Koperta Dworaka

Nie daje mi spokoju scena, gdy przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji Jan Dworak w programie Jana Pospieszalskiego pt. "Bliżej" w nerwowym
geście wydobył z kieszeni kopertę i wręczył gospodarzowi. Jak poinformował,
wewnątrz krył się "zielony banknot" na budowę Świątyni Opatrzności Bożej w
Warszawie, choć co tam naprawdę było i czy przypadkiem nie zielona trawa,
widzowie nie mieli sposobności się przekonać.

Bardzo ładnie, że Jan Dworak sfinansował łyżkę cementu. Bezprecedensowa
hojność szefa Krajowej Rady powinna być opiewana przez bardów, zwłaszcza że
tematem programu nie była nawet budowa tej świątyni, tylko dyskryminacja
katolickiej Telewizji Trwam. O ile mi jednak wiadomo, redaktor Pospieszalski ani
nie prowadzi zbiórki na budowę tego czy innego kościoła, ani nie jest
skarbnikiem archidiecezji warszawskiej. Jakie motywy kierowały więc szefem
Krajowej Rady, że nie dokonał, tak jak inni, wpłaty bezpośrednio na konto budowy
Świątyni Opatrzności Bożej, tylko przyszedł z tą kopertą akurat do dziennikarza?

Wprawdzie nie sposób w niektórych ludzkich zachowaniach doszukać się
pierwiastka racjonalności, ale zapewne Jan Dworak chciał pokazać, że ma gest i
że ogólnie jest katolikom przychylny, bo daje (dolara? trawę?) na budowę
świątyni. Żal. Widzowie Telewizji Trwam zdążyli tę jego przychylność odczuć na
własnej skórze, gdy Krajową Radę przerosło chociażby precyzyjne policzenie
imiennych protestów, których – jak pokazuje licznik bijący w "Naszym Dzienniku"
– już ponad dwa miliony wpłynęły do jej siedziby. Ponadto Jan Dworak przyznał
się publicznie, bez cienia zażenowania, że nie ogląda Telewizji Trwam, a inne
stacje, które otrzymały koncesję, "ogląda bardzo rzadko". To na jakiej podstawie
oceniał ich ofertę programową? Nie za to mu płacą?

O ile mi też wiadomo, Świątynia Opatrzności Bożej nie składała dotąd żadnych
wniosków do Krajowej Rady o przydział koncesji na nadawanie na naziemnym
multipleksie cyfrowym. W tym rzecz. Jan Dworak pochyla się z troską właśnie nad
takimi podmiotami, które absolutnie nic od niego nie chcą. Gdyby tylko Telewizja
Trwam – "zawiedziony podmiot" – nie starała się o miejsce na multipleksie,
zadowalając się pokazywaniem slajdów w salce katechetycznej, to i jej szef KRRiT
zapewne pomógłby jakimś datkiem w świetle jupiterów, np. na zakup mikrofonu.
Jednak ponieważ katolicka stacja o to zabiega i nieznośnie twardo stawia sprawę,
także przed sądem, Jan Dworak ma z nią prawdziwy kłopot. Jedyne, na co go stać,
to odmowa z "bardzo bogatym uzasadnieniem". Tym gorliwiej nawołuje do wznoszenia
kościołów. Jaki z tego morał? Na razie wolno nam jeszcze budować świątynie. Byle
nie pokazywać tego w telewizji.

Nie wolno nam już za to protestować. Prezydent Bronisław Komorowski (który
osobiście wyniósł Jana Dworaka na jego urząd i który mimo ponawianych apeli nie
widzi podstaw do jego odwołania) wyciągnął asa z rękawa i wezwał, aby na czas
mistrzostw Euro 2012 w Polsce zapanował "rozejm Boży", polegający w
szczególności na powstrzymaniu się od manifestacji. A tych szykuje się bez liku:
w obronie Telewizji Trwam, przeciw wydłużeniu wieku emerytalnego, manifestować
chcą taksówkarze i inne grupy zawodowe. Nietrudno przewidzieć, iż jedynym
beneficjentem tak zdefiniowanego rozejmu byłaby władza, której zapewniłoby to
święty spokój. Niechęć do dialogu nie jest już nawet ukrywana. A po Euro… o
wszystkim zapomnimy.

Jolanta Tomczak

 

drukuj