Cud życia objawia się w rodzinie

Z prof. Robertem P. Georgem, ekspertem w dziedzinie prawa,
filozofii prawa oraz bioetyki, jednym z najbardziej znanych
amerykańskich konserwatywnych intelektualistów, rozmawia Mariusz Bober

W
preambule do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka czytamy, że została
ona uchwalona ze względu na godność każdego z członków rodziny ludzkiej
oraz ich równe i nienaruszalne prawa. Tymczasem dziś podważa się
nagminnie ową godność, forsując, choćby na forum Organizacji Narodów
Zjednoczonych, „prawo do aborcji”, „eutanazji” czy kwestię in vitro…


Gdy ONZ lub inna międzynarodowa organizacja, powołując się na
Powszechną Deklarację Praw Człowieka, promuje odbieranie życia niewinnym
istotom, czy to poprzez aborcję, eutanazję, czy niszczenie ludzkich
embrionów w wyniku destrukcyjnych badań lub innych praktyk, zdradza
najbardziej fundamentalne zasady zawarte w Deklaracji, a mianowicie
poszanowanie wewnętrznej, immanentnej godności każdego członka rodziny
ludzkiej. Tymczasem tak jak skandaliczną niesprawiedliwością jest
uważać, że niektórzy ludzie mają „mniejszą” godność i prawa z powodu ich
rasy, narodowości albo płci, tak równie skandaliczne jest twierdzenie,
by uważać niektórych ludzi za gorszych z powodu ich wieku, rozmiarów,
miejsca życia, etapu rozwoju albo stanu zależności od innych. Powszechna
Deklaracja Praw Człowieka powinna chronić każde niewinne życie ludzkie,
a nie niszczyć je!

Czy każdy człowiek może rozpoznać prawo
naturalne, niezależnie od wyznawanej religii, czy są to tylko, jak
twierdzą niektórzy, „katolickie dogmaty”, jak chociażby przekonanie, że
embrion jest człowiekiem?

– Każdy człowiek jest członkiem
rodziny ludzkiej. To właśnie nauka, nie żadna religia, ustaliła, że
życie ludzkie zaczyna się w momencie poczęcia, a kończy się w chwili
naturalnej śmierci. Status życia ludzkiego nie zależy od fazy jego
rozwoju.

Forsujący aborcję, eutanazję oraz in vitro starają
się zmienić koncepcję osoby ludzkiej, wskazując, że embrion, a nawet
noworodek, jest „osobą przyszłą”, człowiek starszy – „osobą przeszłą”…


Przecież dorosły człowiek, np. pan czy ja, jest tą samą osobą, która
wcześniej była młodzieńcem lub młodą dziewczyną, dzieckiem i embrionem.
Każdy z nas przechodził te etapy rozwoju, zachowując pewne cechy,
tożsamość i pełną jedność. Co prawda są ludzie, którzy przyznają, że
embrion z naukowego punktu widzenia jest człowiekiem, a jednocześnie
przeczą, by był osobą wraz z przysługującymi jej godnością i prawami.
Takie stanowisko z filozoficznego punktu widzenia jest nie do
obronienia. Wiele osób rozumie, że twierdzenie, iż życie ludzkie zaczyna
się w chwili poczęcia jest prawdziwe bez względu na to, czy są ludźmi
wierzącymi czy nie. Jeśli ktoś przeczy, że embrion jest człowiekiem,
jednocześnie podważa zasadę równości ludzi. Uznaje bowiem, że jedni –
uprzywilejowani – mogą dla swoich własnych celów wykorzystywać, a nawet
zabijać, tych uznanych za gorszych. Oczywiście prawda o równości ludzi
została przekazana także przez judeochrześcijańskie Objawienie. Ale
również ludzie, którzy nie są ani Żydami, ani chrześcijanami, mogą tę
prawdę zrozumieć i przyjąć.

W Polsce ostro dyskutowana jest
kwestia refundacji z budżetu państwa zabiegów in vitro, w tle pozostaje
legalizacja związków homoseksualnych. Jakie zagrożenia niesie to dla
naszej cywilizacji, zwłaszcza rodziny, która jest jej podstawą?


