fot. PAP/EPA

Kryzys polityczny w Hongkongu

W lokalnych wyborach w Hongkongu wygrała opozycja demokratyczna. Jej przedstawiciele będą rządzić w radach siedemnastu dzielnic. Przedstawiciele Pekinu wygrali tylko w jednym obwodzie.

– Miażdżące zwycięstwo partii demokratycznej w Hongkongu to jaskrawy wyraz sprzeciwu wobec polityki Pekinu – podkreśla politolog Marcin Adamczyk.

Zdają sobie z tego sprawę także same władze autonomicznego regionu Hongkongu.

– Podzielamy poglądy wyborców, które zostały wyrażone w tych wyborach.  Usprawnimy zarządzanie w dalszej naszej pracy – wskazuje Carrie Lam, szefowa autonomicznego regionu Hongkongu

Nie ma jednak ani słowa o tym, czego wyborcy oczekują najbardziej. Mieszkańcy chcą, by wybory na szefa regionu Hongkongu były bezpośrednie i w pełni demokratyczne.

– Pekin w tej sytuacji nie ma tak naprawdę dobrego wyjścia. Może siłowo stłamsić protesty niczym na placu Tiananmen, a w tym momencie spotka się to zapewne ze sporym ostracyzmem ze strony społeczności międzynarodowej […] Z drugiej strony Pekin nie może sobie pozwolić na dalsze rozwijanie się protestów – akcentuje Marcin Adamczyk.

Istnieje ryzyko, że rozprzestrzenią się na resztę Chin. Szefowa administracji Hongkongu nie zamierza ustąpić przed demonstrantami.

– Hongkong nie może dłużej tolerować tej chaotycznej sytuacji. Każdy chce wrócić do normalnego życia. A to wymaga wspólnego wysiłku każdego z nas. Jak już wielokrotnie powtarzałam, uciekanie się do przemocy nic nie da – podkreśla Carrie Lam.

Komentatorzy zauważają, że po wygranych wyborach przez siły demokratyczne, protesty mogą nabrać na sile.

TV Trwam News

drukuj