Temu, który odważył się nie bać

Obchodzimy kolejną rocznicę śmierci Wielkiego Prymasa Polski Kardynała
Stefana Wyszyńskiego, człowieka, którego na trudne czasy dała Opatrzność
polskiemu Kościołowi i Narodowi. Możemy do niego odnieść słowa, które
"Przewodnik Katolicki" przed prawie stu laty odniósł do ks. kard. Stanisława
Hozjusza, wielce zasłużonego dla całego Kościoła i dla Polski: "(…) dla
wyjątkowych, przełomowych epok Bóg zsyła i wyjątkowych, przełomowych ludzi,
którzy podobni latarniom morskim dookoła oświetlają ciemności, tak iż zagrożeni
falami rozhukanymi żeglarze szczęśliwie przybyć mogą do portu". Dziś z
perspektywy czasu jaśniej widzimy i lepiej możemy docenić rolę, jaką Prymas
Wyszyński odegrał dla Kościoła i Narodu Polskiego w trudnych czasach komunizmu.
Rocznica ta jest nie tylko okazją do wspomnień, ale także do poszukiwań światła
i inspiracji dla naszych działań w czasach dzisiejszych, które również można
nazwać czasami próby dla Kościoła, dla Narodu i dla państwa.

Siła odwagi
Poszukując jakiegoś punktu odniesienia, na którym można by oprzeć całą
działalność Prymasa Wyszyńskiego, zarówno dla dobra Kościoła, Narodu, jak i
poszczególnych ludzi, wskazałbym (obok zawierzenia Bogu i Maryi) jeden: odważył
się nie bać. Systemy totalitarne budowane są na terrorze i opierają się na
strachu. Kiedy ktoś, a za nim inni, przestaje się bać, wtedy rozpoczyna się
upadek systemów totalitarnych, i tak stało się z polskim (a także sowieckim)
komunizmem. Pod datą 25 września1953 r. (piątek), a więc datą aresztowania
Prymasa Wyszyńskiego, kiedy przedstawiciele służb bezpieczeństwa po północy
wdarli się do kurii biskupiej, ksiądz Prymas z całą mocą – jak czytamy w
"Zapiskach więziennych" – oświadczył aresztującemu go oficerowi: "(…)
protestuję (…) przeciwko gwałtowi, przeciwko sposobom postępowania z
obywatelem, którego państwo mogło dosięgnąć w inny sposób, zgodny z Konstytucją.
Protestuję przeciwko uniemożliwieniu mi sprawowania rządów nad diecezjami
gnieźnieńską i warszawską. Protestuję przeciwko pogwałceniu jurysdykcji Stolicy
Świętej, którą wykonywałem na mocy uprawnień specjalnych. (…) Protestuję
przeciwko zakazowi spoglądania przez okno" (s. 14). Ta postawa odwagi, która
znosi strach, opisana na pierwszych stronach "Zapisków", będzie towarzyszyć cały
czas Prymasowi i okaże się jego wielką siłą, a zarazem zagrożeniem dla
komunistycznego systemu. Odwaga, świadomość własnych praw obywatelskich,
domaganie się prawa do prowadzenia misji duszpasterskiej, niepozwolenie na
zastraszenie siebie, na zamknięcie ust – to cechy bardzo potrzebne dzisiejszemu
polskiemu Kościołowi: zarówno duchownym, jak i świeckim.
Dziś, kiedy kierujemy nasz wzrok w stronę państw komunistycznych, takich jak
Chiny, Kuba, Korea Północna czy Wietnam, w których dokonuje się przymusowej
ateizacji – widzimy, że tym, co utrzymuje w tych państwach komunizm, jest
właśnie strach napędzany państwowym terrorem. W ostatnich tygodniach pojawiły
się nowe informacje na temat życia chrześcijan w tych państwach, a mianowicie,
że grupy katolików podejmują próby przełamywania strachu przed komunistycznym
reżimem, szczególnie w Wietnamie, a także w Chinach. Katolicy tych państw
domagają się prawa do wolności wyznawania wiary, gromadzenia się w świątyniach i
życia religijnego, co budzi oczywiste niezadowolenie reżimu i prowadzi do
zaostrzenia państwowych restrykcji.
Prymas Wyszyński wiedział, że swoją nieustraszoną postawą wobec przedstawicieli
komunistycznych władz państwowych, tajnych służb czy milicji daje przykład
odzyskiwania sił ducha dla duchowieństwa i ludzi świeckich, zgodnie z
ewangelicznym przesłaniem, by nie lękać się tych, którzy ciało zabijają, ale
duszy zabić nie mogą. Warto tu przypomnieć, że kiedy władze komunistyczne
próbowały podporządkować sobie Kościół, ks. kard. Wyszyński pisał w Liście
Episkopatu Polski do Rządu (8 maja 1953 r.): "Rzeczy Bożych na ołtarzu cesarza
składać nam nie wolno. Non possumus". Uczył, jak żyć, mimo biedy i
ideologicznego zniewolenia, z podniesioną głową, z godnością, z wewnętrzną
wolnością. Strach współczesnego Polaka ma nieco inny charakter, ale dalej
pozostaje elementem władzy rządzenia. Strach ten uzewnętrznia się na różne
sposoby. Strach przed suwerennością myśli i własnym zdaniem przejawia się w
poprawności politycznej; strach przed prawdą przejawia się w ucieczce w
relatywizm; strach przed otwartym wyznawaniem wiary przechodzi w udawaną
religię; strach przed przestrzeganiem zasad moralnych ujawnia się w tolerancji
zła; strach przed zachowaniem patriotyzmu i tradycji narodowych przejawia się w
nihilizmie.
Prymas Wyszyński wiedział, że Polak, który boi się tylko Boga, który wie, że
należy bardziej słuchać Boga niż ludzi, okaże się obywatelem bardzo
niebezpiecznym dla komunistycznego totalitaryzmu. I dziś warto o tym pamiętać,
że człowiek głęboko wierzący, prawdziwy katolik, wyzwolony od strachu wobec
władzy, jest i będzie niebezpieczny dla każdego totalitaryzmu.

