Rząd D. Tuska konsekwentnie realizuje plan osłabienia roli prezydenta A. Dudy
Rząd konsekwentnie, od roku, próbuje marginalizować pozycję prezydenta Andrzeja Dudy. Podważa powołania sędziowskie i rolę głowy państwa w polityce zagranicznej. Nic nie wskazuje na to, by zrezygnował z tej ścieżki. Hamulec zaciągnięty dziś przez prezydenta – w wizji premiera Tuska – może opuścić Rafał Trzaskowski.
W styczniu policja weszła do Pałacu Prezydenckiego. W środku przebywali posłowie: Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, w przeszłości ułaskawieni przez prezydenta. Ułaskawienie głowy państwa zignorował sąd, a po nim również nowa władza.
– Chodzi o to, żeby zdeprecjonować medialnie pana prezydenta – wskazał prof. Mieczysław Ryba.
Uwagę mediów przyciągnął precedens. Posłowie zostali zatrzymani, gdy prezydenta nie było w Pałacu. Kolejne dni spędzili w więzieniu. To nie odosobniony przypadek, ale element szerszej polityki premiera, prowadzonej od roku. Szef rządu konsekwentnie próbuje marginalizować rolę głowy państwa. Potwierdza to również trwający spór o Izbę Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego.
– W Sądzie Najwyższym orzekają ci, którzy – według polskiego prawa, konstytucji – nie powinni tam zasiadać – tak premier Tusk uzasadniał specjalną uchwałę rządu.
Wprost przyznał się do tego, że chce decydować, które wyroki go obowiązują, a które nie. W sporze wokół Izby Kontroli Nadzwyczajnej szef rządu dzieli sędziów na starych i nowych, a co za tym idzie – podważa prezydencką prerogatywę, w myśl której to prezydent powołuje sędziów.
– Ta kompetencja nie może być dzielona. W Polsce tradycyjnie przysługuje ona prezydentowi – wyjaśnia konstytucjonalista prof. Anna Łabno.
Obraz polityki prowadzonej przez premiera uzupełnia spór o ambasadorów. Powołuje ich prezydent. Rząd, by zepchnąć głowę państwa do defensywy, najpierw ściągnął dyplomatów do kraju, a potem ambasadorów zastąpił kierownikami placówek. Zmiany objęły m.in. Waszyngton, gdzie pojechał Bogdan Klich. Minister Radosław Sikorski mówił, że od prowadzenia polityki zagranicznej jest rząd.
– Prezydent RP jest najwyższym przedstawicielem i reprezentuję tę politykę, nawet jeśli się z nią nie zgadza – przekonywał Radosław Sikorski.
Z takim postawieniem sprawy nie zgadza się prof. Anna Łabno.
– Tak konstytucja nie reguluje tej materii – zaznaczyła.
Prof. Anna Łabno podkreśliła, że konstytucja mówi o współdziałaniu rządu i prezydenta w polityce zagranicznej.
– A to oznacza, że prezydent również ma czynną funkcję, a więc może podejmować działania, jednak we współdziałaniu z rządem, które miałyby realizować określone cele w polityce zagranicznej – tłumaczyła konstytucjonalista.
Rząd realizuje to, o czym mówił od dawna. Gdy Platforma była w opozycji, jej politycy już wtedy podważali powołania sędziowskie. Tutaj – w 2015 roku – przyczyn dzisiejszego kryzysu wokół wymiaru sprawiedliwości dopatruje się prezydent Andrzej Duda.
– Ci, którzy przegrali wybory, uznali że w Polsce nie ma demokracji, dlatego że oni nie rządzą – zwrócił uwagę Andrzej Duda.
Premier dziś marginalizuje pozycję prezydenta Dudy, czyli polityka spoza swojego obozu. Pytanie, co zrobi, gdy do Pałacu Prezydenckiego uda mu się wprowadzić przedstawiciela swojej partii.
– Trzaskowski ma być takim rodzajem Hołowni, czyli pomagierem i wykonawcą wszelkich jego poleceń – ocenił prof. Mieczysław Ryba.
Komentator polityczny nie wyklucza też, że obecny prezydent Warszawy może wybrać bardziej autonomiczną ścieżkę. Politolog dr Andrzej Skiba prognozuje, że polityka premiera wobec prezydenta – bez względu na to, kto nim będzie – nie ulegnie zmianie.
– Donald Tusk będzie próbował swoją władzę, być może w wydaniu większym niż konstytucyjne, poszerzyć, niezależnie od tego, kto wygra wybory na urząd prezydenta RP – podkreślił dr Andrzej Skiba.
W procesie poszerzania swojego wpływu na państwo przez premiera Tuska prezydent Duda stał się największym hamulcem. Dlatego nadchodzące wybory stają się tak ważne. Utrata tego hamulca może wiązać się z próbą przejęcia wszystkich liczących się w państwie instytucji.
TV Trwam News



