Dezinformacje Moskwy nadal w modzie

Rosjanie chcieli uniemożliwić prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu lądowanie
w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku – korespondencję e-mailową takiej treści
ujawnił portal WikiLeaks.

W e-mailu z 22 kwietnia 2010 r. Fred Burton z firmy Stratfor cytował opinię
Siergieja Trietiakowa (byłego rosyjskiego agenta), który w rozmowie z nim
twierdził, że: "Rosjanie celowo nie pozwolili na lądowanie samolotu, wiedząc, że
polski prezydent albo zmusiłby pilota do lądowania, albo samolot zawróciłby i
nie wylądował na miejscu". W ten sposób pokrzyżowaliby plany uroczystości
rocznicy mordu katyńskiego. W odpowiedzi inny analityk Stratforu Marko Papic
pisze, że pokrywa się to z tym, co powiedziały mu "jego źródła". Trietiakow miał
twierdzić również, że Rosjanie mają różne gotowe scenariusze, które mogą być
ściągnięte z półki, jeżeli zechce tego Putin.

Przez niektórych komentatorów informacje te zostały uznane za kolejną
dezinformację i manipulację. Taką opinię wyraził ostatnio m.in. znany bloger
Aleksander Ścios (za: [ŹRÓDŁO]).

Być może taką właśnie intencję miały osoby, które doprowadziły do ujawnienia
e-maili pracowników ośrodka Stratfor. Być może oceny pracowników Stratfor są
błędne. Jednak proponuję spojrzeć na poglądy wyrażone w tych e-mailach w
kontekście chronologicznym, czyli z perspektywy informacji dostępnych w tamtym
okresie, jak również przyjrzeć się osobom, które formułowały te opinie.

W Polsce sugerowano winę prezydenta i pilotów

Jednak jeżeli ujawnione e-maile są prawdziwe, bo i ewentualność ich
sfałszowania należy wziąć pod uwagę, są dowodem na odwrotną sytuację, niż ta
przedstawiana w oficjalnej propagandzie.

Wymiana e-maili pracowników Stratforu miała miejsce 22 kwietnia 2010 r.,
czyli niespełna dwa tygodnie po katastrofie smoleńskiej. W tym czasie w Polsce w
mediach popierających rząd Tuska królowały następujące przyczyny katastrofy:
błąd polskich pilotów, opóźniony wylot oraz naciski na załogę wywierane przez
prezydenta Kaczyńskiego. 21 kwietnia 2010 r. "Gazeta Wyborcza" pisała: "Samolot
nie odleciał o czasie, bo spóźnił się prezydent, który w piątkową noc długo
rozmawiał ze współpracownikami. (…) Czy opóźnienie startu samolotu (…) mogło
przyczynić się do katastrofy?". Wyrażona sugestia była czytelna…

Z kolei przedstawiciele rządu Tuska oficjalnie zapewniali świat o doskonałej
współpracy z Rosjanami, zakończeniu dotychczasowej konfrontacyjnej polityki i
nowym etapie w stosunkach z Kremlem. Jednak w kuluarowych rozmowach urzędnicy
zastanawiali się nad odpowiedzialnością Rosjan. To właśnie akurat 22 kwietnia
2010 r. odbyła się rozmowa ministra Bogdana Klicha z polskim akredytowanym przy
MAK Edmundem Klichem, potajemnie nagrywana przez tego ostatniego. Edmund Klich
miał wcześniej napisać meldunek do szefa MON, w którym stwierdził, że
"odpowiedzialna jest strona rosyjska". Takich wniosków rząd Tuska nie
przedstawiał opinii publicznej, a wszystko wskazuje na to, że również zachodnim
partnerom, mamił ich propagandą sukcesu "resetu z Moskwą".