Budzić świadomość podmiotowości
Jednym z głównych celów komunizmu było dążenie do ubezwłasnowolnienia
podstawowych podmiotów społecznych: rodziny, organizacji kościelnych, a także
samych obywateli, i poddanie ich totalnej kontroli ze strony państwa. Prymas
Wyszyński jako znawca katolickiej nauki społecznej, prawnik, teolog i filozof
wiedział, że podstawą suwerenności Kościoła i Narodu jest suwerenny w swoim
istnieniu i działaniu człowiek. Suwerenność zaś to nic innego jak wolność
samostanowienia o sobie, o własnej rodzinie, własnym życiu i działaniu, a także
o państwie. W tym też przejawia się autentyczna podmiotowość zarówno człowieka,
jak i całych społeczeństw. Świadomość chronienia tego w polskim społeczeństwie,
przypominania o tym, walki o to, od początku towarzyszyła Prymasowi
Wyszyńskiemu. Wystarczy przywołać temat rozprawy doktorskiej, który brzmiał:
"Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły". Świadomość praw rodziny,
świadomość praw katolików, praw Kościoła katolickiego, świadomość praw ludzkich
– to było fundamentem budowania autentycznej podmiotowości polskiej rodziny,
polskiego Kościoła i Polaka. Nic więc dziwnego, że Prymas Wyszyński do budzenia
świadomości własnej podmiotowości Polaka, polskiej rodziny, polskiego Kościoła,
polskiego katolika przywiązywał wielką wagę. W tym widział ochronę
najcenniejszych wartości rodzinnych, religijnych, patriotycznych i ludzkich,
dzięki którym Polska i Polacy mogli zachować w czasach komunistycznego
zniewolenia własną wolność i suwerenność. Obronić własne Westerplatte.
Po czasach tzw. transformacji ustrojowej rozpoczętej w 1989 r. wydawało się, że
polskie społeczeństwo odzyskało na nowo swoją podmiotowość, że może samostanowić
o sobie, o swojej religii, kulturze, polityce, wychowaniu, że jesteśmy
społeczeństwem obywatelskim. Włączenie w struktury Unii Europejskiej miało tę
suwerenność i podmiotowość jeszcze bardziej umocnić, zaś wybrany demokratycznie
rząd miał zrobić wszystko, by tego strzec. Tymczasem analizując suwerenność
gospodarczą, a także polityczną Polski, obserwując ostatnie społeczne protesty
różnych grup zawodowych, w tym także ludzi wierzących domagających się swoich
niezbywalnych praw w związku z blokowaniem dostępu do multipleksu dla
katolickiej Telewizji Trwam, uświadamiamy sobie, że znowu stajemy przed
problemem ubezwłasnowolnienia społeczeństwa przez rządzące partie,
ubezwłasnowolnienia katolików, ubezwłasnowolnienia Kościoła katolickiego. W
Polsce, w której wyznanie katolickie deklaruje 94 proc. społeczeństwa, chce się
to społeczeństwo pozbawić podmiotowości i ubezwłasnowolnić. Okazuje się, że dziś
musimy na nowo walczyć o prawa rodziny, o prawa katolików do własnych środków
przekazu, o prawa do nauczania historii, o prawa ludzi pracy do godnej pracy i
płacy, walczyć o prawo stanowienia o sobie, o swą podmiotowość. I tu znowu staje
przed nami postać Wielkiego Prymasa Polski, który jak morska latarnia rzuca
światło, w którym kierunku iść, przed czym się bronić, czego unikać, o co
walczyć i w walce tej nie ustawać.

