Śledztwo traci impet
Z Sebastianem Putrą, synem Krzysztofa Putry, wicemarszałka Sejmu,
który zginął na Siewiernym, rozmawia Adam Białous.
Jedno z najokazalszych rond w Białymstoku nosi imię marszałka
Krzysztofa Jakuba Putry. Na takie honory dla osób, które zginęły pod
Smoleńskiem, nie każde władze miast się decydują.
– Mam bardzo pozytywne uczucia związane z tym wydarzeniem. Tym bardziej że dane
mi było uczestniczyć, jako radnemu PiS, w powstawaniu i przyjmowaniu tej uchwały
honorującej zasługi mego ojca. Cieszy mnie, że przyjęto ją niemal jednogłośnie.
Odczytuję to jako wyraz szacunku dla kultury politycznego dyskursu, jakiego
mistrzem był mój tato. On potrafił spokojnie i rzeczowo rozmawiać ze wszystkimi,
nawet z przeciwnikami politycznymi. Kiedy przyjęto uchwałę, wstałem i
podziękowałem radnym w imieniu swoim i całej naszej rodziny. Uważam, że rondo,
które otrzymało imię Krzysztofa Putry, zostało wybrane bardzo trafnie, bo
poprzez wybiegające z niego drogi, w sposób symboliczny, łączy ono Suwalszczyznę
i Białostocczyznę – ziemie, na których ojciec wzrastał, żył i dla których
rozwoju pracował.
Prezydent Bronisław Komorowski podczas prezentacji projektu pomnika
poświęconego wszystkim ofiarom katastrofy, który ma stanąć na Siewiernym za rok,
powiedział, że ma on łączyć dwa narody. Sądzi Pan, że ten postument spełni to
trudne zadanie?
– Nie jestem przeciwnikiem stawiania pomników ofiarom katastrofy, jednak ten,
choćby był najpiękniejszy i największy, nie zasypie przepaści, którą między
Polską a Rosją wykopała katastrofa smoleńska. Może to jedynie uczynić uczciwe
wyjaśnienie jej okoliczności, przebiegu i przyczyn. A tego – mimo iż od czasu,
gdy wydarzyła się ta tragedia, minęły już dwa lata – jeszcze się nie
doczekaliśmy. Władze Rosji – gdyby naprawdę chciały pojednania – przekazałyby
Polsce oryginalne czarne skrzynki, szczątki rozbitego samolotu i inne materiały
dowodowe potrzebne naszym śledczym czy ekspertom, żeby mogli je zbadać. Minęły
dwa lata, a nam tych kluczowych dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy dowodów
jednak nie przekazano. O czym to może świadczyć? Na pewno nie o woli pojednania.
Podobną postawę reprezentują władze naszego kraju. Najpierw oddając wszystkie
dowody Rosjanom, a teraz pozorując jedynie, że wywierają na nich jakieś naciski,
żeby władze Rosji je oddały. Natomiast brakiem elementarnych ludzkich zachowań
nazwać można postawę tych naszych decydentów, którzy pomimo że udowodniono, iż
się mylili, dotąd za to nie przeprosili. Myślę tu m.in. o kutej przez nich
"prawdzie" o obecności gen. Błasika w kokpicie – co nie zostało przecież
potwierdzone, o przebadaniu miejsca katastrofy głęboko na metr czy innych takich
twierdzeniach, które dziś już można śmiało włożyć między bajki. Nikt, kto je
opowiadał, nie przeprosił i nie przeprasza. Tak wygląda brak odpowiedzialności
osób piastujących wysokie stanowiska w państwie.
Jak ocenia Pan sposób przekazu medialnego w sprawie nowych wątków i
faktów wychodzących na jaw w sprawie katastrofy?
