PAP/EPA

USA: Gwałtowne burze i tornada w rejonie Chicago

Co najmniej dwa tornada i gwałtowne burze przeszły we wtorek przez aglomerację Chicago, niszcząc domy, powalając drzewa i linie energetyczne. Uszkodzona została szkoła, odwołano ok. 250 lotów. W pobliskiej Indianie zginęła jedna osoba.

Krajowa Służba Pogodowa (NWS) potwierdziła na południowych przedmieściach Chicago dwa tornada kategorii EF1, czyli o prędkości wiatru od ok. 138 do 177 km/godz. – podała ABC News. W centrum miasta rozległy się syreny alarmowe, a pracowników biur wezwano do szukania schronienia.

Burze uszkodziły domy i inne budynki. W Plainfield mieszkańcy oceniali zniszczenia jako największe od dziesięcioleci.

„To wydarzyło się tak szybko” – powiedziała Susan Welch, na której dom runęła część ogromnego drzewa.

W 1990 roku tornado zabiło w Plainfield 29 osób.

Uszkodzony został też kampus szkoły średniej Homewood-Flossmoor High School. Około 250 uczniów wraz z personelem schroniło się wewnątrz budynku.

„Dopilnowaliśmy, żeby wszyscy znaleźli się z dala od szkła, okien i świetlików. Potraktowaliśmy zagrożenie poważnie” – zapewniała dyrektor okręgu szkolnego, Jennifer Norrell.

Według ABC News ponad pół miliona odbiorców w rejonie Chicago zostało pozbawionych energii elektrycznej. Firma ComEd skierowała do usuwania awarii blisko 3 tys. osób. Powalone drzewa i słupy energetyczne blokowały drogi, a miejscami doszło do gwałtownych podtopień.

Burze zakłóciły także ruch lotniczy. Na kilka godzin wstrzymano starty na chicagowskich lotniskach O’Hare i Midway. Według ABC News na samym O’Hare odwołano około 250 lotów.

W Portage w północno-zachodniej Indianie jedna osoba zginęła w eksplozji domu. ABC News podała, że według policji wybuch prawdopodobnie miał związek z pogodą. CBS News potwierdziła śmierć, informując, że służby podejrzewają związek eksplozji z burzą. Dotarcie ratowników na miejsce utrudniały powalone drzewa i zerwane przewody energetyczne.

PAP

drukuj