Niech nas usłyszą

Dyskryminowanie Telewizji Trwam przez rządzących sprawia, że ludzie,
którzy nie mogą dotrzeć ze swoimi postulatami do instytucji publicznych, muszą
upominać się o równe prawa dla katolickiej Telewizji w inny, bardziej wyrazisty
sposób. Bo cóż innego pozostaje, jeżeli organy konstytucyjne i polskie sądy są
głuche na poczucie sprawiedliwości?

Gdy we wtorek w Parlamencie Europejskim w Brukseli trwało wysłuchanie
publiczne w sprawie dyskryminacji Telewizji Trwam, na znajdującym się nieopodal
placu Luksemburskim spotkali się Polacy mieszkający w kraju i poza jego
granicami – w Belgii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii. Na oczach całej
Europy domagali się równego traktowania Telewizji Trwam oraz wolności słowa w
Polsce.

Jak mówi Dariusz Sobków, były ambasador tytularny w Stałym
Przedstawicielstwie Polski przy Unii Europejskiej w latach 2006-2008,
manifestacje na placu Luksemburskim nie zdarzają się codziennie. – Władze
lokalne nie udzielają zbyt często zezwoleń na ich organizację w tym miejscu. A
jeżeli do nich dochodzi, to znaczy, że jakaś sprawa ma doniosłe znaczenie –
podkreśla.

W jedności siła
– Można mieć różne spojrzenia, ale trzeba budować jedność. Nie można budować
jedności bez dialogu na argumenty – podkreślał dyrektor Radia Maryja ojciec dr
Tadeusz Rydzyk CSsR, przemawiając do protestujących. Argumentem zgromadzonych
przed Parlamentem Europejskim było prawo do wolnych katolickich mediów. Dlatego
nie żałowali czasu ani pieniędzy na wyjazd – dla wielu męczący i kosztowny – do
stolicy Belgii.

– Polski rząd w ogóle nas nie słucha. To zadziwiająca sytuacja, że we własnym
kraju nie możemy uzyskać należnych sobie praw i musimy przyjeżdżać do Brukseli
przed Parlament Europejski, aby walczyć o wolne media i prawo wyboru tej
Telewizji, którą chcemy oglądać – mówiła Aleksandra Muszyńska ze Stargardu
Szczecińskiego.

Dla Polaków mieszkających za granicą Radio Maryja i Telewizja Trwam pełnią
jeszcze jedną niezwykle ważną z ich punktu widzenia funkcję – pomostu z
Ojczyzną. Liczna reprezentacja Polonii przybyła z Niemiec.

– Oglądając Telewizję Trwam i słuchając Radia Maryja, czujemy się jak w
Polsce. Dzięki tym mediom widzimy, co naprawdę dzieje się w Ojczyźnie i możemy
na to właściwie reagować – solidaryzować się z naszymi rodakami – mówiła Lucyna
Wita z Polskiej Misji Katolickiej w Akwizgranie, która mieszka w Niemczech od 24
lat.

Z kolei Alicja Chorostowska-Świątek, od ośmiu lat mieszkająca wraz ze swoją
rodziną w Brukseli, nie może zrozumieć, dlaczego Telewizji Trwam nie będzie na
cyfrowym multipleksie, skoro tylu Polaków w Polsce i na świecie chce ją oglądać.
Przyznaje, że po tym, jak wyjechała za granicę, zmienił się jej stosunek do
Polski. – Wielu Polaków marzy o tym, żeby wyjechać. Też o tym marzyłam, ale
teraz, gdybym mogła cofnąć czas, nie zrobiłabym tego po raz drugi. Gdy jadę do
domu rodzinnego i przekraczam polską granicę, to mam ochotę wysiąść z samochodu
i ucałować ziemię – opowiadała. Pani Alicja jest przekonana, że gdyby nie
Kościół katolicki oraz Telewizja Trwam i Radio Maryja, Polacy na Zachodzie
szybko upodobniliby się do żyjących tutaj ludzi, którzy odchodzą od wiary oraz
tradycji i popadają w relatywizm moralny. – Tutaj człowiek zapomina nawet o
zwyczajach wigilijnych. Telewizja Trwam pomaga trwać nam w tym, z czego
wyrośliśmy. To daje nam wewnętrzny spokój, pozwala pielęgnować naszą polską
tożsamość. Dzięki Telewizji Trwam odczuwam dumę, że jestem Polką – podkreślała
pani Alicja.

