Ewangelia

V niedziela wielkanocna

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia.
Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która
przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści
dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/
w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – o ile nie
trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja
jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten
przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we
Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją,
i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was,
poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna
chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

J 15,1-8

***

W lustrze historii

Nasz Dziennik, 2012-05-05

"Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!".
Święty Jan jest jak zawsze zwięzły i precyzyjny. Słowa apostoła dopełniają obraz
zarysowany dziś w Ewangelii; latorośli, która wszczepiona w winny krzew,
owocuje. Interpretując go, zwykle koncentrujemy się na ontycznej więzi, jaka
łączy oba pędy, wyrażając trwanie w Jezusie Chrystusie, życie Jego mocą,
poddawanie się Jego oczyszczającemu działaniu. Nie może to być jednak tkwienie
pasożytnicze w życionośnym organizmie: przyznawanie się do komunii z Nim tylko
po to, aby realizować własne plany, zdobyć poczucie bezpieczeństwa, zaspokoić
wewnętrzną potrzebę religijności. Byłoby to nadużywaniem relacji z Jezusem i
wspólnotą pozostałych latorośli. Chodzi tu o przejawy pozornego chrześcijaństwa,
które jest oparte tylko na tradycji, zwyczaju, budowane na powtarzaniu
niezrozumiałych znaków związanych z przynależnością do wspólnoty
chrześcijańskiej. Poza fasadą nie kryje się w nim żadne bogactwo. Jest jałowe,
deklarowana miłość pozostaje jedynie na poziomie "słowa i języka". To zbyt mało,
aby owocować.

Doświadczamy dziś sytuacji, gdy dokonuje się oczyszczenie
wspólnoty chrześcijańskiej. To naturalny proces jej dojrzewania, wzrostu. Boli
fakt, że pustoszeją kościoły, w dusze młodych ludzi wrasta nihilizm, nie ma już
w nich miejsca dla Boga. Nie może utracić wiary ten, kto jej naprawdę nigdy nie
miał, dlatego znak wspólnoty eklezjalnej tak często był nieczytelny dla świata.
Katharsis, które się w niej dokonuje, nie musi być zatem porażką – wręcz
przeciwnie: uwiarygodnia Kościół, przyczynia się do podniesienia jakości jego
wewnętrznego życia. Pozostające w nim "owocujące latorośle" stają się prowokacją
dla pozostałych, ukazują oblicze miłości, którą podjęli "czynem i prawdą".

ks. Paweł Siedlanowski
 

drukuj