twitter.com/PBasiukiewicz

[TYLKO U NAS] Dr P. Basiukiewicz: Gdybyśmy chcieli całkowicie zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, musielibyśmy bardzo brutalnie pogwałcić wszystkie prawa obywatelskie i zastopować transmisję w domach oraz przymusowo izolować osoby zakażone

My przyjęliśmy strategię, w myśl której za wszelką cenę musimy izolować wirusa oraz osoby podejrzane, chore lub z dodatnim testem. Widzimy, że wirus i tak się transmituje. Gdybyśmy chcieli całkowicie zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, musielibyśmy bardzo brutalnie pogwałcić wszystkie prawa obywatelskie i zastopować transmisję w domach oraz przymusowo izolować osoby zakażone. Tego się nie da zrobić, a z pewnością takie rozwiązania są bardzo niebezpieczne z powodów humanitarnych. Powinniśmy natomiast doprowadzić do racjonalizacji naszego postępowania – mówił dr Paweł Basiukiewicz, elektrokardiolog, w rozmowie z portalem Radia Maryja.

Dr Paweł Basiukiewicz odniósł się do Deklaracji z Great Barrington, która dotyczy pandemii COVID-19 i trwającego na całym świecie lockdownu.

– Jej autorami jest 3 epidemiologów: prof. Martin Kulldorff, prof. Sunetra Gupta, prof Jay Bhattacharya. Jej pomysły są postulowane już od wiosny 2020 roku przez prof. Martina Kulldorffa. Chodzi o zogniskowanie środków, które przeznaczamy na walkę z pandemią na populację osób najbardziej zagrożonych ciężkim przebiegiem choroby i zgonem („focused protection”). Racjonalne podejście byłoby takie, żeby nie wpływać na transmisję wirusa u osób poniżej 50-70 roku życia, u których śmiertelność jest bardzo niska, natomiast skupić się na ochronie osób starszych, zanim nie osiągniemy progu odporności populacyjnej. Do momentu kiedy grupa młodszych osób w naturalny sposób uzyska odporność na wirusa, do tego czasu grupa podwyższonego ryzyka powinna być objęta zogniskowaną ochroną – wskazał nasz rozmówca.

Lekarz zwrócił uwagę na przyjętą w Polsce strategię walki z zakażeniami SARS-CoV-2.

 

– My przyjęliśmy strategię, w myśl której za wszelką cenę musimy izolować wirusa oraz osoby podejrzane, chore lub z dodatnim testem. Widzimy, że wirus i tak się transmituje. Gdybyśmy chcieli zatrzymać rozprzestrzenianie się wirusa, musielibyśmy bardzo brutalnie pogwałcić wszystkie prawa obywatelskie i zastopować transmisję w domach. Tego się nie da, a na pewno nie wolno nam zrobić. Powinniśmy natomiast doprowadzić do racjonalizacji naszego postępowania. Moja i nie tylko moja hipoteza jest taka, że skoro skupiliśmy większość środków na próbie izolacji wirusa za wszelką cenę, to to działanie doprowadziło do tego, że wiele osób bez koronawirusa zmarło z powodu kaskady przyczynowo-skutkowej wynikającej ze strachu pacjentów przed kontaktem z systemem ochrony zdrowia, nadmierną izolacją pacjentów w obawie przed możliwą transmisją zakażenia oraz opóźnionej lub braku opieki medycznej. Wystarczy przypomnieć ostatni przypadek 17-latka, który krążył 10 godzin w karetce, bo nie można mu było zrobić odpowiedniej diagnostyki i wdrożyć leczenia przyczynowego, bo ktoś podejrzewał u niego zakażenie koronawirusem i pacjent natychmiast wypadł poza „normalny” system – powiedział elektrokardiolog.

Dużo pytań bez odpowiedzi dotyczy testów PCR.

– Używamy testu PCR, w stosunku do którego jest coraz więcej wątpliwości. One cały czas narastają i kumulują się od roku, kiedy został on zaproponowany jako test będący złotym standardem diagnostyki zakażenia koronawirusem. Test PCR jest bardzo czuły i wykrywa najdrobniejszą molekułę, a przy złych ustawieniach może pokazać coś nieistniejącego. Test PCR nie pokazuje precyzyjnie osób, które zakażają lub są chore, tylko te prawdopodobnie mające materiał genetyczny wirusa w nosogardzieli. Z tego nie wynika, że osoba jest chora czy zakaża. Z tego wynika obecność materiału genetycznego wirusa w nosogardzieli, a też nie zawsze, bo w zależności od ustawień w procedurze testowania, czyli przy dużej ilości cykli (kolejne powielenia materiału genetycznego), możemy dostać sygnał wirusa, kiedy człowiek go nie ma. Nawet WHO już o tym napisało, że test PCR może być jedynie pomocą w diagnostyce – zaakcentował dr Paweł Basiukiewicz.

Rozmówca Radia Maryja szacuje, że styczność z SARS-CoV-2 miało około 15-20 milionów Polaków.

– Każdy z nas ma jakieś szacunki. Wiemy, że w tej chwili mamy 36 tysięcy zgonów z powodu koronawirusa. Średnia śmiertelność na podstawie analizy opublikowanej w biuletynie WHO wynosi 0.23 procenta. Ona jest w różnych grupach lub miejscach niższa lub wyższa. Nie wiemy, jaka jest śmiertelność w Polsce, bo nie prowadzono w tej materii szczegółowych analiz przy wykorzystaniu badań seroprewalencji, czyli określaniu, jaki jest odsetek osób z obecnymi przeciwciałami przeciwko SARS-CoV-2. Trzeba to robić systematycznie, bo jak zrobimy po pół roku, to duża część osób ma odporność, ale nie ma już przeciwciał. Biorąc za dobrą monetę wyliczenia dotyczące średniej śmiertelności i zwracając uwagę, że mogą się trafić testy wadliwe, fałszywie ujemne, pobrane we wczesnej fazie choroby, możemy z grubsza oszacować, że mamy między 15 a 20 milionów osób, które zetknęły się z wirusem. Jestem świadomy, że mogę się mylić, ale spada ilość zakażeń, czyli być może jesteśmy w okolicach progu odporności populacyjnej (która dla SARS-CoV-2 wynosi ok 60 proc.) i powinniśmy tę wiedzę wykorzystywać przy planowaniu strategii szczepień, gdyż nie ma sensu zużywać deficytowych zasobów na szczepienie ozdrowieńców lub osób z grup niskiego ryzyka – mówił lekarz.

Elektrokardiolog zwrócił uwagę, że koronawirusy nie są czymś nowym.

– Koronawirus SARS-CoV-2 nie jest czymś zupełnie nowym. On ma dużo wspólnego z koronawirusami, które znamy od lat 60. i większość jego genomu jest bardzo podobna. W związku z powyższym przynajmniej u części osób występuje odporność krzyżowa. Część osób, które zetknęły się z dotychczas znanymi koronawirusami wywołującymi przeziębienie może mieć odporność, która całkowicie zablokuje lub złagodzi przebieg infekcji koronawirusowej SARS-CoV-2 – podsumował dr Paweł Basiukiewicz.

Jakub Gronczakiewicz/radiomaryja.pl

drukuj