Wiara łączy Naród
W serdecznych rozmowach Polaków żyjących w kraju i za granicą słychać było
głosy, z których przebijała głęboka troska o losy Ojczyzny. – Nie dzielcie się w
Polsce. My tutaj sobie poradzimy, ale tam Naród cierpi – apelowała do swoich
rodaków jedna z mieszkających w Belgii Polek. W podobnym duchu wypowiadał się
również Adrian Antoniak, tegoroczny maturzysta z Mazowsza. Wskazywał, że obrona
Telewizji Trwam to również obrona wiary katolickiej, która od wieków na stałe
wpisana jest w naszą polską tożsamość. – Wiara jest ważnym spoiwem Narodu. To
ona nas łączy – mówił.
Tadeusz Rauhut z Koła Przyjaciół Radia Maryja Polskiej Misji Katolickiej w
Aachen w Niemczech podkreślał, że dyskryminacja Telewizji Trwam to jeden z
elementów walki z Kościołem. – Dlatego chce się ograniczyć dostęp do mediów,
które mają moc ewangelizacji, które mogą wzmocnić wiarę ludzi wierzących lub
przekonać do katolicyzmu ludzi niewierzących – zauważał. Katolicy nie mogą w
takiej sytuacji milczeć, ich obowiązkiem jest obrona wiary katolickiej i
katolickich mediów.

Polacy, którym zależy na ewangelizacji, mają nadzieję, że nagłośnienie sprawy
dyskryminacji Telewizji Trwam na forum europejskim, tak czułym na łamanie
wolności obywatelskich, skłoni polskie władze do zmiany stanowiska i przyznania
katolickiej Telewizji miejsca na cyfrowym multipleksie. – Bo dziś rządzący
zachowują się tak, jakby wcale nie byli demokratami, za których się przecież
uważają i czym się ciągle szczycą – podkreślał pan Tadeusz Rauhut.

Sól w oku
Z Gdańska do Brukseli przyjechała też reprezentacja stoczniowców z NSZZ
"Solidarność". Na trzymanym przez nich transparencie można było przeczytać
napis: "Żądamy prawdy w polskich mediach". – Prawda podawana w Telewizji Trwam
jest dla niektórych solą w oku. Nam chodzi o wolność dla wszystkich mediów, nie
tylko dla wybranych. Być może nasz głos zostanie tutaj usłyszany – wyjaśniał
jeden ze stoczniowców Marek Rosani.

Z Wrocławia przyjechały panie Maria Dłutowska i Maria Sereja, które
przywiozły ze sobą kilka transparentów, w tym jeden ze słowami bł. Jana Pawła
II: "Demokracja bez wartości to jawny lub ukryty totalitaryzm". – Nie chcemy
należeć do Unii, w której nie szanuje się tych wartości. Chcemy być wolnym
krajem i rządzić się sami – podkreślała Maria Dłutowska. Jak mówiła, wierzy, że
protesty w końcu przyniosą oczekiwane rezultaty. – Jeśli trzeba będzie,
przyjedziemy tu jeszcze raz, pojedziemy nawet do Strasburga. Będziemy tak długo
protestować, aż uzyskamy prawdziwą wolność i niepodległość, prawdziwą demokrację
– deklarowała.

Zbigniew Chitruń ze Świebodzina, domagając się miejsca dla Telewizji Trwam na
cyfrowym multipleksie, jednocześnie wspiera Polaków żyjących poza granicami. –
Sikorski zlikwidował całą masę konsulatów. Jeśli jeszcze dojdzie do tego
ograniczenie możliwości nadawania Telewizji Trwam i Radia Maryja, to łączność
Polonii z krajem będzie jeszcze słabsza – ubolewał. Pan Zbigniew wskazywał, że w
mediach zbyt mało miejsca poświęca się sprawom Polonii. – A przecież Polonia o
nas się upomina, Polonia walczy o godność Polski za granicą – podkreślał. Jego
zdaniem, tylko Telewizja Trwam i Radio Maryja – katolickie media mające tak
wyraźny rys narodowy, dbają o to, by ten kontakt nie został do końca zerwany.