Cienie CIA

Tymczasem kilkanaście dni po katastrofie amerykańscy analitycy formułują tezę
o dążeniu Rosjan do storpedowania uroczystości w Katyniu. Z różnych przyczyn
taka teza nie była i nie mogła być rozpatrywana przez instytucje rządu Tuska.
Urzędnicy rządu zastanawiali się raczej (vide: spotkanie w MON 22 kwietnia), jak
pominąć niewygodne dla Rosjan dokumenty. Późniejsza sprawa prokuratora Marka
Pasionka udowodniła, w jaki sposób obecne władze zamierzały współpracować z
instytucjami USA i NATO.
Ujawnione e-maile są również interesujące ze względu na podmiot oraz osoby
zajmujące się katastrofą smoleńską. Byli to: Fred Burton, Marko Papic –
pracownicy firmy Stratfor, oraz Siergiej Trietiakow – były sowiecki i rosyjski
agent.

Stratfor (Strategic Forecasting, Inc) jest prywatnym ośrodkiem
analityczno-wywiadowczym, który przygotowuje informacje, analizy i prognozy dla
administracji USA oraz prywatnych firm, np. Departamentu Bezpieczeństwa
Wewnętrznego, US Marines, Agencji Wywiadu Obronnego oraz Dow Chemical Co w
Bhopal, Lockheed Martin, Northrop Grumman i Raytheon.

Stratfor nazywana jest "cieniem CIA", gdyż wielu jej pracowników wywodzi się
z amerykańskich służb specjalnych. W 2007 r. to właśnie ośrodek Stratfor
pozytywnie ocenił opublikowanie raportu o likwidacji WSI, twierdząc, że w
dalszej perspektywie wzmocni to pozycję Polski.

Założycielem firmy jest George Friedman, który wcześniej pracował m.in. jako
doradca ds. bezpieczeństwa amerykańskich dowódców wojskowych. W 2009 r.
opublikował książkę "Następne 100 lat. Prognoza na XXI wiek", w której – w
odróżnieniu od innych naukowców, analityków, obserwatorów USA – dostrzegał ważną
rolę naszego kraju: "Polska nie była wielką potęgą od XVI wieku. Ale kiedyś nią
była – i, jak sądzę, będzie nią znowu. (…) Stany Zjednoczone jednak wesprą
Polskę, udzielając jej ogromnej pomocy gospodarczej i technicznej".

Jednak prognoza ta nadal oczekuje na realizację, zwłaszcza po Smoleńsku.

Śledczy od zamachu na WTC

Wiceprezesem firmy Stratfor ds. walki z terroryzmem i bezpieczeństwa
korporacyjnego jest Fred Burton, autor jednego z ujawnionych e-maili. Burton
jest jednym z najbardziej doświadczonych na świecie ekspertów ds. terroryzmu,
bezpieczeństwa, wywiadu.

Swoje wspomnienia opublikował w dwóch książkach. W przeszłości Burton był
agentem specjalnym Diplomatic Security Service (DSS), czyli służby specjalnej
podporządkowanej Departamentowi Stanu USA. Agenci DSS zajmują się przestępstwami
związanymi z dokumentami dyplomatycznymi (np. podrabianiem paszportów, wiz), ale
są także odpowiedzialni za bezpieczeństwo w ambasadach amerykańskich. Ochraniają
kontrwywiadowczo placówki i w tym zakresie badają działalność zagranicznych
agencji wywiadowczych.

Burton był także zastępcą szefa wydziału zwalczania terroryzmu DSS.
Uczestniczył m.in. w śledztwach w sprawie zamachu na izraelskiego premiera
Icchaka Rabina i ataków Al-Kaidy z 11 września 2001 roku. Brał również udział w
aresztowaniu Ramziego Yousefa, głównego zamachowcy pierwszego ataku na wieże
World Trade Center w 1993 roku.

Ujawniony e-mail Burtona i jego opinie są ze wszech miar interesujące –
okazuje się, że jeden z czołowych specjalistów od terroryzmu zajmuje się
katastrofą smoleńską. Równie ciekawy jest fakt, że Burton korzystał w tej
sprawie z pomocy Siergieja Trietiakowa, byłego rosyjskiego agenta, który uciekł
do Ameryki.