Można zrozumieć, dlaczego pary, które nie mogą mieć dzieci w sposób
naturalny, uciekają się do takich metod jak in vitro. Niepłodność jest
strasznym brzemieniem, które dźwiga dziś wiele osób. Zasługują one na
nasze współczucie i wsparcie. Problem polega na tym, że in vitro jako
substytut aktu małżeńskiego prowadzi do traktowania prokreacji jako
czegoś w rodzaju rzemiosła. Choć rodzice, którzy poddali się procedurze
in vitro, z pewnością kochają swoje dzieci i troszczą się o nie,
podobnie jak rodzice dzieci poczętych w naturalny sposób, to
nieuniknionym skutkiem propagowania tej metody jest kulturowe
przesunięcie w kierunku traktowania dzieci – w procesie prokreacji,
raczej jako produktu niż osób. To prowadzi do akceptowania przez wielu
ludzi metod diagnostyki oraz selekcji prenatalnej, w wyniku których
niektórym embrionom pozwala się żyć, a innym odmawia się tego prawa w
imię „jakości”. Te poczęte dzieci są traktowane podobnie jak wyroby
rzemieślnicze, przy których produkcji stosuje się „kontrolę jakości”. W
ten sposób deprecjonowana jest wartość życia ludzkiego. Ponadto metoda
in vitro w USA i wielu innych krajach doprowadziła do wytwarzania
„zbędnych”, tzw. nadliczbowych embrionów, które prawdopodobnie nie
zostaną nigdy wszczepione do organizmów kobiet i nikt nie pozwoli im się
rozwinąć. Dlatego – moim zdaniem – należy podjąć ogromne wysiłki, by na
naukowym i terapeutycznym poziomie pomagać niepłodnym parom w taki
sposób, aby nie wykorzystywać in vitro. Obserwujemy obiecujący postęp w
tej dziedzinie.

Jaką skalę osiągnęła w USA praktyka
zapłodnienia pozaustrojowego? Jak wielu ludzi pozostaje zamrożonych w
embrionalnej fazie życia?

– Nie mamy dobrych raportów na ten
temat, dlatego nikt nie zna dokładnej liczby zamrożonych embrionów.
Jednak z pewnością chodzi o setki tysięcy istnień ludzkich. To bardzo
smutne i niepokojące zjawisko. Każdy embrion jest unikalnym i
niezastąpionym ludzkim istnieniem – członkiem rodziny ludzkiej.

Mrożenie
tzw. nadliczbowych embrionów, selekcja prenatalna, wykorzystywanie
zarodków do badań na komórkach macierzystych… – te praktyki zakrawają
na nowy, wprowadzany pod płaszczykiem praw człowieka totalitaryzm,
któremu te prawa miały przeciwdziałać?

– W dzisiejszych czasach, w
których niektórzy szukają sposobów, by „ubierać” złe rzeczy w pozory
dobra. Ale musimy starać się znosić naszych oponentów, traktować ich z
miłością i szacunkiem.

Nie niepokoi Pana zastraszający „postęp” w traktowaniu związków homoseksualnych?

Moim zdaniem, są powody, by uznać, że legalizacja związków
homoseksualnych w przyszłości doprowadzi do zniszczenia kultury
małżeństwa, która już wcześniej została poważnie dotknięta poprzez
niszczące przepisy i złe praktyki, takie jak np. legalizacja rozwodów
niemal na życzenie. To prowadzi do erozji publicznego rozumienia i
traktowania takich podstawowych norm jak monogamia. Jak pisał Lee
Stranahan (pisarz), a także inni ukryci gejowscy aktywiści, nie ma
żadnych powodów, by traktować żądania legalizacji takich związków
inaczej, niż jako domagania się legalizacji poligamii czy związków wielu
partnerów. Dlatego mam nadzieję, że Polska sprzeciwi się planom
„liberalizacji” seksualnej i opowie się raczej za wzmocnieniem
małżeństwa i rodziny.

W jakim zakresie prawodawstwo amerykańskie szanuje podstawowe wolności ludzkie?

Fundamentalne prawo do życia – podstawowe prawo człowieka – jest
podkopywane przez aborcję i badania na embrionach. Ale mamy prężny ruch
pro-life, który z determinacją walczy o ochronę niewinnych i bezbronnych
dzieci w początkowych fazach rozwoju. W USA szanowana jest wolność
wypowiedzi i religii. To stanowi powód do chwały republikańskiej
Ameryki. Ale jak mówił Tomasz Jefferson, potrzeba stałej czujności, by
chronić podstawowe wolności. W ostatnich latach zdarzały się przypadki
wprowadzania złych przepisów i niemądrych decyzji sędziowskich, które
powinny zostać cofnięte, aby wzmacniać te podstawowe wolności. Na
przykład w niektórych stanach wprowadzono skandaliczne zalecenia, by
lekarze, pielęgniarki, farmaceuci oraz inni pracownicy służby zdrowia
obligatoryjnie uczestniczyli w procederze aborcji – bez względu na ich
przekonania moralne i religijne. Przeciwko osobom, czy też organizacjom,
które odmawiają wykonywania działań – uznawanych przez nie za
niemoralne – często wykorzystuje się prawo antydyskryminacyjne. W ten
sposób w stanie Massachusetts, najbardziej lewicowym w USA, katolickie
organizacje charytatywne zostały zmuszone do zawieszenia swojej
działalności (prowadziły sierocińce), po tym jak w zgodzie ze swoimi
przekonaniami nie zezwoliły na adoptowanie swoich podopiecznych przez
homoseksualistów. To jest tragedia i niesprawiedliwość!

