Eurokalkulacje

Orzeł i reszka


Jan Maria Jackowski



Tegoroczne Święta Zmartwychwstania Pańskiego upływają pod znakiem pełnego paradoksów sporu o ratyfikację traktatu lizbońskiego. Gdy był negocjowany, PO krytykowała PiS, że nie przeforsowano pierwiastkowego systemu głosowania. Natomiast Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński zapewniali, że Polska osiągnęła wielki sukces. Dziś PO twierdzi, że eurokonstytucja jest najlepsza pod słońcem, a PiS ma poważne wątpliwości. Lepiej późno niż wcale, ale czy można być za, a nawet przeciw?



PO z dziwnym uporem próbowała przeprowadzić ratyfikację na chybcika. Kierownictwo PiS też nie chciało szerokiej dyskusji i referendum, bo obawiało się, że środowiska, które jasno i wyraziście akcentują polski interes, bardzo by na tym zyskały, a PiS byłoby niejednoznaczne, a przez to mniej wiarygodne. Przed referendum akcesyjnym w 2003 r. Jarosław Kaczyński zapowiadał głosowanie przeciw, ale ostatecznie poparł warunki, na których przystąpiliśmy do UE. Prezydent Lech Kaczyński w poniedziałkowym telewizyjnym orędziu wyrażał się jasno i krytycznie o zagrożeniach, ale w czwartkowym wywiadzie dla „Dziennika” już zmienił ton i stwierdził, że w kwietniu traktat będzie ratyfikowany przez parlament. Zastanawia, że PO, publicznie deklarująca dbałość o polski interes narodowy, nie chce się zgodzić na prezydencką wersję ustawy ratyfikującej, która w gruncie rzeczy jest rodzajem alibi maskującym zagrożenia dla Polski. Jednak premier Tusk zapowiada „kompromisową” wersję ustawy ratyfikującej. Pośpiech PO – PiS świadczy o jakichś nieujawnionych opinii publicznej kalkulacjach, a może ustaleniach na szczeblu międzynarodowym.

Przecież w interesie Polski jest rozłożenie w czasie procedury ratyfikacyjnej, a nie przyjmowanie eurokonstytucji na kolanach. Po pierwsze, nie wiadomo, jak będzie przebiegała ratyfikacja w pozostałych krajach. Po drugie, trzeba być uczciwym wobec Polaków i poważnie traktować obywateli. W końcu Polska ma zostać włączona do nowego państwa pod nazwą Unia Europejska, a siła głosu naszego kraju została dramatycznie osłabiona. Imperatyw, że musimy ratyfikować traktat, trąci kompleksem „Europy”. Uderza wasalna mentalność części elit wobec Brukseli i to, że pomysłem na przyszłość Polski ma być rozpłynięcie się w mgławicowym „imperium Europa”, które jest budowane na fobiach antychrześcijańskich i demoliberalnej ideologii. Jest zatem potrzebna szeroka debata publiczna o blaskach i cieniach traktatu lizbońskiego, a następnie referendum. Związana z nim doza niepewności wzmocniłaby Polskę wobec Brukseli i pozwoliła korzystnie już teraz załatwić kilka ważnych dla nas spraw.

Wiele o najważniejszych politykach w Polsce mówi także to, że poważnie rozważana jest przez PO koncepcja rezerwowa referendum połączonego z przedwczesnymi wyborami. W takim scenariuszu Platforma liczy na upieczenie dwóch pieczeni na jednym ogniu: przepchnięcie ratyfikacji oraz ucieczkę od problemów z bieżącym rządzeniem i jednocześnie utrwalenie swojej władzy, już samodzielnej, bez PSL, aż do 2012 roku. Co ciekawe, ten wariant ma również zwolenników w tej części PiS, która liczy, że przy tej okazji pozbyłaby się tolerowanego na razie ze względów taktycznych skrzydła eurosceptycznego i z ulgą uwolniła od zobowiązań wobec tradycyjnego elektoratu.

„Zwycięzca śmierci, piekła i szatana, wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana”. Niech Chrystus Zmartwychwstały obdarzy nas nową mocą, mądrością i roztropnością w tym szczególnym dla przyszłości Polski i Europy czasie.

drukuj