Najważniejszy uciekinier od czasów zimnej wojny

W latach 1995-2000 Trietiakow był dyplomatą rosyjskiej misji przy ONZ w Nowym
Jorku, w rzeczywistości pełnił funkcję zastępcy szefa placówki wywiadu. Na czele
misji stał wtedy obecny minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.
Trietiakow kierował siatką 60 agentów rosyjskiego wywiadu w tym mieście.
Wcześniej służył jeszcze w KGB. W październiku 2000 roku przeszedł na stronę
Amerykanów, którzy ocenili, że był najważniejszym od czasów zimnej wojny
rosyjskim agentem, którego udało im się pozyskać. Po przejściu na stronę
Amerykanów Trietiakow oskarżył rosyjski wywiad, że wyprowadził z ONZ ok. pół
miliarda dolarów przy okazji programu "Ropa za żywność". Był to program ONZ
pomocy humanitarnej dla Iraku. Po inwazji Saddama Husajna na Kuwejt w 1990 r.
Irak został objęty międzynarodowymi sankcjami, w tym zakazem eksportu ropy. W
1996 r. Irakowi zezwolono na legalne sprzedawanie pewnych ilości ropy pod
kontrolą ONZ, ale pod warunkiem, że wszystkie zyski z tego handlu zostaną
przeznaczone na zakup leków oraz żywności dla irackich cywilów. W rzeczywistości
program doprowadził do gigantycznej korupcji. Rosjanie odpowiadali, że to
"kłamstwa zdrajcy".

Trietiakow zmarł 13 czerwca 2010 roku. Początkowo podejrzewano zawał serca,
ale później w czasie sekcji odkryto kawałek kurczaka o długości pięciu cali,
którym miał się zadławić. W jednym z ujawnionych e-maili z 27 maja 2011 r. –
przy założeniu, że są one prawdziwe – Fred Burton pisał, że szczegóły dotyczące
śmierci Trietiakowa i informacje przez niego przekazane zostały opatrzone gryfem
"tajne" na następne 25 lat.

W 2008 r. ukazała się książka dziennikarza Pete´a Earleya o Trietiakowie
"Towarzysz J", w której ujawnił wiele szczegółów z działalności sowieckich i
rosyjskich służb specjalnych na Zachodzie. Na konkretnych przykładach omówił
prowadzone w okresie komunistycznym akcje dezinformujące społeczeństwa wolnego
świata.

Dezinformacja według Trietiakowa

KGB uczestniczyło w tworzeniu, finansowaniu europejskich organizacji
ekologicznych i pacyfistycznych. W ten sposób Związek Sowiecki organizował
protesty np. przeciwko budowaniu amerykańskich baz wojskowych w Niemczech.
Trietiakow opisał rozpowszechnianie przez komunistów manipulacji naukowej tzw.
zimy nuklearnej. W celu zablokowania instalacji pocisków Pershing w Europie
sowieckie media opublikowały artykuł, w którym omówiono tzw. efekt
antycieplarniany, czyli schłodzenie ziemi przez cząstki pyłu. Rosjanie
spodziewali się, że zastraszeni Europejczycy rozpoczną demonstracje przeciwko
obecności Amerykanów w ich krajach.

Upadek Związku Sowieckiego nie ograniczył stosowania przez Kreml
dezinformacji, która była rozpowszechnioną metodą KGB.

Służba Wywiadu Rosji (SWR), która powstała z KGB, zachowała pion
dezinformujący. Zmieniono jedynie nazwę, zachowano także starą kadrę KGB
zajmującą się dezinformacją. Wykorzystanie przez rosyjski wywiad dezinformacji
było szczególnie widoczne w okresie przyjmowania nowych państw (Polski, Czech,
Węgier) do NATO. Moskwa prowadziła aktywną kampanię protestu, przedstawiała
państwa wschodnioeuropejskie jako należące do obszaru posowieckiego i jej
tradycyjnej sfery wpływów. W działaniach tych niepoślednią rolę odgrywają
operacje dezinformacyjne służb specjalnych Moskwy.

Praktycznie akcje dezinformacyjne wyglądały tak, że centrala SWR przesyłała
do swoich rezydentur materiały propagandowe, które następnie oficerowie
zamieszczali anonimowo na stronach internetowych, rozsyłali pocztą elektroniczną
do wydawców i redakcji. Były to bardzo starannie przygotowywane prace naukowe,
edukacyjne, które mogły uchodzić za napisane przez europejskich uczonych,
profesorów, ekspertów. Były zasadniczo prawdziwe, jednak zawierały pewne
elementy dezinformacji promującej rosyjską politykę zagraniczną. Rozsyłano je
m.in. do organizacji ekologicznych, organizacji praw człowieka, amerykańskich
grup sprzeciwiających się administracji federalnej.

Jednocześnie SWR wykorzystywała swoich współpracowników, zwłaszcza z państw
Trzeciego Świata, do rozpowszechniania opinii zgodnych z polityką Moskwy. Takim
przykładem był np. wysoki urzędnik ONZ pochodzący z Afryki, potem ambasador
swojego kraju przy ONZ i minister finansów tego państwa, a w końcu wykładowca na
nowojorskim uniwersytecie.

Specjalne kontakty Moskwy

SWR manipulowała również wysokimi urzędnikami amerykańskimi, którzy formalnie
nie byli rosyjskimi szpiegami. Jednym z nich był – jak twierdził Trietiakow –
Strobe Talbott, podsekretarz stanu w administracji prezydenta Billa Clintona.
Rozmówcą Talbotta ze strony Rosji był wiceminister spraw zagranicznych Gieorgij
Mamiedow, jednocześnie współpracownik KGB i SWR. Stosunki Mamiedowa z Talbottem
miały być "przykładem tego, jak pracownicy wywiadu mogą manipulować sytuacją i
źródłem dyplomatycznym dla własnej korzyści, nie pozwalając przy tym, by cel się
zorientował, że jest wykorzystywany w celach wywiadowczych".

SWR określała Talbotta mianem "specjalnego kontaktu nieoficjalnego", co
oznaczało informatora ze szczytów władzy o wysokim statusie towarzyskim lub
politycznym, którego tożsamość należy utrzymywać w ścisłej tajemnicy. W 1999 r.
specjalna komisja Izby Reprezentantów kongresmena Christophera Coxa stwierdziła,
że część administracji Clintona, w tym Talbott, ignorowała negatywne opinie o
Rosji.

SWR stosowała agresywny werbunek także wobec zachodnich elit politycznych. W
1993 r. został zwerbowany przez Rosjan Alex Kindy, członek kanadyjskiej Izby
Gmin. Był on ideowym antykomunistą, członkiem Partii Progresywno-Konserwatywnej.
Przeniknięcie do Izby Gmin Kanady umożliwiło wywiadowi Rosji zbieranie
informacji typowo politycznych (o prywatnych upodobaniach elit tego kraju,
intrygach w parlamencie i w rządzie, wewnętrznych ruchach na szczytach władzy),
które następnie mogły znaleźć zastosowanie w "środkach aktywnych".

Tajemnica "Profesora" z UOP

We wspomnieniach Trietiakowa pojawiły się również polskie wątki. Oceniał
krytycznie reformy, które przeprowadzono w Polsce po 1990 roku. Jednak trudno
nie przyznać racji byłemu agentowi rosyjskiego wywiadu, który po przejściu na
stronę USA demaskował uzależnienia i pozorne zmiany kadr w Warszawie: "Polska
bardzo nas interesowała, z racji swojej historii oraz bliskich stosunków ze
Związkiem Radzieckim. (…) Polska zawsze miała podwójną osobowość. Choć otwiera
się na Zachód, ciężko pracuje nad utrzymaniem świetnych stosunków ze Stanami
Zjednoczonymi i jest członkiem Unii Europejskiej, wciąż pozostaje krajem o
głęboko socjalistycznej mentalności".

