listów i e-maili z pogróżkami napływają do Mariski Orban de Haas,
holenderskiej dziennikarki, która otwarcie ośmieliła się wyrazić swoje
antyaborcyjne poglądy, zwracając się do jednej z proaborcyjnych
parlamentarzystek. Poprosiła ją o ponowne przemyślenie swojego stanowiska w
sprawie zabijania dzieci poczętych. To jednak wystarczyło, aby stała się celem
ataków.
List otwarty zaadresowany do Jeanine Hennis-Plasschaert został opublikowany 27
października na łamach katolickiego tygodnika "Katholiek Nieuwsblad". Jak podaje
LifeSiteNews.com, był on odpowiedzią na zjadliwą krytykę parlamentarzystki pod
adresem ks. bp. Everarda de Jonga, biskupa pomocniczego Roermond. Była oburzona
faktem, że "obrzydliwy" biskup – jak go nazwała – wysłał do niej i do innych
parlamentarzystów figurki 10-tygodniowego dziecka. Celem tej akcji było
przekonanie holenderskich polityków, że należałoby położyć kres finansowaniu
aborcji. Podnoszone przez biskupa argumenty dotyczyły jedynie kryzysu
demograficznego i kondycji państwa, bo mówienie tamtejszym liberalnym politykom
o wartości życia nie miałoby dla nich żadnego znaczenia. Inicjatywa ta spotkała
się z krytyką i stwierdzeniami, że była ona "niesmaczna". Odnosząc się do niej,
Linda Voortman, posłanka z partii Zielonych, zauważyła, że podobne działania
"ranią uczucia kobiet, które poroniły albo są niepłodne". Jako przykład podała
wówczas nie kogo innego jak właśnie posłankę VDD Hennis-Plasschaert, która –
zgodnie z jej wiedzą – miała przeżyć kilka poronień. Jak się okazało, dramatu
poronienia doświadczyła również dziennikarka Mariska Orban de Haas. I napisała o
tym w owym sławnym już liście, wskazując, że przecież ta mała figurka dziecka
przypomina ich własne utracone dzieci. "W tym świetle, czy nie jest w takim
razie "obrzydliwe", że nasze społeczeństwo zezwala na zabijanie w Holandii ponad
30 tys. dzieci rocznie?" – pytała. Precyzowała jednocześnie, że dzieci, które
zabijane są w wyniku aborcji, są dokładnie takie same jak te, które żyją w
łonach matek z niecierpliwością oczekujących ich narodzin. Wypowiedź
dziennikarki wywołała skandal w promującej aborcję Holandii, gdzie zabójstwo
poczętych dzieci dopuszczalne jest do 24. tygodnia życia dziecka. Jak
relacjonuje Jeanne Smits, francuska dziennikarka, na stronach Twittera zawrzało,
a w całym internecie zaczęto umieszczać karykaturalne zdjęcia de Haas
przedstawiające ją jako diabła. Sama autorka listu stwierdza: "Jeśli pisze się
coś na temat wiary katolickiej, to reakcje na to są bardzo agresywne". Zauważa
również, że wielu liberałów podkreśla znaczenie wolności słowa, ale jeśli chodzi
o wypowiadanie katolickich poglądów, ta wolność już nie przysługuje. Szczególnie
gdy mowa o obronie życia tych bezbronnych. W tym kontekście doskonale widać, jak
bardzo potrzebna jest modlitwa w intencji życia – i dzieci poczętych, i tych,
którzy mają odwagę apelować o ochronę tego życia. Pamiętajmy więc, by 27
listopada br., odpowiadając na apel Ojca Świętego Benedykta XVI, przyłączyć się
w naszych kościołach do czuwania modlitewnego właśnie w intencji życia.
Anna Paliczka
Aborcjoniści boją się prawdy
Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro – Prawo do Życia:
"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich
najmniejszych, Mnieście uczynili". Nasze doświadczenie jest takie, że różnorakie
akty agresji, których doświadczają obrońcy życia, przynoszą bardzo dużo dobrych
owoców. Widać, że ci, którzy piętnują rzekomą mowę nienawiści obrońców życia,
tak naprawdę sami są nienawistnikami.
Nie mogą znieść powiedzenia, że dziecko od samego poczęcia jest człowiekiem i
jeszcze bardziej nie mogą znieść tego, że im się to pokazuje. W Holandii sprawa
zaczęła się od ofiarowania parlamentarzystom figurki kilkutygodniowego dziecka
poczętego. Podobnie jest w Polsce – największą wściekłość aborcjonistów, którzy
tak wiele opowiadają o miłości, budzą zdjęcia pokazujące dziecko w stadium
prenatalnym, o czym świadczy choćby niszczenie w wielu miastach wystaw
antyaborcyjnych. Ale obrońcom życia nie przeszkadzają takie afery. To powinno
zagrzewać nas do boju, bo te wrzaski rozmaitych "autorytetów" pokazują tylko, że
nasze metody są skuteczne i trzeba je stosować. Te ich groźby są dowodem na to,
że oni się boją – boją się prawdy.
not. MMP
