fot. flickr.com

Ewangelia na III niedzielę wielkanocną

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».

Zapytał ich: «Cóż takiego?»

Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Łk 24, 13-35

Liturgia słowa trzeciej niedzieli Wielkanocy prowadzi nas bardzo konkretną drogą: od smutku do nadziei, od zwątpienia do wiary oraz od śmierci do życia. W pierwszym czytaniu spotykamy apostoła Piotra. Nie jest to już ten sam Piotr, który zaparł się Jezusa. Nie jest to już człowiek, który się boi i lęka. Jego życie się odmieniło. Teraz staje odważnie i ogłasza: „Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg”. Dzięki spotkaniu ze Zmartwychwstałym Panem jego życie nabrało nowego sensu. Jest w stanie głosić Chrystusa Zmartwychwstałego, a także – ze względu na Jego imię – oddać swoje życie.

Ewangelia pokazuje nam coś bardzo ludzkiego. Dwóch uczniów idzie do Emaus. Są rozczarowani, zawiedzeni, pełni niespełnionych nadziei. Wierzyli, że Jezus odmieni wszystko, a teraz wszystko wygląda na porażkę. I właśnie w tę ciemność ich życia wchodzi Jezus. Idzie obok nich. Niestety, na tym etapie uczniowie Go nie rozpoznają. To bardzo aktualne doświadczenie: Jezus jest blisko, działa, prowadzi, a my tego nie dostrzegamy, bo jesteśmy skupieni na własnych planach, oczekiwaniach i rozczarowaniach.

Nie rozpoznali Go, bo byli zamknięci w swoim smutku i w obrazie Boga, który nie spełnił ich oczekiwań. Wtedy Jezus robi coś niezwykłego: najpierw wyjaśnia Pisma, a potem łamie chleb. To nie jest przypadek, że tak uczynił. Pokazuje niejako rytm naszego spotkania z Bogiem: najpierw słowo, które tłumaczy życie i porządkuje serce, a potem Eucharystia, w której Bóg daje samego siebie. I dopiero wtedy otwierają się oczy – nie wcześniej.

Wiara nie zaczyna się od widzenia, ale od słuchania – od momentu, w którym Słowo zaczyna dotykać serca i rozpalać je od środka. To właśnie wtedy rodzi się pytanie: „Czy serce nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze?”. Prawdziwe spotkanie z Bogiem zawsze coś w nas porusza, coś w nas zmienia, a także ożywia.

Drugie czytanie przypomina nam, że nie zostaliśmy zbawieni czymś powierzchownym czy przypadkowym. Zostaliśmy wykupieni drogocenną krwią Chrystusa. To znaczy, że każdy z nas ma ogromną wartość w oczach Boga – nie przez to, co robi, ale przez to, kim jest w Jego miłości.

Co to oznacza dla nas dzisiaj, gdy rozważamy to Słowo Boże? Jezus idzie z nami nawet wtedy, gdy Go nie widzimy. W chwilach zwątpienia, zmęczenia i zagubienia nie znika – to raczej nasze oczy bywają przesłonięte. Słowo Boże ma moc rozpalać serce, ale trzeba naprawdę słuchać – nie tylko wiedzieć coś o Bogu, ale pozwolić, by On mówił do naszego życia. I wreszcie Eucharystia otwiera oczy. To najgłębsze spotkanie z Jezusem dokonuje się nie tylko w myślach, ale w realnym doświadczeniu Jego obecności.

Na końcu Ewangelii dzieje się coś bardzo ważnego: uczniowie wstają jeszcze tej samej godziny i wracają do Jerozolimy. Z człowieka smutnego rodzi się świadek. Spotkanie z Jezusem nie może zostać tylko dla mnie – ma ono mobilizować mnie do pójścia dalej, do wyjścia, do dzielenia się, do życia, które świadczy o tym, że On naprawdę żyje.

Dlatego warto dziś zadać sobie kilka pytań: czy moje serce jeszcze pała? Czy naprawdę słucham Słowa Bożego? Czy rozpoznaję Jezusa w Eucharystii?

Jezus cały czas idzie obok nas. Wciąż do nas mówi, wciąż działa i wciąż chce otwierać nasze oczy, abyśmy potrafili Go zobaczyć i iść za Nim.

o. Rafał Nowak CSsR

drukuj