Afery czy kryzys państwa?
„Nie może być litości dla złodziejów dobra publicznego w Polsce. Na to ustawa o karaniu takich przestępstw ukazała się, by ściśle wypełnić i wyplenić w państwie złodziejstwo”. Autorem tego stwierdzenia nie jest ani Jarosław Kaczyński, ani Zbigniew Ziobro, ani Mariusz Kamiński, ani żaden z obecnych polityków. Słowa te wypowiedział w czasach II RP Józef Piłsudski; pokazuje to smutną prawdę, że korupcja w Polsce jest ponadczasowa oraz że staje się ona szczególnie groźna, gdy sięga premierów, ministrów, kolejnych rządów. Aktualność słynnej niegdyś wypowiedzi Marszałka jest porażająca w warunkach politycznych III RP; chciałoby się z trwogą zapytać: nic się nie zmieniło? Piłsudski tak określał korupcję sobie współczesną:
„(…) Żadne zdrowe społeczeństwo nie będzie bez zdobycia się na opór czynny, aby znosić gospodarki bandytów, podtrzymywanych przez władzę i władzę podtrzymywaną przez bandytów. I jeśli takim społeczeństwem jesteśmy – podobnych gospodarzy musimy się pozbyć.(…)Oburzała mnie specjalnie absolutna bezkarność wszystkich nadużyć w państwie i wzrastająca coraz bardziej zależność państwa od wszystkich „noworiszów”, którzy na równi ze mną i wielu ludźmi przyszli do państwa polskiego ubodzy i zdążyli kosztem państwa i kosztem wszystkich obywateli w kilka krótkich lat wyrosnąć na potentatów pieniężnych, chcąc, by ku hańbie naszej Ojczyzny państwo we wszystkich drobiazgach zależało od nich”.
Centralne Biuro Antykorupcyjne ujawniając kolejne afery, ujawnia zarazem jak wysoko szczytów władzy sięga korupcja, czyli złodziejstwo i kanty – jak zjawisko to nazywał niegdyś jednoznacznie Piłsudski. Afera hazardowa, w której są umoczeni czołowi politycy PO, to prawdopodobne powiązanie ministrów rządu Donalda Tuska z mafią. Na całym świecie jest oczywiste, że kasyna, hazard, automaty do gry to mafia i każdy polityk, a cóż dopiero minister, powinien być od tego procederu jak najdalej. Afera stoczniowa wydaje się wierzchołkiem góry lodowej. Była od początku oczywista: wpuszczanie arabskich petrodolarów do Polski to przekręt. Sam premier Tusk jeszcze w sierpniu podsumował swoje tajne spotkanie z szejkiem Kataru oraz arabskim handlarzem bronią: „Mnie jest wszystko jedno, czy stocznie kupił handlarz bronią, bursztynem czy kiełbasą. My nie mamy pieniędzy”. Z woli premiera rządu III RP oraz jego ministra skarbu urzędnicy łamiąc przepisy, robili wszystko, aby ułatwić arabskim inwestorom dostęp do polskich stoczni, chociaż orientowali się znakomicie, że Arabowie i tak stoczni nie kupią. Premier Tusk zapowiedział, że stocznie będą uratowane, i tak musiało się stać. Z materiałów CBA wynika, że to, co nazywano przetargiem na majątek stoczni, miało być w rzeczywistości ustawioną operacją sprzedaży – korzystnej dla państwa. Czy spodoba się to Brukseli karmionej przez rząd zapewnieniami o równych prawach inwestorów?
CBA przypomniało Polakom, że prywatyzacja to czysta polityka. Bez względu na to, czy prowadzona jest drogą poufnych negocjacji czy superjawnego przetargu, decyduje interes polityczny, a czasami gospodarczy rządzących. Tak, Polska nie jest jedynym ani też najbardziej skorumpowanym państwem na świecie czy nawet w UE. Afery korupcyjne raz po raz wstrząsają takimi państwami jak Belgia, Grecja, Włochy, a także Japonia czy USA. Ale w tamtych krajach skorumpowani politycy nie tylko upadali wraz z całymi gabinetami, ale byli sądzeni, a często izolowani w więzieniu. Różnica pomiędzy aferami w tamtych krajach, a aferami korupcyjnymi obecnego rządu w Polsce jest nie tylko ilościowa, ale przede wszystkim jakościowa. W Polsce mamy nie tylko serię, cały ciąg afer, ale ewidentny kryzys polityczny. A kryzys widoczny jest gołym okiem, bo oto premier skorumpowanego rządu oficjalnie wypowiada wojnę tym, którzy korupcję tropią i wykrywają. Korupcja w swej naturze jest zawsze ukrywana; mafia albo działa skrycie, albo wyrafinowanymi sposobami wprowadza dezinformację. Nie ulega wątpliwości, że właśnie dezinformacją społeczeństwa była cała seria konferencji prasowych, na których wystąpili premier Tusk oraz Zbigniew Chlebowski, Mirosław Drzewiecki, Andrzej Czuma, Aleksander Grad, Grzegorz Schetyna.
Czy jednak nadużycia zawsze muszą być bezkarne?
prof. Józef Szaniawski
