Rewolucja genderowa

Kultura, w której żyjemy u progu trzeciego tysiąclecia, integruje
pozytywne owoce historycznego procesu naznaczonego dekolonizacją, potężnym
ruchem zapewniającym kobietom status społeczny, którego nigdy wcześniej nie
miały, czy załamaniem marksizmu-leninizmu.

W czasie coraz szybszej globalizacji, kultura ta najwyraźniej celebruje,
zapewne bardziej niż we wszelkich wcześniejszych kulturach, równość wszystkich
ludzi. Nasze pokolenie może także odkrywać i podziwiać fascynującą różnorodność
ludów i kultur oraz ich specyficzne i niezastąpione miejsce w ludzkości.
Mieszkańcy Zachodu mogą obecnie w duchu braterstwa pobierać nauki humanizmu u
swoich braci i sióstr afrykańskich, chińskich czy indiańskich.
Wyłania się nowa kultura. Mamy nadzieję, że porzuca ona negatywne komponenty
nowoczesnej zachodniej syntezy, takie jak autorytaryzm, odgórne narzucanie i
instytucjonalizację, koalicję siły z rozsądkiem, racjonalizm i owładnięte nim
teorie i ideologie, a także samolubny indywidualizm. Aspekty nowej kultury,
takie jak humanizm, solidarność, oddolne uczestnictwo, dialog, włączenie,
samookreślenie, troska o środowisko, proces decyzyjny oparty o autentyczny
konsensus, wybór i odpowiedzialność, najwyraźniej wskazują na uniwersalne
pragnienie zwykłego człowieka powrotu do ludzkiej formy organizacji społecznej:
oparcia się na konkretnej rzeczywistości tego, kim jesteśmy jako osoby i co nas
uszczęśliwia w naszej osobistej i społecznej egzystencji oraz codziennym
doświadczeniu.

Poszukiwanie osobistego szczęścia prowadzi wielu ludzi do odkrycia radości z
nieskrępowanej zgody na to, co w świadomości rozpoznaje się jako rzeczywiste,
uniwersalnie prawdziwe i dobre, kochające, prowadzące do szczęścia. Decyzja ta
jest zawsze wolnym wyborem osobistym.

Dostrzegamy jednak zagrożenie procesem określanym mianem odgórnego
globalizmu, który pod pozorem oddolnego uczestnictwa, równych praw i braku
dyskryminacji wykorzystuje kanały globalnego zarządzania do wymuszenia globalnej
akceptacji pewnych interesów przez manipulacje językowe w procesie budowania
konsensusu. Ta nowa forma odgórnego zakamuflowanego dyktatu przedłuża kolonialne
i ideologiczne błędy przeszłości i już spowodowała urazy i spory. Faktycznie,
nic nie może być bardziej sprzeczne z duchem naszych humanistycznych czasów niż
rzekomo oddolna realizacja celów nakreślonych globalnie, niż wymuszanie na
krajach przyjęcia motywowanych ideologicznie agend.

Nie sposób zanegować istnienia kulturowej, politycznej i prawnej walki
toczonej na tych forach w sprawie "tożsamości płci kulturowej", "orientacji
seksualnej", istoty praw czy znaczenia uniwersalizmu. Czynnikiem kluczowym jest
język.

Genderowa agenda

Prześledźmy historię terminu "płeć kulturowa" w dyskursie ONZ. Termin ten
wszedł do języka międzynarodowych tekstów przez niewiążące dokumenty uzgodnień w
procesie konferencji ONZ lat 90. Przełomem była Pekińska Platforma dla Działania
z 1995 roku, w której "perspektywa płci kulturowej" jest sednem, a
"równouprawnienie płci kulturowej" głównym celem. Po Pekinie Sekretariat ONZ
szybko i skutecznie wprowadził "płeć kulturową" do głównego nurtu działań ONZ,
zaś równouprawnienie płci kulturowej zostało szybko zidentyfikowane jako
zdecydowany priorytet globalnego zarządzania, wręcz warunek uzyskania pomocy
rozwojowej.

