fot. flickr.com

Drugi dzień protestu fizjoterapeutów

Dziś protest fizjoterapeutów przybierze formę strajku włoskiego. Fizjoterapeuci domagają się poprawy warunków pracy. Chodzi przede wszystkim o wzrost płac oraz zwiększenie dostępności do fizjoterapii.

We wtorek 5 tysięcy pracowników tej grupy zawodowej oddało krew i wzięło dzień wolny. Z kolei od dziś przystępują do strajku włoskiego. W planach jest też przechodzenie na zwolnienia lekarskie, a także głodówka.

Dr Tomasz Dybek, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii, podkreślił, że sytuacja fizjoterapeutów wymusza często wyjazd za granicę, a nawet zmianę profesji.

– Dzisiaj – jako wykładowca akademicki – z bólem serca mogę powiedzieć jedną rzecz, nie chodzi tylko o fizjoterapeutów, ale także o inne zawody. System nie widzi fizjoterapeuty, diagnosty, elektroradiologa itp. Młodzi ludzie po ukończeniu studiów są z góry skazani na zagładę. W bloku zachodnim pracuje ¾ fizjoterapeutów, którzy kształcą się w Polsce i wyjeżdżają. Wielu młodych ludzi zdobywając wyższe wykształcenie zmienia swoją profesję, bo zarabiają od 1600 – 1800 złotych. Taką kwotę zarabia – według twardych danych – 80 procent fizjoterapeutów pracujących w państwowym systemie zdrowia – podał dr Tomasz Dybek.

W ubiegłym roku podwyżki wynegocjowali lekarze, pielęgniarki oraz ratownicy. Porozumień płacowych nie podpisali wtedy m.in. fizjoterapeuci.

Łukasz Szumowski, minister zdrowia, wskazał, że nastąpił wzrost ryczałtów w placówkach i teraz od dyrektorów zależy, czy będą mogli poprawić sytuację finansową tych zawodów, które nie zostały uregulowane odrębnie.

Dziś do protestu i postulatów fizykoterapeutów odniosła się też Joanna Kopcińska, rzecznik rządu.

– W niektórych obszarach zarobki są bardzo niskie, pracujemy nad tym; celem rządu jest, aby Polacy zarabiali więcej – wskazała Joanna Kopcińska.

RIRM

drukuj