Co zabezpieczyła Warszawa?
Po katastrofie ważną kwestią pozostaje zbadanie szczątków samolotu i
znalezionych rzeczy w celu rzetelnego wyjaśnienia jej przyczyn. – Mogę tylko
wyrazić przekonanie, że chociaż o tym nie wiemy, to pan premier Donald Tusk, pan
minister obrony Bogdan Klich i inne osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo
państwa zadbały, aby to wszystko najpierw znalazło się w dyspozycji władz
polskich. Mam taką nadzieję – mówi poseł Antoni Macierewicz, wiceminister obrony
narodowej w rządzie PiS.
Zdaniem Macierewicza, nie ma wątpliwości, że zarówno samolot, jak i wszystko,
co się w nim znajdowało, a zwłaszcza ciała ofiar, pełna dokumentacja, którą
najwyżsi polscy dostojnicy mieli przy sobie, należy do Polski. – W sprawie
badania szczątków samolotu całkowicie wystarczające są polskie przepisy. Zginęła
głowa państwa, ministrowie, szefowie wojsk, instytucji. Dokumentacja, jaką
posiadali, chociażby w telefonach komórkowych, jest niesłychanie wrażliwa i
istotna dla bezpieczeństwa państwa polskiego. To jest własność państwa polskiego
– wyjaśnia poseł. – Toczy się odrębne polskie śledztwo. Czy zostało to
zabezpieczone, to pytanie do polskich władz. – mówi w rozmowie z „Naszym
Dziennikiem” Romuald Szeremietiew, p.o. minister obrony narodowej w 1992
roku.
Strona rządowa zapewnia, że bezpieczeństwo tych materiałów jest
zapewnione. – Od soboty pracują tam Polacy, jest pełna współpraca stron, także w
badaniach czarnych skrzynek. Rosjanie czekali ze skrzynkami, nie otwierali ich
sami, praca jest wspólna – mówi rzecznik prasowy ministra obrony narodowej
Janusz Sejmej. – Na miejscu jest minister Ewa Kopacz, minister Tomasz Arabski,
osoby z kancelarii premiera, cały zespół prokuratorów, ekspertów policyjnych –
dodaje Małgorzata Woźniak, rzecznik MSWiA.
Według Antoniego Macierewicza,
„jest niewyobrażalne, żeby ktokolwiek bez zgody przedstawicieli państwa
polskiego tym dysponował, działanie w tej mierze bez pierwotnego przejęcia
rzeczy bez zgody państwa polskiego nie mieści się w żadnych standardach”. – Nie
wyobrażam sobie, aby czarne skrzynki były przez rosyjskie służby specjalne
najpierw przeglądane, w tym cała dokumentacja, a dopiero później dostarczona
Polakom. Wierzę, że porządek był odwrotny, że to przedstawiciele Polski
dysponują tymi materiałami, dopiero później ewentualnie udostępniają je stronie
rosyjskiej w takim zakresie, w jakim byłoby to konieczne dla zbadania przyczyn
katastrofy i tylko w tym celu, nie w żadnym innym, bo tylko ten cel uzasadnia
dostęp strony rosyjskiej do dokumentacji – mówi poseł Macierewicz. Jego zdaniem,
na razie nie ma pewności, jak sytuacja w zakresie zabezpieczenia pozostałości po
katastrofie wygląda. – Niestety, nie wiemy, jak cała ta procedura jest w tej
chwili realizowana, a obecnie docierają szczątkowe informacje na ten temat. Być
może jednak o bezpieczeństwo zadbano. Ale ja nie mam żadnej wiedzy na ten temat
– wyjaśnia.
Według dr. Ireneusza Kamińskiego z PAN, specjalisty od prawa
międzynarodowego, zgodnie z prawem państwo, na terenie którego miała miejsce
katastrofa, jest zobowiązane do przeprowadzenia śledztwa, co oznacza, że leży to
w gestii władz rosyjskich. Zaznacza, że jest regułą dobrego obyczaju, iż
państwo, którego samolot uległ wypadkowi, może mieć udział w tym
śledztwie.
Dyrektor Departamentu Prasowo-Informacyjnego płk Wiesław
Grzegorzewski podkreśla, że na pokładzie samolotu nie było żadnych wrażliwych
danych, istotnych ze względu na bezpieczeństwo państwa. Dodaje, że członkowie
komisji polskiej zostali włączeni w skład komisji rosyjskiej i panują nad
sytuacją, a Polak jest zastępcą komisji. – Jest to zgodne z międzynarodowym
prawem lotniczym, które mówi, że za zorganizowanie komisji i wyjaśnienie
przyczyn wypadku odpowiada państwo gospodarz, a państwo poszkodowane może wysłać
swoją grupę roboczą, co strona polska zrobiła. Daje to pełnię praw stronie
polskiej w przypadku rozbieżności zdań – wyjaśnia pułkownik.
Rzecznik MON
Janusz Sejmej wskazuje także, iż po ubiegłorocznym wypadku białoruskiego Su-27 w
sierpniu 2009 r na terenie Polski komisja polska pracowała we współpracy z
Białorusinami.
W katastrofie zginęło pięciu generałów i jeden wiceadmirał.
Wszyscy byli absolwentami zachodnich uczelni.
Szef sztabu generał dr
Franciszek Gągor był absolwentem Akademii Obrony NATO w Rzymie, ukończył także z
wyróżnieniem Podyplomowe Studia Strategiczno-Operacyjne na Uniwersytecie Obrony
w Waszyngtonie (USA). Generał dyw. Włodzimierz Potasiński ukończył kurs oficerów
operacyjno-sztabowych oraz kurs dowodzenia i kierowania NATO w Szkole NATO w
Oberammerga, a także kurs zarządzania zasobami obrony w Podyplomowej Szkole
Marynarki Wojennej w Monterey.
Generał broni Bronisław Kwiatkowski był
absolwentem Akademii Dowodzenia Bundeswehry w Hamburgu (Niemcy), a wiceadmirał
Andrzej Karweta – Royal College of Defense Studies w Londynie. Generał broni
pil. Andrzej Błasik ukończył kurs International Staff Officers Orientation
Course (ISOOC) w Holenderskiej Akademii Obrony w Hadze i roczne studia w Szkole
Wojennej Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych (Air War College), zaś generał
dywizji Tadeusz Buk – podyplomowe studia dowódczo-sztabowe w Leavenworth w USA,
a w latach 2000-2001 szkolił się w Joint Forces Staff College, National Defense
University w Norfolk (USA).
Paweł Tunia
