Ekożywność zyskuje klientów

Zdrowa żywność – zwana pod wpływem zachodnich trendów ekologiczną –
przeżywa na świecie renesans. W Polsce jej rynek też się rozwija. Przyczynia się
do powstania na polskiej wsi nowych miejsc pracy. Niestety, z powodu
nadgorliwości polskich urzędników zarabiają na niej w dużej mierze zagraniczne
firmy sprzedające również na naszym rynku ekologiczną żywność wyprodukowaną na
bazie… polskich surowców.

Tylko pozornie jedne jabłka nie różnią się od drugich, podobnie marchew czy
inne owoce i warzywa. Różnica tkwi w ich składzie. Żywność ekologiczna powstaje
w gospodarstwach, w których jest stosowane tylko naturalne nawożenie i naturalne
środki ochrony roślin. Blisko 20 lat temu pojawiła się okazja, by taki
tradycyjny sposób wytwarzania zdrowej żywności ustrzec od współczesnego pędu do
maksymalizacji zysku i minimalizacji ceny detalicznej poprzez sprzedawanie jej
jako produktów ekologicznych. Posiadają one niepowtarzalne właściwości.

Profesor Jerzy Szymona, wykładowca Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie,
szef Ekogwarancji PTRE, największej w Polsce jednostki certyfikującej żywność
ekologiczną, podkreśla, że największe różnice dotyczą etapu przetwarzania
żywności. – Produkty o nazwie "sok", które często kupujemy w sklepach, są nimi
tylko z nazwy – tłumaczy, jak wygląda proces ich wytwarzania. Najpierw w
przemysłowych przetwórniach wykonuje się z nich koncentraty, które są przewożone
do rozlewni, gdzie już tylko dodaje się do nich wodę. – Dodatkowo jest on
pasteryzowany i w efekcie traci najważniejsze wartości odżywcze. To już nie jest
sok! Prawdziwe soki są wyciskane z owoców, zawierają pełny skład witamin i
minerałów i mają działanie prozdrowotne – podkreśla naukowiec.

Żywność zdrowa i lecznicza

Takie właśnie działania ma np. zakwaszany sok z buraków i kapusty produkowany
przez firmę ekologiczną Biofood Sp. z o.o. Prowadzone w Zakładzie Żywności
Ekologicznej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie badania wykazały
przeciwnowotworowe działanie ekstraktów przygotowanych z zakwaszanych soków
ekologicznych oferowanych przez firmę.

To oczywiście nie jedyny przykład zdrowotnych właściwości żywności
ekologicznej. Mieczysław Babalski, właściciel gospodarstwa ekologicznego i małej
przetwórni zbóż, zwraca z kolei uwagę na właściwości starych, do niedawna
zapomnianych odmian zbóż. Od 20 lat produkuje makarony, kasze orkiszowe, a nawet
kawę orkiszową. Oferuje także produkty z jednego z najstarszych gatunków zbóż –
pszenicy płaskurka i samopszy. – Zboża te uprawiane były nawet dwa tysiące lat
temu. Nowe odmiany pszenicy zawierającej sporo glutenu wyparły uprawę starych
zbóż – wyjaśnia ich historię Babalski. Gdzie w takim razie zdobył to ziarno? –
Nasiona wciąż jeszcze można kupić np. w polskim banku genów prowadzonym przez
Instytut Hodowli i Aklimatyzacji Roślin w Radzikowie pod Warszawą – tłumaczy.
Pytany, dlaczego zadał sobie tyle trudu, by odnowić uprawy starych odmian,
odpowiada, że właśnie one nie zawierają glutenu i mają lecznicze działanie dla
chorych na celiakię (choroba jelit wynikająca z nietolerancji glutenu zawartego
w zbożach).

Beata Karoń odpowiedzialna za marketing w firmie Ekoprodukt z Częstochowy
chętnie mówi o innym bardzo wartościowym zbożu uprawianym jeszcze przez Inków i
Majów – amarantusie rodem z Ameryki Południowej. Amarantus również nie zawiera
glutenu, więc wyrabiane z jego mąki pieczywo mogą spożywać także alergicy.

Cenne właściwości ma każda żywność ekologiczna. Wydawałoby się więc, że jej
wytwarzanie stanowi szansę rozwoju przeżywającego wciąż ogromne trudności
polskiego rolnictwa. Ci rolnicy, którzy zdecydowali się na podobną formę
działalności, zwykle tego nie żałują. Zastrzegają jednocześnie, że ich sytuacja
wcale nie jest rewelacyjna, a zyski większe od nich osiągają na produkcji
zdrowej żywności… zagraniczne firmy.

Preferencje dla dużych

– Surowiec jest wciąż "wysysany" z polskiego rynku, przetwarzany za granicą,
a potem trafia do nas jako wysokiej jakości produkt w bardzo wysokiej cenie. W
efekcie na przetwórstwie zdrowej polskiej żywności zarabiają duże firmy
przetwórcze za granicą – wyjaśnia Danuta Zarzycka, właścicielka sklepu Rolnik
Ekologiczny w Warszawie i gospodarstwa Eko-owoc.

