Rozmowa z pos. Maciejem Małeckim przeprowadzona po posiedzeniu Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu 09.05.2012r.

Z posłem Maciejem Małeckim rozmawia o. Waldemar Gonczaruk CSsR.

 

 

Panie pośle, dostęp do konsultacji ogłoszonych przez Krajową Radę jest
skomplikowany. Na stronie internetowej rady trudno znaleźć zakładkę i przesłać
wniosek o przyznanie TV Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie.

To co Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji robi z konsultacjami pokazuje
najdobitniej jej intencje. Przyznam szczerze, że pierwszy raz spotkałem się z
tak skomplikowanym adresem instytucji lub podmiotu, któremu zależy na kontakcie
z odbiorcami. Każdy z nas załatwia jakieś sprawy przez internet. Kupowanie,
dopytywanie się o różne rzeczy, udział w sondażach, w różnych akcjach. Każdy
podmiot, który organizuje taką akcję stara się, aby jego adres był jak
najczytelniejszy. Te adresy są wręcz droższe. W tym wypadku postępowanie KRRiT w
postaci pana Jana Dworaka jest kpiną. To jest podanie adresu, którego nikt
niezapamięta.

KRRiT bardzo dobrze zadbała o to, aby kanały krajowych koncernów jak Polsat i
ITI były na cyfrowym multipleksie. Zadbała o to, aby ludzi byli poniekąd
zmuszeni do oglądania tych programów, mimo że ich oferta programowa nie każdemu
może odpowiadać.

Stacje, które dostały miejsce na multipleksie tak naprawdę niczym się nie
różnią. Równie dobrze mogłoby się ich pojawić cztery, a nie kilkanaście. To może
być taniec na lodzie, albo taniec w studio. To jest taka różnica, jak disco polo
latem czy disco polo zimą. Natomiast TV Trwam odróżnia się zdecydowanie. Ja
zgadzam się tezą Rafała Ziemkiewicza, publicysty. Powiedział, że telewizja Trwam
jest szpilką, która przebije balon medialnej obłudy w Polsce i tego wszystkiego
co wokół nas się dzieje, ponieważ ten kto ogląda TV Trwam widzi coś innego niż w
innych programach. A przede wszystkim widzi to, jaka Polska jest naprawdę. Że
mamy nieprzygotowane Euro, że mamy afery z udziałem z osób ważnych, często
związanych z partią władzy. Że mamy postępującą biedę w społeczeństwie i
nierówne warunki życia Polaków, tych którzy nie są gdzieś blisko określonych
osób. Natomiast w pozostałych mediach skupmy się na zabawie. Bawmy się, będzie
Euro. Potem będą inne atrakcje. Tylko Polska gdzieś się stacza w tym wszystkim.

Już nawet nie hasła chleba i igrzysk, ale igrzysk i igrzysk dostarczają nam
media i rządzący. My musimy z czegoś żyć i gdzieś pracować. Najlepiej w Polsce,
a nie po za jej granicami.

Zgadza się. Ja natomiast spotykam się w moim biurze z wieloma mieszkańcami z
Sochaczewa, czy Żyrardowa. Najczęstszym problemem jest praca. I naprawdę trudno
mówić osobom, które mają kilkoro dzieci na wychowaniu, że tej pracy nie ma. I
nie widać nawet nadziei na przyszłość, bo sytuacja w Polsce wcale się nie
poprawia. Nie każdy młody człowiek ma szanse taką, jak syn premiera Tuska,
którego podobno firma sama znalazła i zatrudniła. Wcześniej też miał kilka
pozytywnych przypadków w swoim życiu, niepojętych zupełnie dla wielu innych
młodych ludzi. Ale rzeczywistość nie jest taka, w jakiej żyje premier Tusk i
jego syn. Rzeczywistość jest taka, w jakiej żyją ludzie, którzy na co dzień
borykają się z normalnymi problemami. TV Trwam jest telewizją, która wychodzi do
tych ludzi. Która jest jakby obok tych osób, na co dzień. Nie tylko przy okazji
święta, nie poprzez igrzyska, nie po drugiej stronie, ale obok. Niestety z
innymi mediami tak nie jest.

Panie pośle, zauważył Pan ciekawą rzecz na zakończenie prac dzisiejszej
sejmowej komisji.

 

 

Niestety, ale w czasie posiedzenia komisji pani przewodnicząca Katarasińska
wprowadziła w błąd posłów, ponieważ tematem komisji było przyjęcie dezyderatu.
Pracowaliśmy nad dwoma dezyderatami. Pierwsza wersja – zgłoszona przez panią
poseł Barbarę Bubulę – tak jak zwracałem uwagę w czasie dyskusji w ostatnich
momentach prawie przeszła. Było prawie 50 na 50. Być może wśród tych posłów,
którzy nie głosowali, za wnioskiem pani Bubuli byli tacy, którzy uważali że
zagłosują za wnioskiem konkurencyjnym, szczególnie że pojawiały się do niego
propozycje modyfikacji. Tymczasem żeby nie dopuścić kogoś do głosu pani
Katarsińska najpierw ogłosiła, że jesteśmy w trakcie głosowania, następnie
przerwała posiedzenie komisji bez tego głosowania. Jeżeli jesteśmy w trakcie
głosowania, dokończmy to głosowanie. Albo przed głosowaniem pierwszego
dezyderatu powiedzmy to jest jedyny projekt, albo go przyjmiecie albo go nie
przyjmiecie. Uważam, że to była manipulacja ze strony pani przewodniczącej.
Zresztą nie pierwsza podczas posiedzeń komisji pod jej przewodnictwem.

Czy sejmowa komisja nie ma zastępców przewodniczącej, że musiano zakończyć
posiedzenie tego gremium?

Jak widać siedziało obok niej trzech zastępców. Pani przewodnicząca może w
każdej chwili przekazać prowadzenie komisji innej osobie, co zresztą zdarzało
się kiedy wychodziła na chwilę, na kilka minut z posiedzeń wcześniejszych
komisji. Natomiast tutaj mamy do czynienia z intencją. Pani przewodnicząca
pewnych głosów nie chce dopuszczać. Kiedy były wyczerpujące głosy ze strony
posłów PIS, z drugiej strony ze strony Platformy pojawiały się okrzyki, żeby
przerwać, żeby skończyć, że to nie jest ten czas. Pani przewodnicząca ku temu
się skłaniała i gdyby tylko wykazała odrobinę dobrej woli, a raczej zależało jej
na wyjaśnieniu sprawy wtedy przekazała by komukolwiek z trzech zastępców
prowadzenie komisji i mogła by wyjść tam gdzie chciała. Jak mówił poseł
Dziedziczak, bardzo nieładnym jest wykorzystywać pogrzeb do tego, aby skrócić
posiedzenie komisji. Komisja mogła się odbyć wczoraj, mogła by się odbyć jutro.
Nie było z tym żadnego problemu. Przecież my na posiedzenia komisji przychodzimy
o różnych porach, nawet wieczorem.

Bardzo dziękuje za rozmowę

Z posłem Maciejem Małeckim rozmawiał o. Waldemar Gonczaruk CSsR.

 

drukuj