– Oburza mnie postawa tzw. głośnych mediów, które tragedię narodową i rodzin
traktują jedynie jak temat, na którym można zarobić. Obserwuję, że na co dzień
nie zauważają one ważnych faktów dotyczących katastrofy smoleńskiej, natomiast
dopiero w czasie, gdy mamy kolejną jej rocznicę, tworzą prawdziwy nawał
materiałów informacyjnych. Podaje się wówczas informacje sprawdzone, ale też
niesprawdzone. Po prostu wszystko, co się dobrze sprzeda. To wywołuje jedynie
jakiś medialny chaos.
W ostatnich dniach mamy reaktywację medialnej aktywności członków
komisji Millera, powrót zgranych tez m.in. o błędach pilotów. Sądzi Pan, że ma
to związek z coraz śmielej podnoszonym przez środowisko naukowe głosem o
potrzebie rzetelnych badań nad tym zdarzeniem?
– Dla mnie wiarygodne są wyniki prac zespołu Antoniego Macierewicza. Mają one
rzetelne potwierdzenie w postaci wykonanych przez fachowców fizycznych badań,
obliczeń. Przekonuje mnie również posiadane przez nich doświadczenie naukowe.
Moim zdaniem, właśnie tacy ludzie powinni zajmować się badaniem przebiegu i
przyczyn katastrofy smoleńskiej. Wyniki prac komisji, które już je dawno podały
do wiadomości publicznej, jak MAK czy komisja Millera, tylko to potwierdzają.
Przy rzetelności ekspertyz komisji Antoniego Macierewicza wypadają one po prostu
żałośnie, przede wszystkim dlatego, że same sobie przeczą. Na dodatek ani MAK,
ani komisja Millera nie mają nawet zamiaru skorygowania wniosków zawartych w ich
raportach, chociaż w świetle nowych faktów okazały się one zupełnie nietrafione.
Cieszy więc mnie, że istnieje zespół Antoniego Macierewicza, bo działa
niezależnie i nie pozwala utrwalać wygodnych dla decydentów bezzasadnych
hipotez, m.in. tej, że wszystkiemu winni byli piloci.
Prokuratura zarządziła do tej pory ekshumacje ciał trzech osób. Rodziny
są zaniepokojone brakiem rzetelnej dokumentacji rosyjskiej i niechlujnością
procedur sekcyjnych przeprowadzanych w Moskwie. Czy w tym kontekście nie
zastanawia się Pan, jak wyglądało badanie ciała Pana ojca?
– Nie akceptuję faktu, iż ekshumację przeprowadza się bez zgody na to
najbliższej rodziny – tak jak było w przypadku ekshumacji ciała Janusza Kurtyki.
Jednak jestem zdania, że jeżeli taka czynność jest konieczna, to powinna być
przeprowadzona. Po tym, co ustalono w wyniku ekshumacji i badania szczątków
m.in. śp. Przemysława Gosiewskiego, jest we mnie wielka niepewność co do tego,
jak Rosjanie potraktowali ciała innych ofiar katastrofy. Dlatego, gdyby
prokuratura naciskała na nas, byśmy wyrazili zgodę na ekshumację ciała mojego
taty, na pewno byśmy poważnie się zastanowili. Zresztą nie wiem, czy prokuratura
nie dokonałby ekshumacji, a później sekcji bez naszej zgody. W każdym bądź razie
nasza rodzina do tej pory nie składała wniosku o ekshumację. Jeśli chodzi o
śledztwo prokuratury wojskowej, coraz mniej mam wiary w to, że ono zbliży nas do
poznania prawdy. Obserwując dochodzenie prowadzone przez tę prokuraturę,
zauważam, że raczej traci ono tempo, jakby zamiera. Jeszcze kilka miesięcy temu
otrzymywaliśmy dość regularnie z prokuratury jakieś informacje o podejmowanych
przez nią działaniach, natomiast od dłuższego już czasu nikt nas o niczym nie
informuje. Minęło już tyle czasu, a prokuratura wojskowa nie postawiła jeszcze
nikomu żadnego zarzutu, nic nie wiadomo również o wynikach tego śledztwa.
Dziękuję za rozmowę.