Młodzi potrzebują Telewizji Trwam
W czasie spotkania przed Parlamentem Europejskim wystąpił zespół Voluntate Dei z
Remscheid, który tworzą młodzi Polacy mieszkający od urodzenia w Niemczech:
Sandra, Patryk, Dawid i Maksymilian. Śpiewali m.in. "Barkę", by – jak mówili –
jednoczyć się z bł. Janem Pawłem II, wielkim przyjacielem Radia Maryja i
Telewizji Trwam. – Wiara góry przenosi. Ojciec Święty dał świadectwo, że dzięki
wierze i modlitwie można w Polsce zmienić bardzo dużo – przypominali.

Muzyka to ich sposób na ewangelizację. Są dumni z tego, że są Polakami i że
ich rodzice wpoili im patriotyzm. Przyjeżdżając do Brukseli, chcieli pokazać, że
również młodzież, a nie tylko ludzie dorośli i starsi oglądają Telewizję Trwam i
potrafią się modlić. – My również potrzebujemy tej Telewizji, chociażby ze
względu na audycje dla młodzieży. Jesteśmy młodzi, mamy wiele problemów, które
Telewizja Trwam uczy nas rozwiązywać, a nie od nich uciekać – przekonywała
Sandra.

Młodzi Polacy podkreślali, że jest im dużo bliżej do wartości przekazywanych
w Telewizji Trwam, aniżeli do tych promowanych w innych stacjach. Czy łatwo im
się żyje z takimi poglądami wśród rówieśników? – Bardzo ciężko, nierzadko śmieją
się z nas i drwią. Ale staramy się swoim świadectwem pokazać, że można być
młodym i chodzić do kościoła, żyć zgodnie z wiarą katolicką. Jesteśmy do tańca i
do różańca, też chodzimy na dyskoteki, też potrafimy się bawić, ale z
zachowaniem pewnych norm i granic – opowiadała Sandra.

Biało-czerwone flagi, transparenty, przemówienia, modlitwy oraz występujący
na scenie muzycy przyciągali zarówno samych Belgów, jak i zwiedzających Brukselę
turystów. Co ciekawsi podchodzili i pytali, o co chodzi demonstrującym, robili
zdjęcia, zabierali rozdawane materiały. To pokazuje, jak ważna jest próba
dotarcia do światowej opinii publicznej z pominięciem największych,
reprezentujących głównie lewicowy punkt widzenia i wypaczających rzeczywistość
mediów.
Dwaj czternastoletni Holendrzy Erik Florian i Christiaan Snoek przyjechali do
Brukseli na jednodniową wycieczkę ze szkoły językowej. Nie spodziewali się, że
natkną się na taką demonstrację przed Parlamentem Europejskim, który właśnie
przed chwilą zwiedzali. – Chcieliśmy się dowiedzieć, o co chodzi protestującym –
wyjaśniali młodzi, wyrażając zadowolenie z ciepłej i przyjaznej atmosfery, z
jaką ich przyjęto. – Wyznawcom każdej religii powinno zagwarantować się wolność
słowa oraz możliwość życia zgodnego z własnymi przekonaniami – podkreślali,
odnosząc się do sytuacji, że w katolickim kraju, jakim jest Polska, dyskryminuje
się katolicką Telewizję.

Na rezultaty wszelkiego typu manifestacji jako społecznego sygnału
dezaprobaty dla pewnych zjawisk zawsze trzeba czekać dość długo. Na pewno
manifestacja przykuła uwagę setek urzędników europejskich, którzy we wtorek
przed południem przechodzili w drodze do pracy przez plac Luksemburski.

Opisując wtorkowe wydarzenia w Brukseli, nie można przejść obojętnie wobec
szokującego zajścia, do jakiego doszło przed wysłuchaniem publicznym. Polakom,
którym pozwolono wejść do Parlamentu Europejskiego, zabierano nawet niewielkie
polskie flagi oraz chorągiewki z logo Telewizji Trwam i rzucano je na ziemię. Co
więcej, nie pozwolono również na fotografowanie całego zajścia. – To rzecz,
której nigdy wcześniej nie widziałem w Parlamencie Europejskim. W mojej ocenie,
nazbyt gorliwe służby porządkowe zostały w sposób szczególny uprzedzone, ażeby
uczestników tej manifestacji potraktować w sposób niezwykle obcesowy – ocenia
Dariusz Sobków. – Należałoby oczekiwać zdecydowanej reakcji polskiego MSZ na
nadgorliwość służb porządkowych w Parlamencie Europejskim wobec Polaków. W końcu
zostało powołane po to, aby reagować na przypadki wręcz deptania narodowych
symboli – podkreśla były ambasador tytularny.

Bogusław Rąpała, Bruksela

drukuj