Doktrynerstwo szkodzi
Z prof. Krystyną Pawłowicz, wykładowcą na Wydziale Prawa i Administracji
Uniwersytetu Warszawskiego oraz członkiem Trybunału Stanu, rozmawia Paulina
Gajkowska
Krzysztof Karsznicki, szef Departamentu Współpracy Międzynarodowej w
Prokuraturze Generalnej, został odwołany po aferze z ujawnieniem danych
białoruskiego opozycjonisty. Stefan Hambura, jeszcze przed rezygnacją
Karsznickiego, wystosował list do Andrzeja Seremeta, w którym wnioskował "o
zbadanie roli i wpływu Pana Dyrektora Krzysztofa Karsznickiego oraz jego
departamentu współpracy międzynarodowej na okoliczność przebiegu śledztwa
smoleńskiego oraz na wszelkie związane z tym sprawy prowadzone we wszystkich
prokuraturach jakiegokolwiek szczebla". Pani zdaniem to zasadny wniosek?
– Jak najbardziej. Pojawiają się pewne przesłanki, które wskazują na to, że pan
Krzysztof Karsznicki wraz z departamentem, którym kierował, mógł mieć konkretny
wpływ na przebieg śledztwa smoleńskiego.
Rozumiem, że chodziłoby o jego odpowiedzialność za niemożność działania
prawnego w śledztwie smoleńskim. Pamiętamy, z jaką gorliwością, wbrew opiniom
ekspertów z zakresu prawa międzynarodowego, twierdził, że powołanie wspólnego
zespołu śledczego do zbadania okoliczności katastrofy smoleńskiej było
niemożliwe. Podnosił również, że telefoniczna deklaracja prezydenta Miedwiediewa
nie była tożsama z ustną umową umożliwiającą prowadzenie wspólnego śledztwa…
– Sama publicznie wyrażałam głos polemiczny wobec konstatacji pana Karsznickiego.
Zresztą, nie byłam odosobniona. Wówczas nikt nie zastanawiał się, czy pan
Karsznicki mógł mieć wpływ na przebieg śledztwa smoleńskiego. Sam Krzysztof
Karsznicki kilkakrotnie powtarzał wbrew stanowi faktycznemu, być może
zmotywowany politycznie, że po pierwsze – umów międzynarodowych nie zawiera się
telefonicznie, a po drugie – wykluczał w ogóle możliwość wspólnego śledztwa.
Wraz z Krzysztofem Kwiatkowskim i Andrzejem Seremetem Karsznicki brał nawet
udział w konferencji prasowej, podczas której przekonywano opinię publiczną, że
na wspólne śledztwo od początku nie było szans. To nieprawda. Pojawiły się co
najmniej dwie polemiki będące naukowymi ekspertyzami – pani Beaty Bieńkowskiej i
moja – z powyższymi tezami. O tym, że umowa międzynarodowa może być zawarta
telefonicznie, zwłaszcza w tak nadzwyczajnej sprawie, jaką jest katastrofa
rządowego samolotu z głową państwa na pokładzie, powie każdy podręcznik
akademicki z zakresu prawa międzynarodowego. Do skonstruowania takiej tezy
wystarczy elementarna znajomość w tej dziedzinie. Z dzisiejszej perspektywy
warto przyjrzeć się, jaki był wpływ pana Karsznickiego na wybór prawnej ścieżki
dla śledztwa smoleńskiego. Inną sprawą jest to, że my do dzisiaj nie wiemy, jaka
była sekwencja faktów, jeśli chodzi pierwsze godziny po katastrofie. Prawda jest
jednak taka, że w polskim aparacie administracji to właśnie pan Krzysztof
Karsznicki, jako szef Departamentu Współpracy Międzynarodowej w Prokuraturze
Generalnej, był osobą najbardziej kompetentną do podjęcia decyzji w tej sprawie.
Gdy Karsznicki artykułował swoje – jak się okazało niesłuszne – tezy o
niemożności wspólnego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, nikt z
prokuratury nie stawiał pod znakiem zapytania jego kompetencji.
– Podejrzewam, że w odpowiedzi na wniosek pana Stefana Hambury pojawi się
argument, że przecież Karsznicki już nie pracuje w prokuraturze, że został
odwołany, więc bezprzedmiotowe jest prowadzenie dalszej korespondencji na ten
temat.
Mając jednak w pamięci linię argumentacyjną Karsznickiego, trudno nie
dostrzec jednego: konsekwentnej obrony kroków, które od początku podejmował
polski rząd.
– Argumentacja byłego już szefa Departamentu Współpracy Międzynarodowej nie
zasadzała się na prawniczych wnioskach. Samo twierdzenie, że "nie było to
możliwe", nic nie mówi. Wszystko musi mieć swoje oparcie w prawie, w konkretnych
przepisach i artykułach. Jeśli słyszę ze strony urzędników, że nie było
możliwości, aby powołać wspólny zespół śledczy, to oczekiwałabym jednocześnie
szerokiej odpowiedzi na pytanie: jakie wobec tego kroki, działania zostały
wówczas podjęte? Czy podejmowano jakiekolwiek próby wzmocnienia uczestnictwa
polskiej strony w śledztwie? Są konkretne przepisy obowiązujące w takich
nadzwyczajnych sytuacjach i należy je stosować. Konieczne jest w takich
sytuacjach, aby wykazać cały ciąg myślenia prawniczego dla uzasadnienia
podjętych decyzji. Odnoszę niestety takie wrażenie, że owszem, możemy stawiać
szereg merytorycznych pytań, ale w kontekście tego, jak wygląda śledztwo
smoleńskie, nie oczekiwałabym rychłej na nie odpowiedzi.
Dziękuję za rozmowę.
