Samochody elektryczne coraz mniej popularne w Niemczech
W Niemczech pojawiły się dane, że co trzeci właściciel „elektryka” wrócił do samochodu spalinowego. Ideologiczny kurs, jaki obrała Bruksela, przewiduje zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku.
Unijne plany, by wypchnąć z dróg samochody spalinowe, pogłębiają kryzys w branży motoryzacyjnej. Europejscy producenci „elektryków” nie wytrzymują konkurencji z Chin. Winny jest ideologiczny kurs, jaki obrała Bruksela.
– Działania polegające na nakładaniu kolejnych ceł na pewno temu nie przeciwdziałają – ocenił ekonomista, prof. Wojciech Piontek.
Chińska dominacja na europejskim rynku pojazdów elektrycznych będzie wiązała się z zamknięciem fabryk i likwidacją miejsc pracy. Dane, jakie opublikowała jedna z firm ubezpieczeniowych, wskazują, że w Niemczech coraz więcej kierowców porzuca „elektryki”. Co trzeci właściciel takiego pojazdu wraca do samochodów spalinowych – poinformował portal „Welt”.
Komisja Europejska nie przewidziała w swoich planach spadku zainteresowania samochodami elektrycznymi – wyjaśnił prof. Wojciech Piontek.
– Sprzedaż na rynku niemieckim samochodów elektrycznych to 3,9 procent. To są spadki. Po prostu ludzie nie chcą kupować „elektryków”. Wyszły, ujawniły się już wszystkie wady tych samochodów w zakresie użyteczności, w zakresie ciągłego myślenia o tym, gdzie naładuję ten samochodów i czy dojadę – podkreślił ekonomista.
Plany Brukseli przewidują, że od 2035 roku niemożliwy będzie zakup nowego samochodu spalinowego. Przeciwni unijnemu zakazowi są i europosłowie Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Ci drudzy zapowiedzieli, że nie odpuszczą tego tematu.
– Będziemy przepytywać każdego komisarza odpowiedzialnego za ten sektor podczas przesłuchań, które zaczną się 4 listopada – poinformowała eurodeputowana PiS, Anna Zalewska.
Kamieni milowe, jakie towarzyszyły Krajowemu Planowi Odbudowy, przewidywały nowy podatek od aut spalinowych, by zmusić Polaków do kupowania „elektryków”. Podatku nie będzie – zastąpią go dopłaty do „elektryków”. Mają one wejść w życie jeszcze w tym roku.
– Proponujemy ludziom inny model konsumpcji. To będą dopłaty do samochodów ze średniej lub troszeczkę niższej półki – poinformowała minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Dopłaty nie przekonają Polaków, by kupowali „elektryki” – spuentował dr inż. Bogdan Sedler z Fundacji Naukowo-Technicznej „Gdańsk”.
– Nasza infrastruktura jest niedostosowana do pojazdów elektrycznych. Nie mamy sieci, nie mamy stacji ładowania. To są miliardy złotych inwestycji, jakie nas czekają, jeśli będziemy chcieli wprowadzać „elektryki” – zwrócił uwagę ekspert.
Dopłaty mają wynieść nawet 40 tysięcy złotych. Samochody elektryczne są jednak znacznie droższe od spalinowych.
TV Trwam News