Jednak Trietiakow opisał Polaka o pseudonimie "Profesor", który współpracował
z wywiadem Rosji. Był to starszy dyplomata, zatrudniony w ONZ, prawdopodobnie
był także pracownikiem konsulatu Polski w Nowym Jorku. Większość kariery
"Profesora" przebiegała w czasach PRL, ale i potem dalej chciał pomagać Rosji.
Pomimo upadku Związku Sowieckiego nadal miał silne poczucie lojalności wobec
Moskwy. Był dla Rosji "niezwykle wartościowym szpiegiem". Informacje od niego
były tak cenne, że przełożony Trietiakowa postanowił poznać "Profesora", co
zrobiono na przyjęciu dyplomatycznym. "Profesor" wrócił do Polski w okresie
1996-1999. Rok po wyjeździe "Profesora" Trietiakow otrzymał depeszę z centrali,
że SWR zgodziła się na otwarcie "kanału partnerstwa" z polskim wywiadem. Obie
strony miały wydelegować swoich przedstawicieli. Okazało się, że wydelegowała
właśnie "Profesora", który został przedstawiony jako zastępca szefa działu
informacji w istniejącym wówczas Urzędzie Ochrony Państwa.

W 2008 r. wspomnienia Trietiakowa ukazały się w Polsce, jednak oprócz
ożywionej dyskusji publicystycznej nie przeprowadzono realnych zmian w rządowych
instytucjach. Dowodem na to mogą być choćby kolejne skandale lustracyjne w tak
kluczowym resorcie, jak MSZ.
Warto również przypomnieć, że Trietiakow na początku 2010 r. udzielił kilku
wywiadów polskim mediom (m.in. TVP). W lutym 2010 r. tłumaczył, że każda
szpiegowska siatka wywiadowcza, w tym rosyjska, składa się z dwóch równoważnych
elementów – jeden to klasyczna agentura, drugi – agentura wpływu.

Siergiej Trietiakow ostrzegał, że Polska znajduje się w centrum
zainteresowania rosyjskiego wywiadu: "Polska ma bardzo duży wpływ na tradycyjną
rosyjską strefę, czyli Ukrainę. Ma też dobre kontakty z Gruzją i popiera rząd
Micheila Saakaszwilego, którego w Rosji nie określa się inaczej jak tylko mianem
nielegalnego reżimu" (za: [ŹRÓDŁO]).

Ujawnione e-maile pracowników Stratforu po raz kolejny dowodzą, że tragedia
smoleńska była omawiana w gronie zachodnich analityków, ekspertów, byłych
wojskowych i pracowników służb specjalnych. W dodatku ujawniają, że Amerykanie
nie posiadali podstawowych informacji na temat okoliczności katastrofy, chociaż
w tym samym czasie najważniejsi urzędnicy rządu Donalda Tuska dysponowali już
ważnymi dokumentami i dowodami, które były ukrywane przed opinią publiczną.
Dlatego pracownicy Stratforu byli zmuszeni do poszukiwania i stawiania hipotez,
być może błędnych, bez znajomości podstawowych materiałów na temat przebiegu
katastrofy.

W normalnym państwie po takiej katastrofie jak smoleńska doszłoby do
natychmiastowych konsultacji zagranicznych, wymiany dokumentów, prośby o pomoc
ekspertów itd. Tymczasem w Polsce przedstawiciele rządu Tuska – minister obrony
i polski akredytowany przy MAK – zastanawiali się, co zrobić z kłopotliwymi
dokumentami sugerującymi odpowiedzialność strony rosyjskiej.

Piotr Bączek publicysta


Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił
funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po
objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z
Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

drukuj