Termin "płeć kulturowa" i jego liczne pochodne nie występują w języku prawnie
wiążących instrumentów przed rokiem 1990. Traktaty praw człowieka odnoszą się do
"mężczyzn i kobiety", "współmałżonków", "rodziców", "matki", "męża" i "żony" w
ustępach poświęconych równości (godności czy praw), rodzinie, małżeństwu i
edukacji dzieci. Odnoszą się też do "płci fizycznej" ("sex"), zakazując
dyskryminacji. Przykładowo, Karta ONZ z 1945 roku afirmuje wiarę w "równe prawa
mężczyzn i kobiet" (preambuła pkt 2), podobnie jak Powszechna Deklaracja Praw
Człowieka z 1948 (UDHR preambuła pkt 5), Międzynarodowa Konwencja Praw
Obywatelskich i Politycznych (ICCPR art. 3), Międzynarodowa Konwencja Praw
Ekonomicznych, Społecznych i Kulturalnych z 1966 (ICESR art. 3) i Konwencja
Eliminacji Wszelkich Form Dyskryminacji Kobiet z 1979 (CEDAW preambuła).
Konwencja Praw Dziecka z 1989 dotyczy "równouprawnienia płci fizycznych" ("sexes")
(CRC art. 29).

Międzynarodowa Karta Praw także uznaje rodzinę (w liczbie pojedynczej, nie
"rodziny") za naturalną i podstawową komórkę społeczną, uprawnioną do ochrony
społecznej i państwowej (UDHR art. 16/3, ICCPR art. 23, ICESCR art. 10), opartą
na małżeństwie mężczyzny i kobiety (UDHR art. 16/1), tworzoną wyłącznie za pełną
i wolną zgodą przyszłych współmałżonków, jednoznacznie rozumianych w kontekście
tych dokumentów jako mąż i żona, mężczyzna i kobieta (UDHR art. 16/2, ICCPR art.
23/3). Karta ta afirmuje inherentną – czyli wynikającą z samej natury człowieka
– godność wszystkich członków ludzkiej rodziny. Inherentna godność osoby,
płciowe zróżnicowanie mężczyzny i kobiety, ich równość w godności, małżeństwo
jako związek między mężczyzną a kobietą, prokreacja i macierzyństwo, rodzina
jako naturalna i podstawowa komórka społeczna, prawa rodziców do wyboru formy
edukacji ich dzieci (UDHR art. 26/3) oraz tożsamość małżeńska osoby są pojęciami
uniwersalnymi, wzajemnie połączonymi, niezbywalnymi i nierozerwalnymi. Język
traktatów praw człowieka nazywa te pojęcia takimi, jakie są, ponieważ taka jest
faktycznie funkcja języka. UDHR nie podaje w wątpliwość ich wzajemnej zależności
czy ontologicznej jedności mężczyzn i kobiet, której tylko jednym z elementów
jest tożsamość biologiczna. UDHR nie wybiega poza deklarację tego, co wszyscy
ludzie, kobiety i mężczyźni, "wyposażeni w rozum i sumienie" (UDHR art. 1), mogą
swobodnie i powszechnie uznać za prawdziwe i dobre. Faktycznie, funkcja prawa
nie polega na kreowaniu rzeczywistości i prawdy, ale na wskazywaniu tego, co
jest prawe. W przeciwnym razie prawo i uniwersalizm stałyby się arbitralnym
dyktatem. Tradycyjne znaczenie płci kulturowej (ang. gender = rodzaj) jest
związane z gramatycznymi kategoriami "męskim", "żeńskim" i "nijakim" w językach
starożytnych i współczesnych. Niemniej, humaniści i socjologowie należący do
zachodniej postmodernistycznej inteligencji pracowali nad odmiennym znaczeniem
od połowy lat 50. Czerpiąc inspirację z radykalnych ruchów feministycznych i
homoseksualnych, dążących do równości wyłącznie w aspekcie praw społecznych,
wprowadzili rozróżnienie pomiędzy płcią kulturową a fizyczną, ograniczając tę
ostatnią do biologiczno-fizjologicznej charakterystyki definiującej mężczyznę i
kobietę oraz używając płci kulturowej w odniesieniu do tego, co uznali za
społecznie ustanowione role, które dane społeczeństwo uważa za właściwe dla
mężczyzn i kobiet. W praktyce, macierzyństwo, rodzinę opartą na małżeństwie
mężczyzny i kobiety, komplementarność mężczyzny i kobiety, małżeńską tożsamość
osoby, kobiecość, męskość i heteroseksualność traktują jak społeczne wytwory i
stereotypy prowadzące do braku równouprawnienia i dyskryminacji, a zatem
wymagające kulturowej dekonstrukcji. Na końcu tego rewolucyjnego procesu samo
ciało mężczyzny i kobiety postrzegano jako wytwór społeczny. Agenda płci
kulturowej oddziela osobę niejako od niej samej, od jej ciała i antropologicznej
struktury. Nie ulega wątpliwości, że przy tak radykalnej definicji płeć
kulturowa staje się wyłącznie wytworem intelektualnym, trudnym do pojęcia dla
kultur niezachodnich.