Polityk
katolik nie może opowiadać się za aborcją czy in vitro, twierdząc, że
nie chce narzucać innym swoich poglądów. Znane są przykłady konkretnych
amerykańskich biskupów, którzy odmawiali proaborcyjnym politykom Komunii
Świętej.

– W latach 50. ubiegłego wieku odważny arcybiskup
Nowego Orleanu ks. Joseph Rummel ekskomunikował trzech katolickich
polityków, którzy promowali segregację oraz inne formy rasowej
niesprawiedliwości. Wtedy lewica była daleka od krytykowania go za
„wtrącanie się do polityki” i głośno popierała decyzję hierarchy.
Dlatego gdy dziś tacy ludzie twierdzą, że biskupi, którzy starają się
bronić nienarodzonych, mieszają religię z polityką, zachowują się po
prostu jak hipokryci.

Jaką rolę ma do spełnienia Kościół w
zakresie poznania i propagowania prawdy o człowieku? Czy jest pod tym
względem, jak próbuje się to często przedstawiać, zagrożeniem dla osób
niewierzących?

– Kościół ma obowiązek głoszenia prawdy o
człowieku i jego godności „w porę i nie w porę”. Musi to czynić, tak jak
robił to polski Kościół w czasach komunizmu, mimo ogromnej ceny, jaką
za to zapłacił. Katolicy – zarówno księża, jak i świeccy – są
zobligowani do obrony każdego ludzkiego istnienia. Kościół nie może
zmusić do milczenia swoich krytyków, ale na tej samej zasadzie
niewierzący nie mają prawa zamykać ust hierarchom i świeckim
wypowiadającym się w sprawach publicznych, które są aktualnie
dyskutowane. Niewierzący z pewnością mają prawo domagać się poszanowania
swoich poglądów. Ale popełniają błąd, dążąc do pozbawienia tego prawa
ludzi wierzących. Tymczasem demokracja jest drogą dwukierunkową.

Jest
Pan znany ze swoich konserwatywnych poglądów w zakresie obrony życia i
ludzkiej godności. Czy w związku z tym spotkały Pana restrykcje – np. w
życiu zawodowym?

– Nie. Doświadczyłem natomiast, że jeśli ktoś
mówi odważnie i podaje mocne i racjonalne argumenty, zyskuje szacunek
nawet wśród politycznych przeciwników.

Obecnie większość Amerykanów deklaruje się jako obrońcy życia poczętego.

Bardzo znacząca większość obywateli sprzeciwia się aborcji i uważa, że
nie powinna być ona usankcjonowana prawnie, lecz mimo to w USA zabija
się rocznie około miliona dzieci poczętych. To jest niesamowita
tragedia. W każdym stanie amerykańskim, w którym pozwolono obywatelom
wypowiedzieć się na temat instytucji małżeństwa, większość opowiedziała
się za zdefiniowaniem go jako związku mężczyzny i kobiety. Równie duża
większość Amerykanów odrzuciła pomysł redefinicji małżeństwa w taki
sposób, by umożliwić legalizację związków homoseksualnych.

Wspomniał Pan o ułatwieniach w prawie rozwodowym…

To bardzo poważny problem – rośnie liczba rozwodów, które są zbyt łatwo
orzekane. Dlatego obecnie, moim zdaniem, należy dążyć do odnowienia i
wzmocnienia kultury małżeństwa. Najpierw musimy zmienić przepisy
zezwalające na orzekanie rozwodów, które wprost zachęcają małżonków do
rozstania. Doświadczyliśmy też zjawiska wzrostu liczby urodzeń ze
związków pozamałżeńskich. W efekcie około miliona dzieci wychowuje się
bez ojców. Ponadto w pewnych warstwach amerykańskiego społeczeństwa
małżeństwo praktycznie zanikło albo stało się luksusową zabawką
wyłącznie dla bogatych. Ten proces ma niszczące społeczne konsekwencje,
szczególnie dla biednych i niezaradnych ludzi. Dlatego choć wiele osób
ma podobne do moich poglądy na sprawy życia i małżeństwa, uważam, że
musimy jeszcze wiele zrobić dla budowania tego, co wielki syn Polski,
Sługa Boży Jan Paweł II, ukochany przez Amerykanów – katolików,
protestantów i prawosławnych, nazywał „kulturą życia” i „cywilizacją
miłości”.

Dziękuję za rozmowę.

Współpraca Justyna Wiszniewska

drukuj