fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Mazowieckie: we wtorek w Siedlcach początek procesu sądowego ws. pobicia A. Niedzielskiego

Proces w sprawie pobicia byłego ministra zdrowia, Adama Niedzielskiego, rozpocznie się we wtorek w Sądzie Okręgowym w Siedlcach – poinformowała rzecznik sądu, sędzia Agnieszka Karłowicz. Dwóm oskarżonym grozi do 7,5 lat więzienia.

Na początku roku prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko dwóm mieszkańcom Siedlec – 39-letniemu Aleksandrowi B. i 35-letniemu Rafałowi G. Podejrzanym grozi kara od 3 miesięcy do 7,5 lat więzienia.

Prokuratura oskarżyła mężczyzn o dokonanie wspólnie i w porozumieniu pobicia Adama Niedzielskiego, co naraziło go na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Oskarżenie obejmuje też kierowanie wobec b. ministra zdrowia gróźb pozbawienia życia. Śledczy ocenili działanie mężczyzn jako występek chuligański.

Zdaniem prokuratury pobicie Niedzielskiego nie było przypadkowe, do napaści miało dojść z powodu przynależności politycznej Niedzielskiego.

Pod koniec sierpnia 2025 r. były szef resortu zdrowia został pobity przez mężczyzn, gdy wyszedł z restauracji w Siedlcach, w której wcześniej zjadł posiłek w towarzystwie znajomych. Napastnicy uciekli, ale jeszcze tego samego dnia wieczorem zgłosili się na policję. Obaj byli pijani, mieli ponad dwa promile alkoholu w organizmie.

Aleksander B. i Rafał G. przyznali się do zarzutów. Jeden z nich odmówił jednak składania wyjaśnień. Mężczyźni twierdzili, że nie pamiętają, co się stało, ponieważ byli pod wpływem alkoholu.

Początkowo sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanych na dwa miesiące. Na wolność wyszli jednak po miesiącu. Sąd uwzględnił zażalenia ich obrońców i zamienił areszty na poręczenia majątkowe w wysokości 30 tys. zł. Mężczyźni nie byli wcześniej karani.

Adam Niedzielski był ministrem zdrowia w drugim rządzie Mateusza Morawieckiego od 2020 do 2023 roku. Został odwołany w sierpniu 2023 r. w związku z utratą zaufania środowiska medycznego po ujawnieniu przez niego w mediach społecznościowych wrażliwych danych dotyczących jednego z lekarzy.

PAP

drukuj