Cięcia pod skrzydłami Brukseli

Bruksela zabiega o wprowadzenie sankcji dla zadłużonych krajów
członkowskich w postaci odbierania im funduszy przeznaczonych na rozwój i
doganianie krajów zamożnych. Ich ofiarą padną najbiedniejsze państwa Unii
Europejskiej, w tym Polska, ponieważ to one mają wysoki dług publiczny i notują
wysokie deficyty budżetowe.

W nowym budżecie Unii, który będzie obowiązywał od 2013 r., Polska może liczyć
na około 80 mld euro z funduszy europejskich na politykę spójności, czyli na
wyrównywanie dysproporcji w rozwoju pomiędzy bogatymi i biednymi obszarami UE.
Jednak środki te mogą być przez Komisję Europejską zabrane, jeśli nasz kraj nie
zdyscyplinuje finansów publicznych.
Komisja właśnie wystąpiła z nową propozycją: chce uzyskać prawo nakładania
sankcji na kraje UE, które łamią dyscyplinę budżetową. Sankcje te mają polegać
na zawieszeniu, a nawet cofnięciu całości lub części funduszy unijnych
przyznanych w ramach polityki spójności na lata 2014-2020 i będą nakładane
automatycznie, jeśli zadłużenie kraju przekroczy 60 proc. PKB, a deficyt
budżetowy 3 proc. PKB. Cofnięcie będzie mogło dotyczyć nie tylko Funduszu
Spójności, przeznaczonego na duże inwestycje infrastrukturalne, ale także
Europejskiego Funduszu Społecznego, Funduszu Rozwoju Regionalnego, Funduszu
Rozwoju Obszarów Wiejskich oraz Funduszu Morskiego i Rybołówstwa, których
głównymi beneficjentami są biedne i zadłużone kraje UE, a więc Grecja i
Portugalia, oraz nowe kraje z Europy Środkowo-Wschodniej. Komisja nie wystąpiła
natomiast o sankcje w postaci odbierania dopłat bezpośrednich dla rolników oraz
funduszy na badania i rozwój, z których korzystają głównie najzamożniejsze kraje
UE, zwłaszcza Niemcy i Francja. Propozycja Komisji jest reakcją na wspólny list
kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Nicolasa Sarkozy´ego, którzy wysunęli
postulat, aby zadłużonym krajom eurostrefy za karę odbierane były fundusze.
Propozycje Komisji wymagają jeszcze zgody Parlamentu Europejskiego oraz Rady UE.

Komentatorzy zwracają uwagę, że propozycje KE idą dalej niż postulaty Sarkozy –
Merkel, ponieważ dotyczą całej Unii, a nie tylko strefy euro. Ponadto znacznie
zwiększają dolegliwość sankcji finansowych dla najbiedniejszych członków UE oraz
poszerzają uprawnienia samej Komisji Europejskiej kosztem rządów krajowych.
Dotychczas decyzja o cofnięciu funduszy leżała w gestii krajów członkowskich, a
nie Komisji. Sankcje nie były nakładane automatycznie, lecz wymagały decyzji
tych krajów podejmowanej większością głosów na wniosek KE. Co więcej, cofnięcie
mogło dotyczyć wyłącznie środków z Funduszu Spójności. Jeśli najbiedniejsze
kraje UE nie zlikwidują deficytu finansów publicznych, decyzją Komisji utracą
fundusze europejskie. Tymczasem proces redukcji deficytu osłabia rozwój
gospodarczy, więc zasilanie z unijnego budżetu jest w tym czasie niezbędne, aby
spadek dochodów budżetowych nie zwiększył zadłużenia kraju. – Propozycja Komisji
grozi utratą unijnych funduszy przez Polskę, ponieważ deficyt budżetowy w naszym
kraju wynosi obecnie blisko 8 proc. PKB, a zadłużenie przekroczyło 55 proc. PKB,
natomiast plan naprawczy finansów publicznych jest mało wiarygodny – uważa
Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.
– Polska powinna być zainteresowana prewencyjnym dyscyplinowaniem UE, bo tylko
zdrowa Unia nam się opłaca – broni propozycji Komisji komisarz UE ds.
budżetowych Janusz Lewandowski. – Cofnięcie funduszy nie będzie automatyczne, to
będzie środek ostatniej instancji – przekonuje. Tymczasem Mikołaj Dowgielewicz,
sekretarz stanu ds. europejskich, w wypowiedzi dla "Rzeczpospolitej" uznał, że
jeśli wprowadzać sankcje, to powinny być równe dla wszystkich – biednych i
bogatych krajów, dlatego powinny być nimi objęte wszystkie fundusze.

 

Małgorzata Goss

drukuj