Odnaleźć siłę w Bogu
Komunizm walczył może nie tyle z Bogiem, ile z ludźmi wierzącymi w Boga. Stąd
państwo komunistyczne podejmowało wszelkie działania, aby wykorzenić Boga z serc
ludzkich. Poczynając od przedszkoli, poprzez szkoły podstawowe, zawodowe, licea,
technika, szkoły wyższe ideolodzy komunistyczni środkami administracyjnymi
przeprowadzali przymusową ateizację. Wyrzucenie religii ze szkół, zdejmowanie
krzyży ze ścian szpitali, instytucji państwowych, szkół i urzędów było
nagłaśniane jako proces oddzielania Kościoła od państwa i budowania państwa
neutralnego, czyli ateistycznego.
Prymas Wyszyński widział w tym niebezpieczeństwo nie tylko dla społeczności
ludzi wierzących, lecz dla wszystkich obywateli Polski, co później w dobitnych
słowach wyraził Jan Paweł II, przestrzegając przed straszliwymi skutkami
rugowania Boga z życia ludzi i społeczeństw ludzkich, a czego świadkami byliśmy
w niedalekiej historii. "Skoro człowiek sam, bez Boga, może stanowić o tym, co
jest dobre, a co złe – przypominał Papież Polak – może też zdecydować, że pewna
grupa ludzi powinna być unicestwiona. Takie decyzje na przykład były podejmowane
w Trzeciej Rzeszy przez osoby, które po dojściu do władzy na drodze
demokratycznej uciekały się do nich, aby realizować przewrotny program ideologii
narodowego socjalizmu, inspirującej się przesłankami rasowymi. Podobne decyzje
podejmowała też partia komunistyczna w Związku Radzieckim i w krajach poddanych
ideologii marksistowskiej (…). Chodziło tu zazwyczaj o eliminację w wymiarze
fizycznym, ale czasem także moralnym: mniej lub bardziej drastycznie osoba była
pozbawiana przysługujących jej praw (…). Po upadku ustrojów zbudowanych na
"ideologiach zła" wspominane formy eksterminacji w tych krajach wprawdzie
ustały, utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień
ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana
przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego
postępu społeczeństw i całej ludzkości. Myślę na przykład o silnych naciskach
Parlamentu Europejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną
postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo adopcji. Można, a nawet
trzeba się zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze "ideologia
zła", w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa
człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie" ("Pamięć i tożsamość",
s. 19-20). Prymas Wyszyński w odpowiedzi na te zagrożenia formułuje program
nowenny dla uczczenia tysiąclecia chrztu Polski oraz przygotowuje tekst
odnowienia ślubów jasnogórskich, by w ten sposób umacniać wiarę w swoich
braciach. Z drugiej strony domaga się praw dla ludzi wierzących, którzy są
obywatelami państwa, które ma być miejscem, gdzie ludzie wierzący powinni także
mieć możliwość realizować się jako jego obywatele. Państwo jest przecież dla
obywatela, a nie odwrotnie. Ponadto państwo jest dla takiego obywatela, jakim
jest Polak w rzeczywistości, a nie jakiegoś wypreparowanego, a w Polsce 94 proc.
obywateli to ludzie wierzący, i w dodatku katolicy.
Dziś polski Kościół i polscy katolicy stają przed podobnymi problemami, z jakimi
w latach pięćdziesiątych mierzył się ks. kard. Stefan Wyszyński. Powracają próby
rugowania religii ze szkół, walki z krzyżami wiszącymi w szkołach, szpitalach i
instytucjach państwowych, ośmieszania księży, podważania autorytetu Kościoła,
ograniczania praw ludzi wierzących. Nierzadko robią to ci sami ludzie, którzy w
czasach prześladowań komunistycznych szukali schronienia w kościołach, na
plebaniach i w salkach katechetycznych. Wielu z nich zapomina dziś, że
zwycięstwo "Solidarności", podobnie jak te wcześniejsze pod Grunwaldem i
Wiedniem, pod Chocimiem i Warszawą, dał nam Bóg. Widząc to wszystko, przychodzą
na myśl słowa modlitwy Prymasa Wyszyńskiego, której tekst znajdujemy w
"Zapiskach więziennych" pod datą 10 października 1956 r., w dniu dziękczynienia
za zwycięstwo chocimskie. "Wielbię Twoją zwycięską rękę, Ojcze!
Dziękuję Ci za tę siłę wiary, która oparła się sile. Dziękuję za ten szczytny
idealizm, który poniósł rody całe na pola bitew i ofiarował wszystkich niemal
synów niejednej rodziny. Dziękuję za tę potęgę, którą wlałeś w skrzydła husarii.
Słyszę jej śpiew i czuję pęd zwycięski. Niech to wszystko śpiewa Tobie, Ojcze
Narodów. – A gdy dziękuję za przeszłość, proszę – wspomnij na bój, który dziś
toczymy, by Polska nie była zalana przez obcą przewrotność, przez
materialistyczną brutalność, przez półinteligencką pychę i wyniosłość. To
straszna siła, która zwycięża, ogłupiając trwogą nawet mężnych i dobrych.
Upomnij się o Naród Twój, którego jesteś Ojcem i Panem. Daj odpocząć odrobinę
ludziom znużonym przez nieustanny ucisk i walkę" (s. 252).
Jakże aktualna jest ta modlitwa i jakże nam dziś potrzebna.

 

Ks. prof. Andrzej Maryniarczyk SDB,
kierownik Katedry Metafizyki KUL

drukuj