Giełda to barometr gospodarki

Z dr. Erykiem Łonem, adiunktem w Katedrze Bankowości Akademii Ekonomicznej w Poznaniu oraz wykładowcą w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Dorota Zbierzchowska


W swojej pracy naukowej wiele miejsca poświęca Pan funkcjonowaniu giełdy. Jakie znaczenie ma giełda dla gospodarki?


– Giełda to barometr przyszłego stanu gospodarki. Zapowiada nam ona to, co może się zdarzyć w przyszłości w gospodarce. Z moich badań naukowych wynika, że dobra koniunktura na giełdzie wywołuje poprawę stanu gospodarki w przyszłości (wzrost krajowego PKB, nakładów inwestycyjnych, konsumpcji), natomiast zła koniunktura na giełdzie wywołuje osłabienie stanu gospodarki w przyszłości (spadek krajowego PKB, nakładów inwestycyjnych, konsumpcji). Warto więc kupować akcje na giełdzie, jeżeli spodziewamy się poprawy stanu gospodarki, natomiast sprzedawać, gdy spodziewamy się jej osłabienia.

Związki między giełdą a przyszłym stanem gospodarki można wytłumaczyć tym, że bieżąca koniunktura na giełdzie ma wpływ na zachowania przedsiębiorców i konsumentów. Część przedsiębiorców szuka kapitału potrzebnego na inwestycje, konsumenci zaś poszukują sposobu pomnażania swoich oszczędności. Jeżeli sytuacja na giełdzie jest dobra (kursy akcji zwyżkują), zachęca to przedsiębiorców do emitowania akcji, gdyż zwiększa się szansa na pozyskanie nowego kapitału. Rośnie bowiem popyt na akcje. Gdy emisje akcji się powiodą, to przedsiębiorcy zdobędą potrzebny kapitał i wtedy uruchomią nowe inwestycje. Z drugiej strony, konsumenci posiadający akcje firm, które zwyżkują na giełdzie, są bardziej skłonni do większej konsumpcji. Wartość posiadanych przez konsumentów akcji się zwiększa, a więc zwiększa się wartość ich majątku. Konsumenci, zwiększając swoje bogactwo, mogą więcej swoich pieniędzy wydawać na zakup towarów.


A co się dzieje, kiedy na giełdzie jest zła koniunktura?


– Sytuacja złej koniunktury na giełdzie (kursy akcji zniżkują) powoduje negatywną reakcję przedsiębiorców i konsumentów. Przedsiębiorcy zniechęcają się do emisji nowych akcji, gdyż widzą, że popyt na nie się kurczy, a więc prawdopodobnie emisje akcji nie dojdą do skutku. W takiej sytuacji spada skłonność przedsiębiorców do powiększania nakładów inwestycyjnych. Podobnie konsumenci, widząc, iż kursy akcji zniżkują, a tym samym wartość ich posiadanego w akcjach bogactwa spada, są bardziej wstrzemięźliwi w wydawaniu pieniędzy i robieniu nadmiernych zakupów.


Czy te zależności występują we wszystkich krajach, także w Polsce?


– Powyższe zależności występują na wielu giełdach na świecie. Mechanizm powiązań między giełdą a gospodarką jest jednak silniejszy w krajach bogatych, gdzie rynek kapitałowy jest bardziej zasobny. Trochę słabiej te zależności przebiegają w krajach biedniejszych, takich jak Polska. Tym niemniej giełda i w krajach biedniejszych zapowiada przyszły stan krajowej gospodarki. Z moich badań wynika także, że również giełda warszawska spełnia rolę barometru krajowej gospodarki. Można powiedzieć, że im więcej krajowych spółek będzie notowanych na naszej giełdzie, tym silniej nasza giełda będzie wypełniać funkcje barometru. To, że giełda warszawska jest barometrem polskiej gospodarki, ma ogromne znaczenie dla polskich władz monetarnych i fiskalnych, które mogą dostosować prowadzoną przez siebie politykę gospodarczą do potrzeb polskiej gospodarki.


Co sądzi Pan o prywatyzacji Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych?