Pułapka semantyczna

Trudno o coś bardziej sprzecznego z duchem UDHR. Ponieważ rewolucja płci
kulturowej jest procesem dokonującym dekonstrukcji uniwersalnych rzeczywistości
opisanych w UDHR, nic dziwnego, że język nazywający te rzeczywistości stopniowo
znikał z języka globalnego zarządzania, identyfikowanego z agendą płci
kulturowej. Zapanował nowy semantyczny pakiet, w którym płeć kulturowa nie jest
jedynym komponentem: reprodukcyjne i seksualne zdrowie i prawa (zamiast
prokreacji), rodzina we wszystkich swoich formach albo różne formy rodziny, albo
rodziny (celowo niejasne, aby obejmowały "wszystkie możliwe wybory" zamiast
rodziny), bezpieczna aborcja, wolność wyboru, stereotypy (zamiast
komplementarności), wytwory społeczne, równi partnerzy (zamiast współmałżonków),
wymuszona ciąża – to tylko kilka. Wieloznaczność jest powszechną cechą nowego
języka, który nie jest jednoznacznie zdefiniowany, ponieważ nie nazywa
rzeczywistości, tylko wytwory ideologiczne.

Wieloznaczność nie przyniosła pokojowych stosunków między państwami
członkowskimi ONZ, między kulturami zachodnimi a wschodnimi, między ludźmi
świeckimi a religijnymi, między milczącymi większościami a aktywnymi
mniejszościowymi lobby. Zamiast wyrażać prawdziwy konsensus i bardzo potrzebną
wizję nadziei na XXI wiek, okazała się wprowadzać podziały.

Pomimo ogromnej przewagi w dokumencie i relatywnej nowości w terminologii ONZ
płeć kulturowa nie jest zdefiniowana w Pekińskiej Platformie dla Działania.
Promotorzy tej agendy, zarówno nierządowi, jak i rządowi (głównie zachodni),
którzy zdołali jednak zintegrować ją z dokumentem, strategicznie unikali
definicji tego terminu, tak aby działać niezauważalnie i stopniowo. Brak
wyrazistości wytworzył polityczną ziemię niczyją. Wielu skłaniało się ku
interpretacji płci kulturowej w tradycyjnym znaczeniu gramatycznym. Inni,
świadomi ukrytej agendy, usiłowali ją zwalczyć lub powstrzymać. Niezadowolenie
było odczuwalne.

