Dr hab. K. Pilarz: Jestem zmęczony bodźcami, ale – żeby odpocząć – szukam kolejnych. To świetnie widać w kontekście ludzi, którzy korzystają ze smartfonów, tabletów i non stop „przewijają”
Człowiek, który funkcjonuje zwłaszcza we współczesnej kulturze medialnej, staje się człowiekiem bardzo podatnym na uzależnienia. Niekoniecznie na uzależnienia takie, które są dla nas najbardziej charakterystyczne, typu alkohol czy narkotyki, ale też uzależnienia czy nałogi behawioralne. Tworzy się pewnego rodzaju błędne koło – jestem zmęczony bodźcami, ale – żeby odpocząć – szukam kolejnych bodźców. To świetnie widać w kontekście ludzi, którzy korzystają ze smartfonów, tabletów i non stop „przewijają”. Warto na to patrzeć, czy rzeczy, które nas tak mocno angażują, absorbują, to są rzeczy, jakie pomagają chociażby w relacjach – mówił dr hab. Krzysztof Pilarz, pedagog, psychoterapeuta i teolog biblijny, we wtorkowych „Rozmowach niedokończonych” na antenie TV Trwam.
„Mentalność uzależnieniowa – w poszukiwaniu sensu” – to temat wtorkowego wydania „Rozmów niedokończonych” na antenie TV Trwam. Gość programu wyjaśnił, że jest to zjawisko dosyć szerokie i nie należy mylić go z uzależnieniem. Jest to pewien zespół cech, które ułatwiają wpadnięcie w nałóg lub utrwalają go, gdy już wystąpi.
– Gdyby patrzeć na współczesną kulturę, to można by było powiedzieć, że metodycznie właściwie uczy nas tego, żebyśmy chcieli coraz więcej. (…) Bodźce otaczają nas ze wszystkich stron. I to sprawia, że człowiek, który funkcjonuje zwłaszcza we współczesnej kulturze medialnej, staje się człowiekiem bardzo podatnym na uzależnienia. Niekoniecznie na uzależnienia takie, które są dla nas najbardziej charakterystyczne, typu alkohol czy narkotyki, ale też uzależnienia czy nałogi behawioralne. (…) Będzie on szukał mocnych, silnych wrażeń, będzie też szybko nudził się rzeczami, które dawniej ludziom sprawiały przyjemność przez znacznie dłuższy czas i były wystarczające. (…) Przesyt bodźcami będzie skutkował stanem pewnego zmęczenia psychologicznego, a to zmęczenie psychologiczne z kolei będzie bodźcem do tego, żeby szukać szybkiej poprawy emocji i to też będzie skutkowało tym, że szukamy kolejnych bodźców. Czyli tworzy się pewnego rodzaju błędne koło – jestem zmęczony bodźcami, ale – żeby odpocząć – szukam kolejnych bodźców. To świetnie widać w kontekście ludzi, którzy korzystają ze smartfonów, tabletów i non stop „przewijają” – tłumaczył dr hab. Krzysztof Pilarz.
Zbliża się Wielki Post. W trakcie rozmowy pojawił się pomysł, by w ramach postanowień wielkopostnych zaplanować sobie post od bodźców.
– Duże znaczenie ma nie ilość, a jakość bodźców. (…) Jeżeli skupimy się na bodźcach, które faktycznie sięgają nieco głębiej – jakieś zainteresowania, pasja, ewentualnie zajęcie się rzeczami, które, co bardzo ważne, angażują nie tylko psychikę, ale też ciało, bezpośrednio naszą fizyczność – wtedy rzeczywiście będziemy mogli odpocząć i nasz układ tzw. mezokortykolimbiczny, czyli układ przyjemności, będzie w sposób odpowiednio regulowany, nawet jeżeli chodzi o dopaminę. (…) Duże znaczenie ma antropologia, którą się kierujemy. Może to zabrzmi poważnie, ale faktycznie – jakimi jesteśmy ludźmi, co jest naszą wartością, ku czemu też zmierzamy. „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść” (1 Kor 6, 12-13) –przypomnę biblijnego klasyka. W takim kontekście warto na to patrzeć, czy rzeczy, które nas tak mocno angażują, absorbują, to są rzeczy, jakie pomagają chociażby w relacjach – wskazywał teolog biblijny.
Dr hab. Krzysztof Pilarz podkreślił, że ludzie często nie dostrzegają tego, że uzależniają się od bodźców, które de facto nie są im potrzebne.
– Dlaczego? Ponieważ sprawia im to przyjemność. Gdyby popatrzeć na pewne predyspozycje osobowościowe, to tutaj, szczerze mówiąc, nauka faktycznie bardziej zadaje pytania, niż daje odpowiedzi. Ze względu na to, że mówimy na przykład o pewnych predyspozycjach genetycznych, kulturowych, zwłaszcza jeżeli chodzi na przykład o obserwacje rodziców czy najbliższego otoczenia, bo rzeczywiście to naśladownictwo ma dosyć duże znaczenie. (…) Potrzebujemy naturalnie bliskich relacji z kimś od dziecka. Potrzebujemy rozmowy, potwierdzenia naszej wartości, potrzebujemy też świadomości, że jesteśmy przez kogoś kochani, że ktoś jest w stanie poświęcić nam jakiś czas. Jeżeli tego nie ma – życie nie lubi pustki, próżni – szukamy gdzie indziej. (…) Jeden ze świetnych psychologów, psychoterapeutów, Viktor Frankl, twórca logoterapii, wskazał na to, że człowiek w nawet najtrudniejszych warunkach da sobie radę w życiu, jeżeli ma poczucie sensu, poczucie wartości transcendentnych. Jeżeli właściwie nie mamy poczucia sensu, to – używając pewnego rodzaju gry słów – można powiedzieć, że życie staje się bezsensowne – wyjaśniał psychoterapeuta.
Zdaniem eksperta, aby kontrolować bodźce, którymi się karmimy, konieczne jest zadanie sobie pytań, po co to robimy i czy jest nam to potrzebne. Bez tego będzie nam bardzo trudno powiedzieć: „Stop” w momencie zmęczenia.
– Możemy się interesować czymś bardzo mocnym, np. piłką nożną. Jeżeli wyjdziemy z dziećmi, ze znajomymi i pogramy w piłkę nożną, to od tego raczej się nie uzależnimy. Dlaczego? Bo nasze ciało samo powie: „Stop” w kontekście chociażby pewnego zmęczenia. (…) Jeżeli ja sobie nie zadam tego pytania i będę się kierował tym, że wyciągnę komórkę, bo to jest po prostu przyjemne, to konkretne algorytmy będą działały tak, żeby rzeczy, które rzeczywiście zwróciły moją uwagę, pojawiały się coraz częściej. Co ostatecznie będzie doprowadzało do tego, że nigdy nie powiem sobie: „Stop”. (…) Warto jest tutaj zadać pytanie w kontekście tak mocno rozpadającej się rodziny jako instytucji, bardzo subiektywnej dekonstrukcji rodziny i jej definicji, czy faktycznie w rodzinie dbamy o siebie nawzajem. Czy znamy siebie? Czy znamy swoje potrzeby? Czy znamy swoje problemy, swoje trudności? Czy siebie wspieramy? Okazuje się, że w wielu przypadkach tak niestety nie jest – zwracał uwagę pedagog.
Gość programu mówił także o wierze w Boga w kontekście wyjścia z uzależnienia, ale również o źle rozumianej religijności, która – jego zdaniem – nie pomoże w rozwiązywaniu tego rodzaju problemów.
– Od źle rozumianej religijności też się można uzależnić, gdy Pan Bóg może być traktowany nieco jako droga ucieczki, ale w postaci pewnego „hipermarketu emocjonalnego”. Że choćby nie wiem, co się działo, to ja zamówię kolejną Mszę, odmówię kolejną nowennę pompejańską, ale nie będę zmieniał siebie. Dlatego wiara przede wszystkim powinna się opierać na prawdzie. Tym się różni zresztą dojrzała wiara od fideizmu, od fałszywego postrzegania religijności. Jeżeli wierzę w Boga, to też wierzę w to, że jestem stworzony jako istota biopsychospołeczna, wobec czego o każdą z tych sfer muszę zadbać – o sferę biologiczną, materialną, psychiczną, duchową, społeczną. (…) Zamiast zaufać Bogu, przyjmuje się pewną formę transakcyjności – jeżeli ja coś zrobię, to wtedy Ty, Boże, mi coś też zrób. (…) Lęk, brak zaufania, że Boga traktujemy jako kogoś, kto jest bardzo daleko, kto nie jest blisko; jako kogoś, kto de facto nie tworzy z nami relacji, tylko jest bardziej jakąś bezosobową siłą, którą musimy w jakiejś mierze przebłagać, na której zaufanie i jakąkolwiek uwagę musimy zasłużyć – to jest zupełnie niechrześcijańska wizja Pana Boga – akcentował dr hab. Krzysztof Pilarz.
radiomaryja.pl