Wśród przyczyn takiego stanu rzeczy wymienia niewystarczającą wciąż liczbę
polskich firm przetwarzających żywność ekologiczną i oferujących gotowe, dobrej
jakości produkty. Taka działalność wymaga bowiem nie tylko dużej wiedzy o
sposobach zabezpieczania żywności bez stosowania środków chemicznych, ale też
sporych nakładów finansowych na uruchomienie przetwórni.

Ale to nie jedyny problem polskich przetwórców. – Na przykład rolnicy, którzy
mogą przetwarzać mleko, nie mają prawa sprzedawać go poza granicami swojego
województwa – wyjaśnia prof. Jerzy Szymona. Podobnie jak inni producenci
żywności ekologicznej zwraca uwagę, że polskie przepisy narzucają im takie same
normy sanitarne, jakie obowiązują dużych producentów masowo sprzedawanej
żywności bez liczenia się ze specyfiką ich działalności.

Co oznaczałoby dla producentów żywności sztywne spełnianie takich norm? – To,
że wytwarzaliby żywność, która już nie jest ekologiczna – mówi wprost prof.
Szymona. Jak podkreśla, i tak już odżywiamy się coraz bardziej niezdrowo. –
Większość Polaków odżywia się tzw. plastikową żywnością. Pijemy soki, które nie
są sokami, mleko – które nie jest mlekiem, bo większość jego najbardziej
wartościowych składników zlikwidowano podczas obróbki w zakładach przetwórczych
itd. Żywność ekologiczna różni się od "tradycyjnej" tym, że jest naprawdę
żywnością, tzn. zawiera te wartości odżywcze, których nie znajdziemy w
produktach znajdujących się w masowej sprzedaży – podsumowuje. Paradoksalnie
jednak to właśnie "plastikowa" żywność spełnia… polskie normy fitosanitarne.

Normy dla zdrowia?

Danuta Zarzycka podkreśla, że rozwiązaniem sytuacji byłoby wprowadzenie
oddzielnych norm produkcji żywności ekologicznej, jakie już od lat obowiązują w
innych krajach Unii Europejskiej. – We Włoszech czy we Francji działają
przetwórnie żywności przy gospodarstwach rolnych, które polski sanepid zamknąłby
od razu ze względu na niespełnianie norm niby-europejskich. Ale takie
twierdzenia to bzdura – potwierdza prof. Szymona.

Przyznaje, że w Polsce wprowadzono przepisy o tzw. małym przetwórstwie w
gospodarstwach rolnych. Zaznacza jednak, że w praktyce nie zniosły one wielu
barier, właściwie nie do pokonania dla małych producentów. – Na przykład zgodnie
z przepisami unijnymi właściciele farm z kurami nioskami zobowiązani są zapewnić
im wybieg na świeżym powietrzu. Ale lekarze weterynarii mówią właścicielom ferm,
że muszą odizolować te kury od otoczenia i np. zadaszyć 1,5 ha wybiegu –
wskazuje. Wyjaśnia, że celem takiego zabiegu miałoby być zabezpieczenie zwierząt
przed zarażeniem, np. ptasią grypą. – Ale przecież wybuchła ona nie w wiejskich
kurnikach, tylko w dużych, zamkniętych hodowlach. To znaczy, że ta kura, która
niby była narażona na zarażenie przez dzikie ptactwo, chodząc po podwórku, nie
zaraziła się w przeciwieństwie do kur w zamkniętych fermach – podkreśla
naukowiec.

Jednak jak mówi Danuta Zarzycka, producenci żywności ekologicznej od lat
natrafiają na mur polskiej biurokracji, która, nie wiedzieć czemu, utrzymuje
przepisy ograniczające rozwój takich gospodarstw i przedsiębiorstw.

Na szczęście coraz więcej Polaków wybiera właśnie żywność ekologiczną, choć
niekiedy jest ona nawet kilkakrotnie droższa od tej dostępnej w masowej
sprzedaży. Producenci podkreślają, że im więcej klientów będzie decydowało się
na żywność ekologiczną, tym szybciej można będzie obniżać jej ceny. Na razie
wiele gospodarstw i firm z produktami ekologicznymi zabiega również o
zagranicznych odbiorców. Już za dwa tygodnie będą oni prezentować swoje specjały
na międzynarodowych targach żywności ekologicznej BioFach w Norymberdze.
Zaznaczają jednak, że jeśli władze państwowe nie ułatwią im rozwoju, znosząc
niepotrzebne bariery, nie tylko nie podbiją zagranicznych rynków, ale nawet nie
wyjdą z niszy na rynku polskim…

Mariusz Bober

drukuj