Przedterminowe wybory w Niemczech na horyzoncie
Bundestag odmówił wotum zaufania kanclerzowi Niemiec, Olafowi Scholzowi. Otwiera to drogę do przedterminowych wyborów.
Koalicja, która od niemal czterech lat rządziła Niemcami, była stworzona z trzech partii. Prym wiodło ugrupowanie kanclerza Olafa Scholza – SPD. Do rządu weszli też Zieloni i FDP. Bezpośrednim powodem rozpadu koalicji była dymisja ministra finansów, Christiana Lindnera z FDP. Tarcia w koalicji występowały od dłuższego czasu – wskazał politolog, prof. Robert Alberski.
– Ten rząd bardzo szybko traci poparcie społeczne. Kanclerz Scholz jest dziś chyba najmniej popularnym kanclerzem w ostatnim czasie. Bardzo szybko to poparcie dla niego i dla jego partii słabnie – zaznaczył prof. Robert Alberski.
Poparcie słabnie, ponieważ niemiecka gospodarka jest w kiepskim stanie. Niezadowolenie społeczne rośnie. W górę poszły ceny energii. Na to nakłada się problem niekontrolowanej migracji.
– Wzrasta stopień ubóstwa. Szereg firm zapowiada (…) zwolnienia, a więc powiększy się bezrobocie – wskazał politolog, prof. Tadeusz Marczak.
W poniedziałek stało się to, co od tygodni było pewne. Niemiecki parlament nie udzielił wotum zaufania obecnemu kanclerzowi. W sukces tego wniosku nie wierzył sam Olaf Scholz.
– Przyspieszenie wyborów do Bundestagu jest moim celem. Obywatele będą mogli określić kurs polityczny dla naszego kraju – mówił Olaf Scholz.
Wybory w Niemczech i tak miały odbyć się w przyszłym roku. Planowane były na wrzesień. Zostaną przyspieszone o kilka miesięcy i najprawdopodobniej zorganizowane 23 lutego. Liderem w sondażach jest frakcja CDU/CSU. W poniedziałek Olafa Scholza krytykował lider CDU, Friedrich Merz, który będzie też kandydatem na przyszłego kanclerza.
– W końcu głosujemy nad wotum zaufania, o które pan, panie Kanclerzu, powinien był poprosić natychmiast, a nie półtora miesiąca później – zaznaczył kandydat na kanclerza Niemiec, Friedrich Merz.
CDU, nawet jeśli wygra, to nie stworzy samodzielnie rządu. Będzie musiała szukać koalicjantów. To nie będzie łatwe i zapewne potrwa kilka miesięcy.
– To jest taki moment, który wyłączy Niemcy na kilka miesięcy z dużej polityki europejskiej. Dlatego, że co prawda wybory są już w lutym, ale w tym czasie oczywiście będzie kampania wyborcza, a potem będziemy mieli zapewne rozmowy koalicyjne – zwrócił uwagę prof. Robert Alberski.
Poseł do Parlamentu Europejskiego, Arkadiusz Mularczyk z PiS, ocenił, że CDU u władzy to lepszy scenariusz dla Polski niż SPD.
– Wydaje się, że zmiana rządu w Niemczech może mieć duży wpływ na politykę w Unii Europejskiej i odejścia czy korekty tych różnych szaleństw klimatycznych, które tu w Unii Europejskiej się promuje. Obecny lider CDU/CSU, Friedrich Merz, podkreśla, że należy znacznie większą uwagę przykładać do relacji z Polską – wskazał europoseł Arkadiusz Mularczyk.
Decyzję o rozwiązaniu niemieckiego parlamentu i rozpisaniu nowych wyborów podejmie prezydent Frank Walter Steinmeier. Ma na to czas do 6 stycznia.
TV Trwam News



