Produkty spożywcze z Ukrainy zagrożeniem dla polskich producentów
Prezydent Wołodymyr Zełenski miał otrzymać gwarancję od przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, że obowiązujące embargo na towary rolno-spożywcze z Ukrainy zostanie zniesione. Niepokój budzi fakt, że decyzja nie była konsultowana z polskim rządem.
Sezon na owoce w pełni. Polacy mogą zajadać się m.in. mało znaną jagodą kamczacką, która posiada właściwości antynowotworowe i antywirusowe. Jesteśmy jednym ze światowych liderów w produkcji tego owocu. Jednak prezes Stowarzyszenia Plantatorów Jagody Kamczackiej, Andrzej Krupiński, alarmuje, że sytuacja polskich producentów tzw. owoców miękkich ulega pogorszeniu przez konkurencję z Ukrainy.
– Ukraina jest bardzo dużym krajem posiadającym bardzo żyzne gleby i z roku na rok tych upraw owoców miękkich będzie tam powstawało więcej, dlatego to będzie dla nas z pewnością duże zagrożenie – mówił Andrzej Krupiński.
Dlatego producenci malin już protestują. W wielu częściach Polski cena malin w skupie jest za niska i nie pokrywa kosztów produkcji. Zdaniem plantatorów niska cena wynika bowiem z jednej strony ze zmowy firm skupujących, a z drugiej strony z napływu tanich owoców, głównie z Ukrainy.
Problem może się pogłębić, bowiem prezydent Wołodymyr Zełenski uzyskał deklarację ze strony Brukseli, że obowiązujące embargo na ukraińskie produkty zostanie zniesione.
– Sprawa zboża wychodzi poza polsko-ukraińskie rozmowy i dotyczy całej Unii Europejskiej. Pani Ursula von der Leyen obiecała mi, że po 15 września blokada na nasze towary zostanie zniesiona – zaznaczył prezydent Ukrainy.
Wiele wskazuje na to, że Kijów dogaduje swoje interesy z Komisją Europejską ponad głowami polskiego rządu oraz pozostałych państw przyfrontowych. Niewykluczone, że jest to decyzja czysto polityczna. Nikt nas o tym nie informował.
– Jesteśmy w Unii Europejskiej. Oczekiwalibyśmy, żeby takie komunikaty były przekazywane między państwami członkowskimi, między Komisją Europejską a państwem członkowskim. My takiej informacji nie dostaliśmy, nie ma takiej decyzji – podkreślił Krzysztof Ciecióra, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.
Do 15 września obowiązuje zakaz importu z Ukrainy czterech produktów rolnych: pszenicy, kukurydzy, rzepaku i nasion słonecznika. Wywalczone embargo ma chronić interesy polskich rolników po zeszłorocznym zalaniu polskiego rynku tanim zbożem z Ukrainy. Zniesienie embarga nastąpi w krytycznym czasie dla rolnictwa.
– Będzie po zbiorze pszenicy, jęczmienia, owsa, a co z kukurydzą? Wiec będą ogromne zapasy, tego się nie da pozbyć w okresie kilku tygodni – zauważył Janusz Gargała, członek NSZZ RI „Solidarność”.
Nadpodaż ziarna może spowodować kolejny chaos we wszystkich krajach przyfrontowych. Powinno dojść do renegocjacji umów handlowych z Ukrainą.
– Blokada powinna być rozszerzona na większą ilość towarów do odwołania albo w ogóle trzeba byłoby przywrócić zasady, które były przed 1 czerwca 2022 r. w ramach umowy stowarzyszeniowej między Unią a Ukrainą – zwróciła uwagę Anna Bryłka, rzecznik Konfederacji.
Większość pól uprawnych na terenie Ukrainy należy do międzynarodowych agroholdingów. Swoje interesy na Wschodzie prowadzą m.in. Niemcy, Amerykanie, Holendrzy i Francuzi. Dysponują oni gospodarstwami mającymi nawet kilkaset tysięcy hektarów. Wielkie interesy odbywają się kosztem prawdziwych rolników.
– Jeśli rzeczywiście Ursula von der Leyen takie obietnice złożyła, to znaczy, że zdradziła europejskich rolników. Chcemy się otwierać na Ukrainę, proszę bardzo, ale niech Unia załatwi kwestie zmiany Wspólnej Polityki Rolnej i nieograniczania produkcji – powiedział Marek Sawicki, poseł PSL, były minister rolnictwa.
Już niebawem międzynarodowe agroholdingi mogą zwiększyć naciski m.in. na Polskę, ponieważ dobiega końca umowa zbożowa między Rosją, Ukrainą i Turcją. Dotychczas olbrzymie wolumeny zbóż z Ukrainy były dostarczane drogą morską do krajów afrykańskich i Bliskiego Wschodu. Tymczasem Rosjanie kończą budowę swoich portów na okupowanych terenach i mają podpisane nowe umowy handlowe. Blokada ukraińskich transportowców spowoduje zwiększony import przez Polskę.
– Na pewno będzie presja, aby te zboże przez naszą granicę przechodziły, ale my będziemy twardo stać i bronić przede wszystkim interesów naszych rolników – zapowiedział Krzysztof Ciecióra.
Umowa zbożowa między Ukrainą, Rosją i Turcją wygasa 17 lipca.
TV Trwam News



