Fot. ks. Łukasz Bankowski/Vatican News

O. W. Siedlecki: Gdy grzech paraliżuje, Jezus podnosi

Człowiek przychodzi do konfesjonału nieraz przygnieciony, może zawstydzony, zmęczony już sobą, a odchodzi z sercem lżejszym, bo usłyszał te znamienne słowa: Odpuszczone są ci twoje grzechy – wskazał o. Władysław Siedlecki OFM w homilii podczas czwartkowej Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II.

Liczna rzesza pielgrzymów z Polski i zagranicy – wielu zmokniętych po porannym deszczu, lecz z radością na twarzach – przybyła o 7.10 rano do Bazyliki św. Piotra. Wśród nich była grupa młodzieży z Czarnego Dunajca, która śpiewała pieśni podczas liturgii.

O. Władysław Siedlecki, który przewodniczył Mszy św. koncelebrowanej przez około 80 kapłanów, nawiązał w homilii do sceny Ewangelii, mówiącej o uzdrowieniu paralityka przez Jezusa.

Wskazał, że jak ewangeliczny paralityk „czasem człowiek sam nie ma już siły wierzyć, jest może zmęczony, w jakiś sposób zraniony albo przygnieciony grzechem lub cierpieniem. Właśnie wtedy potrzebuje kogoś, kto go poniesie”. Tym gestem przyprowadzenia do Jezusa może być modlitwa albo zwykła obecność.

Nie zamykać człowieka w jego grzechu

Jezus najpierw uzdrowił nie nogi, lecz serce człowieka, bo „widzi głębiej i dalej”. Chrystus najpierw zajął się tym, co najczęściej jest niewidoczne dla oka.

Kaznodzieja wskazał, że jednak nie wszyscy potrafią przyjąć miłosierdzie Boga. Uczeni w Piśmie mieli problem, żeby przyjąć Jezusa, który leczy i uzdrawia. Jak podkreślił kaznodzieja, człowiek często potrafi myśleć, że to niemożliwe, iż Bóg tak łatwo przebacza.

„Człowiek potrafi osądzać innych bardzo szybko. Potrafi zamknąć kogoś w jego przeszłości i powiedzieć w sercu: Dla niego to już nie ma żadnej nadziei. On już się nie zmieni. On już będzie taki jaki był” – mówił o. Władysław Siedlecki.

Tymczasem Jezus prosi, żeby nie zamykać człowieka w jego grzechu, aby nie stawiać granic Bożemu miłosierdziu.

„Największy paraliż człowieka nie zawsze jest widoczny dla oczu, bo można chodzić, pracować, rozmawiać, uśmiechać się, a w środku być sparaliżowanym przez grzech” – wskazał o. Władysław Siedlecki.

Spowiedź sakramentem miłosierdzia

Jezus chce zatem wejść do miejsca w życiu człowieka, które „może najbardziej boli”.

„Tak dzieje się właśnie w spowiedzi, bo spowiedź nie jest po to, żeby człowieka upokorzyć, żeby go w jakiś sposób przestraszyć czy rozdrapać jego rany. Spowiedź jest przede wszystkim po to, aby człowiek potrafił wstać, bo przebaczenie Boga podnosi i przywraca pokój” – wskazał kaznodzieja.

Moment przełomu

„Ten, którego przyniesiono, teraz idzie sam o własnych siłach. Ten, który leżał, teraz powstaje. Ten, który był może bezradny, tak naprawdę wraca do domu” – mówił franciszkanin o uzdrowionym paralityku.

Jego łoże „było znakiem cierpienia i słabości. Znakiem tego, co go przez lata w jakiś sposób ograniczało. A teraz ma je wziąć i nieść. To, co było znakiem jego niemocy, stanie się świadectwem Bożej mocy. Twoja historia może jest bolesna, jednak może stać się miejscem mocy Boga”.

Na zakończenie kaznodzieja zachęcił do powstania z grzechu, ze swego zniechęcenia, z lęku przed przystąpieniem do spowiedzi, z „poczucia, że jesteś może przegrany, albo z udawania, że wszystko jest dobrze”.

Vatican News/radiomaryja.pl

drukuj