Protest na granicy ws. przywrócenia małego ruchu granicznego
Pracownicy przygraniczni wyszli na ulicę. Wielu z nich wciąż staje przed wyborem: praca lub kontakt z rodziną. Chcą przywrócenia małego ruchu granicznego, dlatego w piątek protestowali w Zgorzelcu.
Ograniczenia w ruchu granicznym obowiązują od 15 marca.
– Polska wprowadziła jako jedno z pierwszych, jeśli nie pierwsza w Europie, sanitarne kontrole graniczne, również ograniczyliśmy ruch graniczny w znacznym stopniu – wskazywał premier Mateusz Morawiecki.
Oprócz tranzytu każdy, kto przekroczy polską granicę automatycznie kierowany jest na 14-dniową kwarantannę. Dotyczy to również tych osób, które mieszkają w Polsce, a pracują za granicą.
– Jestem mieszkanką Zgorzelca, pracuję od lat w Görlitz. Codziennie chodziłam do pracy i wracałem do domu, do mojej rodziny i dzieci – mówiła Kalina Bader, nauczyciel pracujący w Niemczech.
Wielu ludzi zostało postawionych przed dylematem: stracić pracę lub kontakt z rodziną.
– Dzisiaj nie podjęliśmy decyzji o otwarciu granic, a raczej chcemy przedłużać ten reżim kontrolny, który jest cały czas utrzymywany – podkreślał premier RP.
Tymczasem kraje sąsiadujące z Polską powoli znoszą wprowadzane ograniczenia. Od 4 maja w Niemczech mają zostać otwarte szkoły.
– Nie mogę wrócić do moich uczniów. Mam dwoje małych dzieci: trzy i sześcioletniego syna. Nie wyobrażam sobie, żeby ich zostawić w domu, i np. przeprowadzić się – akcentowała Mirella Binkiewicz, nauczyciel pracujący w Niemczech.
Takich osób jest więcej. W piątek protestowali na kładce dla pieszych łączącej Zgorzelec z niemieckim miastem Gorlice, które przed zamknięciem granic funkcjonowało jako jedno miasto. W proteście po stronie polskiej wzięło udział ok 300 osób, po niemieckiej 100.
– Nie mogę sobie pozwolić, nie tylko ze względu na zarobki, ale i na sytuację rodzinną, że po prostu wyjeżdżam do Niemiec czy do innego kraju i zostawiam dom. Nie stać mnie, żeby opłacić dwa domy – mówiła pani Halina, pracująca w Niemczech.
Przywrócenie małego ruchu granicznego to dla rządu trudna decyzja. Tym bardziej, że w krajach zachodnich liczba zachorowań na koronawirusa jest o wiele większa.
– Istnieje ryzyko, ze jeżeli ktoś wyjedzie do Niemiec i wróci bez kwarantanny, to niestety doprowadzi to do rozprzestrzeniania się choroby – wskazał w Radiu Zet Piotr Müller, rzecznik rządu.
Sprawą na początku przyszłego tygodnia zajmie się Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego. Niewykluczone, że wtedy zapadną konkretne decyzje.
TV Trwam News