– Sądzę, że warto, aby giełda warszawska nadal pełniła rolę barometru polskiej gospodarki. W tej sytuacji należy się zastanowić, czy ewentualna prywatyzacja zmieni coś w tym zakresie czy też nie. Dotychczasowa struktura własnościowa giełdy warszawskiej (Skarb Państwa ma ponad 98-proc. udział w akcjonariacie) nie była przeszkodą w jej rozwoju. Na naszą giełdę wchodziły i wchodzą w dalszym ciągu nowe polskie spółki. Powstaje pytanie, czy jeżeli giełda warszawska zostanie sprywatyzowana i Skarb Państwa utraci nad nią kontrolę, to czy zmniejszy, czy też zwiększy szanse jej dalszego rozwoju? Uważam, że ewentualna prywatyzacja naszej giełdy może zwiększyć ryzyko jej wrogiego przejęcia przez konkurenta branżowego, np. inną giełdę. Nie wiemy przecież, jakie byłyby intencje nowego właściciela, czy chciałby dalej rozwijać polską giełdę, czy też dążyłby do jej marginalizacji. Czy nowy właściciel tak samo jak do tej pory byłby zainteresowany tym, aby wchodziły na nasz parkiet nowe polskie spółki, czy też preferowałby duże spółki zagraniczne. Gdyby duże spółki zagraniczne wyparły po pewnym czasie polskie spółki z rynku, wtedy mogłoby to osłabić funkcję giełdy warszawskiej jako barometru polskiej gospodarki. Stawałaby się ona powoli barometrem gospodarek zagranicznych. A to w konsekwencji osłabiłoby skuteczność krajowej polityki pieniężnej i fiskalnej w stabilizowaniu polskiej gospodarki. Lepiej nie narażać się na tego typu ryzyko i pozostawić dotychczasową strukturę własnościową giełdy warszawskiej w niezmienionej postaci.


Mówi się teraz wiele o zniesieniu tzw. podatku Belki. Jak Pan ocenia te propozycje, zwłaszcza dotyczące zniesienia tego podatku tylko od lokat bankowych, a pozostawienia od innych inwestycji kapitałowych?


– Uważam, że tzw. podatek Belki można byłoby znieść zarówno od lokat bankowych, jak i inwestycji giełdowych. To mogłoby zachęcić inwestorów, zwłaszcza indywidualnych, do bardziej odważnego zainteresowania się strategiami inwestycyjnymi, jakie daje inwestowanie na giełdzie. Zniesienie podatku powinno być połączone z sukcesywnym poszerzaniem wiedzy społeczeństwa o mechanizmach i instrumentach rynku kapitałowego. Udział akcji w aktywach finansowych polskich konsumentów jest zdecydowanie niższy niż w krajach wysoko rozwiniętych. Ponadto mam wątpliwości, czy zniesienie podatku Belki od samych tylko lokat bankowych byłoby dobrym rozwiązaniem, gdyż będzie skłaniało uczestników życia gospodarczego do lokowania oszczędności przede wszystkim w bankach kosztem lokat na giełdzie. Może to spowodować, przynajmniej częściowo, odpływ kapitału z giełdy. W obecnej sytuacji może to pogorszyć i tak już słabe nastroje inwestorów giełdowych.


Jest Pan również autorem opracowania opublikowanego na stronach Narodowego Banku Polskiego, dotyczącego wejścia Polski do strefy euro. Jakie widzi Pan największe niebezpieczeństwa dla naszego kraju płynące z przyjęcia wspólnej waluty?


– Największym zagrożeniem dla naszego kraju jest utrata suwerenności monetarnej, czyli prawa Polski do posiadania własnej waluty oraz prawa prowadzenia krajowej polityki pieniężnej. Z chwilą ewentualnej likwidacji polskiego złotego utracilibyśmy ważny instrument kreowania procesów gospodarczych w naszym kraju. Z moich badań przedstawionych w Raporcie (http://www. nbp. pl/publikacje/O_Euro/euro_4. pdf) wynika, że kraje, które nie zrezygnowały z własnej waluty (głównie tzw. tygrysy azjatyckie), rozwijają się o wiele szybciej niż kraje, które tego prawa się pozbawiły (kraje strefy euro). Poza tym Europejski Bank Centralny, prowadząc politykę pieniężną, będzie brał pod uwagę potrzeby polskiej gospodarki w bardzo wąskim zakresie. Polska gospodarka stanowi bowiem niespełna 2 proc. PKB strefy euro, a polityka pieniężna Europejskiego Banku Centralnego jest prowadzona głównie w interesie najsilniejszych gospodarczo krajów strefy euro.


W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej na studiach drugiego stopnia, na kierunku politologia, prowadzi Pan m.in. wykłady: Makroekonomia a giełda, Bankowość. Czy studenci kierunku nieekonomicznego chętnie zgłębiają tajniki ekonomii? Jakie jest znaczenie wiedzy ekonomicznej dla przyszłych polityków i dziennikarzy?


– Tematyka bankowości i rynku kapitałowego interesuje liczne grono młodych ludzi. Wielu z nich zastanawia się nad rozpoczęciem inwestycji na giełdzie. Prowadzone przeze mnie wykłady na temat giełdy dostarczają argumentów za tym, że można samemu nauczyć się inwestowania na giełdzie. Nie jest to takie trudne, jak się z pozoru wydaje. Wiedza na temat funkcjonowania banków także jest przydatna. Prawie każdy z nas zetknie się z bankami, czy to jako kredytobiorca, oszczędzający, czy też jako przedsiębiorca. Z pewnością wiedza z zakresu bankowości i rynku kapitałowego jest przydatna dla osób, które planują karierę polityczną lub dziennikarską. Sądzę, że rola rynku finansowego w Polsce będzie się zwiększać w najbliższych 10-15 latach. Dlatego warto już dziś podjąć trud zdobycia wiedzy na temat jego funkcjonowania.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj