Test na Downa podzielił Niemców
Od poniedziałku można w Niemczech legalnie przeprowadzać testy krwi, które pozwalają ustalić czy nienarodzone jeszcze dziecko cierpi na zespół Downa. Jest to następny krok w tutejszej medycynie idący w kierunku cywilizacji śmierci.
Po stopniowym łagodzeniu prawa w kwestii eutanazji, po zgodzie na badania preimplantacyjne, gdzie także zabijane są ludzkie zarodki, czy też po zezwoleniu na badania nad ludzkimi komórkami macierzystymi, obecna zgoda na testy krwi, aby wykryć zespół Downa to dowód na to, iż Niemcy coraz szybciej idą w kierunku społecznej cywilizacyjnej zagłady.
Od tego tygodnia można za 1249 euro, w 70 klinikach w Niemczech , Austrii i w Szwajcarii kupić test krwi, który pozwala ustalić czy nienarodzone jeszcze dziecko cierpi na zespół Downa. Test wyprodukowała firma o nazwie life codeks, czyli kodeks życia. Co już nie jest ironią ale bluźnierstwem, bowiem owe testy stosowane są po to, aby chory płód został usunięty.
Po zalegalizowaniu takich testów w Skandynawii przestały się rodzić chore na zespół Downa dzieci. Ale nie dlatego, że były leczone, lecz dlatego że dokonano na nich aborcji.
Testy są ostro krytykowane przez Kościół katolicki, Humanitarne Organizacje Pozarządowe, organizacje zrzeszające ludzi niepełnosprawnych, dużą część etyków a także pełnomocnika ds. niepełnosprawnych w rządzie Angeli Merkel – Huberta Huppe, który wręcz żąda wprowadzenia zakazu takich testów. Huppe przypomina, że według kilku konstytucjonalistów testy na zespół Downa są sprzeczne z niemiecką konstytucją, bowiem łamią zasadę należnej każdemu człowiekowi godności. To będzie nic innego jak następna selekcja ludzi – ostrzegają niepełnosprawni, którym wtóruje Kościół katolicki.
