3 września 1939 r. – „krwawa niedziela bydgoska”

Nazwane przez propagandę Trzeciej Rzeszy „bydgoską krwawą niedzielą” wydarzenia z początku września 1939 roku nadal wzbudzają kontrowersje. Historycy spierają się o to, czy w Bydgoszczy została przeprowadzona antypolska akcja dywersyjna, czy doszło do niesprowokowanej masakry ludności niemieckiej. Obecnie przeważa pogląd, że w niedzielę, 3 września 1939 roku, wybuchły rozruchy przygotowane przez sabotażystów nasłanych z Rzeszy. Do specjalnie wyszkolonych dywersantów przybyłych drogą przez Wolne Miasto Gdańsk dołączyli niektórzy niemieccy mieszkańcy Bydgoszczy. Powstałe w ten sposób małe, kilkuosobowe grupy zostały rozlokowane w kilku punktach miasta i w jednym momencie rozpoczęły ostrzeliwanie wycofujących się na południe polskich żołnierzy. Niemcy mieli szybko przemieszczać się z miejsca na miejsce, by nie wpaść w ręce Polaków i doczekać do chwili wkroczenia oddziałów Wehrmachtu.

Natychmiast po wybuchu rozruchów żołnierze Wojska Polskiego oraz cywilni ochotnicy przystąpili do tłumienia dywersji. Zdarzało się przy tym, że Polacy omyłkowo strzelali do swoich. W mieście aresztowano wiele osób narodowości niemieckiej, na których ciążył choćby cień podejrzenia o udział w rozruchach. Jeśli przy kimś znaleziono broń, tego rozstrzeliwano na miejscu. Przez panujący rozgardiasz doszło do wypadków mordowania przypadkowych osób. Około godziny 16.00 strzały ucichły, a sytuacja zdawała się opanowana. Miejscowe władze wojskowe w obliczu konieczności opuszczenia Bydgoszczy zdecydowały się uwolnić uwięzionych. Następnego dnia, w poniedziałek, 4 września 1939 roku, strzały „zza węgła” rozległy się ponownie. W mieście tego dnia nie było już żadnych polskich władz, które ewakuowały się poprzedniej nocy. Przez Bydgoszcz ciągnęli ostatni żołnierze z rozbitych polskich jednostek. Wojskowi ci wraz z członkami ochotniczej Straży Obywatelskiej ponownie przystąpili do tłumienia niemieckiej ruchawki. W mieście zapanował chaos, doszło do licznych samosądów. Otrzeźwienie przyniosły dopiero drastyczne posunięcia okupantów, którzy wkroczyli do Bydgoszczy 5 września.
Dochodzenie w sprawie wydarzeń z 3 i 4 września 1939 roku strona niemiecka rozpoczęła jeszcze w czasie kampanii wojennej w Polsce. Zajęła się nim specjalnie powołana Placówka Badawcza Wehrmachtu ds. Naruszania Prawa Międzynarodowego. Polskie śledztwo w sprawie „bydgoskiej krwawej niedzieli” wszczęła w 1945 roku ówczesna Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. Dalsze czynności prowadzili prokuratorzy Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Bydgoszczy. Dodatkowo w latach 50. i 60. w Polsce oraz w RFN przeprowadzono odrębne akcje zbierania relacji i wspomnień. Wszystkie te działania były obciążone poważnymi wadami. W zeznaniach niemieckich akty dywersji celowo pominięto, za to nadmiernie eksponowano nienawiść Polaków i niemieckie ofiary. W polskich dokumentach podkreślano zamachy bydgoskich Niemców, bez podania informacji o dokonanych mordach na niewinnych członkach mniejszości niemieckiej. Wartość dokumentarną zbieranych relacji osłabia też moment ich składania. Na zeznaniach złożonych jeszcze w 1939 roku ciążą bądź hasła propagandy nazistowskiej, bądź strach przed terrorem aparatu represji III Rzeszy. Zeznania polskich świadków z 1945 roku zbierano po tragicznych doświadczeniach niemieckiego zmasowanego odwetu z jesieni 1939 roku. W relacje składane kilkanaście lat po wojnie niejednokrotnie wplecione są nawet podświadomie liczne opisy wydarzeń opublikowane do tego czasu na łamach prasy i w specjalnych wydawnictwach.
„Krwawa niedziela bydgoska” została perfidnie wykorzystana przez nazistowskich propagandystów. Sam Joseph Goebbels zadbał o to, by przedstawiono ją w sposób poruszający, tak aby mogła stanowić przeciwwagę dla relacji o okrucieństwach popełnionych przez Niemców we wrześniu 1939 roku w Polsce. Po roku 1945 historiografia niemiecka poświęcała zagadnieniu „bydgoskiej krwawej niedzieli” niewiele miejsca. Przeważnie zajmowali się nim badacze związani z ziomkostwami wysiedlonych z Pomorza Niemców. Pisali oni o masakrze ludności niemieckiej, zaprzeczając zarazem jakiejkolwiek prowokacji z jej strony. Polscy historycy zawsze lansowali tezę, że w Bydgoszczy na początku II wojny światowej Niemcy przeprowadzili szeroko zakrojoną akcję dywersyjną. Od kilku dobrych lat linia podziału na zwolenników tezy o masakrze bądź dywersji nie przebiega już według narodowości autorów. Najbardziej spektakularnym przykładem mogą tu być poglądy dwóch wybitnych znawców wydarzeń bydgoskich, redaktora Güntera Schuberta – zwolennika tezy o zamierzonej dywersji, i profesora Włodzimierza Jastrzębskiego – opowiadającego się za tezą o niesprowokowanej masakrze.
Dotychczas nikomu nie udało się odnaleźć dokumentów z planami bydgoskiej dywersji lub raportami z jej przeprowadzenia – co nie oznacza, że takich dokumentów nie było. Analizowane poszlaki można połączyć w logiczną i przekonywającą całość. Wiele wskazuje na to, że rozruchy bydgoskie zostały wywołane przez nazistowskie cywilne tajne służby, ale ich funkcjonariusze skierowani do Bydgoszczy z Berlina najprawdopodobniej w większości zginęli podczas walk ulicznych 3 i 4 września. Brak ostatecznych dowodów na potwierdzenie lub obalenie tezy o dywersyjnym charakterze wydarzeń bydgoskich stawia przed historykami szczególne wyzwanie. Nie należy tracić nadziei, że dalsze prace (w tym żmudne poszukiwania archiwalne) umożliwią bardziej jednoznaczną interpretację wydarzeń tzw. bydgoskiej krwawej niedzieli.


dr Paweł Kosiński, IPN Warszawa
drukuj