Apel zbojkotowany

Z prof. Krzysztofem Szczerskim, posłem PiS, specjalistą ds. polityki
europejskiej, rozmawia Maciej Walaszczyk
.
MSZ zapewnia, że wobec sytuacji na Ukrainie i politycznego bojkotu
meczów tam rozgrywanych od tygodni prowadzi dyplomatyczną akcję prewencyjną.

– Fakty przeczą zapewnieniom mającym wywołać wrażenie, że Polska profesjonalnie
prowadziła tę sprawę. Fakty są takie, że robiliśmy wszystko, by szczyt
przywódców krajów Europy Środkowo-Wschodniej w Jałcie się odbył. W obliczu
bojkotu spotkania przez wielu prezydentów regionu nie mieliśmy odpowiedzi na tę
sytuację. Najdziwniejsze jest jednak to, co stało się w czwartek po tym, jak
prezydent Bronisław Komorowski wygłosił do polityków ukraińskich apel o zmianę
funkcjonującego tam prawa. W odpowiedzi, którą dostał po kilku godzinach od
jakiegoś niskiej rangi urzędnika kancelarii Janukowycza, zawarty był jeden
przekaz – by przestał się mieszać w sprawy ukraińskie.

Jak rozumieć nagłe wygłoszenie tego oświadczenia? To jakaś improwizacja?
– Są dwie możliwości – albo skrajna niekompetencja Kancelarii Prezydenta, albo
jakaś cicha wojna, którą prowadzi ona z MSZ. Z jednej strony zapewnienia
wiceminister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz o profesjonalnej akcji
dyplomatycznej, tłumaczącej zachowanie rządu wobec bojkotu i sprawy premier
Tymoszenko, a z drugiej – prezydent co rusz wystawia się na kompromitujący
strzał ze strony ukraińskiej. Dlatego albo jest konflikt między MSZ a urzędem
prezydenckim w sprawie Ukrainy, albo nie jest prawdą, że instytucje te działają
profesjonalnie. Fakty świadczą raczej o tym drugim.

Na co liczą politycy postulujący bojkot Euro 2012 na Ukrainie?
– Przede wszystkim mówiąc o bojkocie, mówimy o presji na obecne władze
ukraińskie, a nie na to państwo. Nikt nie domaga się bojkotu Ukrainy w takim
rozumieniu, by tam nie jechać, nie rozgrywać meczów. To oczywiste. Chodzi tylko
o to, by nie firmować własnym autorytetem polityków ukraińskich, którzy
naruszają zasady, również zasady prawne, powszechnie obecne na terenie Unii
Europejskiej. Nasze zaniepokojenie i troska są dlatego silne, ponieważ jako
Polska widzimy ten kraj w Unii Europejskiej. Stąd domagamy się od przywódcy
europejskiego, by zachowywał się i działał zgodnie z regułami powszechnie
akceptowanymi w Europie. Nie możemy udawać, że nie widzimy, jak Ukraina powoli
wpada w system niedemokratyczny, bo święto piłkarskie potrwa krótko i się
skończy, a po rządach Platformy skonstatujemy, że nie mamy z kim tam rozmawiać.

A jeśli wobec europejskiego bojkotu jedynym politykiem, który uściśnie
rękę Janukowyczowi, będzie Putin?

– Istotą naszego nacisku jest doprowadzenie do sytuacji, w której władze Ukrainy
zmienią obecny kurs polityczny. Pozostajemy wobec tego kraju państwem
przyjaznym, co ludzie tam mieszkający doskonale rozumieją. To presja skierowana
do obecnego rządu ze strony państwa przyjacielskiego, dlatego możemy wymagać
zmian pewnych złych rzeczy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj