autor obrazu Zbigniew Kotyłło, fot. honoratki.pl

Red. M. Król: Pomysł bł. o. Honorata Koźmińskiego, by posłużyć się do duchowej odnowy Polaków III Zakonem Franciszkańskim, okazał się pomysłem genialnym

Pomysł o. Honorata Koźmińskiego, by posłużyć się do duchowej odnowy Polaków III Zakonem Franciszkańskim, okazał się pomysłem genialnym. Powstało 26 nowych stowarzyszeń zakonnych, które z czasem przekształciły się w zgromadzenia zakonne. Pracowali w szkołach, zakładach szkoleniowych, domach opieki, fabrykach, szpitalach, a nawet w gospodach czy restauracjach. Nie mieli habitów ani domów zakonnych, ale – tak jak ich założyciel – mogli o sobie powiedzieć, że codziennie przychodzą od Chrystusa, idą do Chrystusa i zawsze do Niego wracają. Wielką zasługą o. Honorata jest również to, że wielu, którzy poczuli powołanie zakonne, nie wyjechało z ojczyzny – mówił w swoim felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja red. Mirosław Król, publicysta.

W Kościele katolickim w Polsce przypada dziś liturgiczne wspomnienie bł. o. Honorata Koźmińskiego, prezbitera. Sylwetkę tego niezwykłego kapłana, założyciela wielu zgromadzeń zakonnych, przybliżył w swoim felietonie red. Mirosław Król.

– Był grudzień 1848 roku. Do furty klasztoru Ojców Kapucynów w Warszawie zapukał dziewiętnastoletni młodzieniec. Nie wyglądał, jakby pociągało go franciszkańskie ubóstwo. Wykształcony, dobrze ubrany, pod szyją miał zawiązany gustowny, jedwabny fular. Nie, tak nie wygląda kandydat na franciszkanina. Zakurzona rozmównica była dobrym miejscem, by wypróbować, do czego może posłużyć piękny i modny fular. Kazano mu nim odkurzyć kąty rozmównicy. Uczynił to bez wahania, czyli chciał zamknąć za sobą drzwi tamtego życia, a jeszcze dwa lata wstecz wołał buńczucznie: „Gdybym miał się nawrócić, niech naplują mi w twarz!”. Teraz stał pokornie w odkurzonej rozmównicy, pragnąc zostać prostym bratem zakonnym, bo o kapłaństwie nie myślał, uważając, że nie jest godnym – opowiadał red. Mirosław Król.

Jak wskazał publicysta, bł. o. Honorat Koźmiński „w szczególny sposób wpisał własne życie w dzieje dramatu naszej ojczyzny”. Zanim zapukał do furty kapucynów, młody Wacław Koźmiński – bo tak brzmiało jego imię przed złożeniem ślubów – musiał przejść drogę pełną trudów.

– Urodzony na Podlasiu, w rodzinie religijnej i patriotycznej, kształcił się na architekta i budowniczego. Zgodnie z duchem tamtych czasów, porzucił wiarę. Zaangażował się za to w ruch spiskowy, który szybko wykryła carska policja. Trafił do więzienia, do osławionego X Pawilonu warszawskiej Cytadeli. Tam zapadł na tyfus. Wydawało się, że jego dni są policzone. Do Boga się nie modlił, bo przecież wiarę porzucił. Modliła się za to jego matka, Aleksandra. Ojciec już nie żył. Przełom zarówno w chorobie, jak i w duszy nastąpił 15 sierpnia 1846 roku – podkreślił felietonista Radia Maryja.

Red. Mirosław Król przywołał słowa, jakie po latach wypowiedział bł. o. Honorat Koźmiński: „Pan Jezus przyszedł do mnie do celi więziennej i łagodnie do wiary przyprowadził”. Zakonnik powiedział także, że więzienie zmieniło się dla niego w raj, wyznając: „Tam pokochałem samotność i życie duszy”.

Publicysta zwrócił uwagę, że mówiąc o XIX wieku – czasach, kiedy żył i działał bł. o. Honorat Koźmiński – pamiętamy o zbrojnych wysiłkach podejmowanych przez Polaków, by wyswobodzić się spod jarzma zaborców. Zapominamy jednak często o duchowej odbudowie narodu, która pozwoliła zachować polską tożsamość i chrześcijańską moralność pod zaborami i w obliczu gwałtownie zmieniającego się świata.

– Pomysł o. Honorata, by posłużyć się do duchowej odnowy III Zakonem Franciszkańskim, okazał się pomysłem genialnym. Powstało 26 nowych stowarzyszeń zakonnych, które z czasem przekształciły się w zgromadzenia zakonne. Pracowali w szkołach, zakładach szkoleniowych, domach opieki, fabrykach, szpitalach, a nawet w gospodach czy restauracjach. Nie mieli habitów ani domów zakonnych, ale – tak jak ich założyciel – mogli o sobie powiedzieć, że codziennie przychodzą od Chrystusa, idą do Chrystusa i zawsze do Niego wracają. Wielką zasługą o. Honorata jest również to, że wielu, którzy poczuli powołanie zakonne, nie wyjechało z ojczyzny. W tym także pojawił się wielki patriotyzm ojca Koźmińskiego. Na ziemiach polskich zakony były pozbawione źródeł utrzymania i zamknięte. Tylko za granicą istniały możliwości wstąpienia do zgromadzeń zakonnych. Jednak o. Honorat mówił: „Nie wolno ich w żadnym wypadku wysyłać za granicę, bo są owocem tego kraju. Muszą tutaj pozostać, bo nie można pozbawić tego kraju jego najpiękniejszych i najbardziej dojrzałych owoców, które zrodził” – mówił felietonista Radia Maryja.

To m.in. Honorat Koźmiński przybliżył Polaków do upragnionej wolności, wskazując na fakt, że prawdziwa wolność to wolność dzieci Bożych, wolność w Chrystusie.

Całości felietonu red. Mirosława Króla można odsłuchać [tutaj].

radiomaryja.pl

drukuj