Jedyna definicja płci kulturowej uzgodniona międzyrządowo i wiążąca prawnie
znajduje się w art. 7/3 Statutu Międzynarodowego Sądu Karnego z 1998 r. Oto
definicja: "Termin "płeć kulturowa" dotyczy dwóch płci fizycznych, męskiej i
żeńskiej, w kontekście społeczeństwa. Termin płci kulturowej nie wskazuje na
jakiekolwiek znaczenie odmienne od powyższego". A zatem, w obecnym stanie
rzeczy, nie ma prawnego czy politycznego, a tym bardziej moralnego obowiązku
przestrzegania zachodniej ideologicznej interpretacji płci kulturowej. Gdy
agendy pewnych interesów stają się polityką i prawem, wówczas uczestniczą w
obywatelsko-edukacyjnej funkcji prawa i rządu, czyli w tworzeniu kultury
sprzecznej z pragnieniem wszystkich ludzi osiągnięcia prawdziwego konsensusu.

ONZ motorem rewolucji kulturowej

Po Pekinie, ukryta agenda ujrzała światło dzienne. Organa ONZ sprzyjające
projektowi postmodernistycznej inteligencji wyprodukowały różne "definicje" płci
kulturowej, tworząc ideologiczne ramy dla wdrożenia Pekińskiej Platformy dla
Działania. Te tak zwane "definicje" są długie i mylące. Ulegają ciągłym zmianom
i nie pozwalają na jednoznaczne ujęcie meritum koncepcji płci kulturowej. Są
formułowane w taki sposób, aby umożliwiać interpretację obejmującą orientację
seksualną i tożsamość płci kulturowej – kategorie nieposiadające jednoznacznej i
uzgodnionej definicji w prawie międzynarodowym.

Aktualna definicja Kobiet ONZ, w odniesieniu nie tylko do "relacji pomiędzy
kobietami a mężczyznami", ale także do "relacji pomiędzy kobietami" i "pomiędzy
mężczyznami", wyraziście ilustruje tę inklinację: "Płeć kulturowa dotyczy
społecznych atrybutów i możliwości związanych z posiadaniem płci męskiej i
żeńskiej oraz relacji między kobietami a mężczyznami i dziewczętami a chłopcami,
a także relacji między kobietami i między mężczyznami. Te atrybuty, możliwości i
relacje są społecznie tworzone i uczone w procesie socjalizacji. Są one związane
z kontekstem/czasem i zmienne. Płeć kulturowa determinuje to, co jest
oczekiwane, dopuszczane i cenione w kobiecie albo mężczyźnie w danym kontekście.
W większości społeczeństw istnieją różnice i dysproporcje pomiędzy kobietami a
mężczyznami w przydzielonych im obowiązkach, podejmowanych działaniach,
dostępnością i kontrolą zasobów oraz możliwościach decyzyjnych. Płeć kulturowa
jest częścią szerszego kontekstu społeczno-kulturowego. Inne istotne kryteria
analizy społeczno-kulturowej obejmują klasę, rasę, poziom ubóstwa, grupę
etniczną i wiek".

Rośnie globalna świadomość, zwłaszcza w świecie rozwijającym się,
rzeczywistej nieuzgodnionej treści agendy płci kulturowej w czasie jej
zdecydowanej ewolucji od interpretacji feministycznej do interpretacji
homoseksualnej, którą kierują lobby dysponujące potężnym zapleczem finansowym i
wsparciem ONZ, za zgodą – i w czasie faktycznego kierownictwa – niektórych
rządów.

Naprawmy błędy przeszłości

Pozwolę sobie zakończyć następującymi kilkoma uwagami.

UDHR jest przedmiotem autentycznego konsensusu, ponieważ artykułuje to, co
może być uniwersalnie rozpoznawane jako prawda o osobie, małżeństwie i rodzinie.
Obecnie niektórzy usiłują narzucić radykalnie odmienną interpretację
uniwersalizmu, włączając do niej wszelkie style życia i wybory ideologiczne,
niezależnie od stopnia ich odmienności. Zasada uniwersalizmu traktowana
instrumentalnie w celu promocji interesów nieobjętych konsensusem jest zatem
sprzeczna z UDHR jako dyktat, który natychmiast staje się niespójny
intelektualnie, konfliktowy społecznie i nietrwały politycznie. W autentycznym
konsensusie, wolnym i szczerym, nie ma miejsca na łamanie sumienia. Możliwość
nieskrępowanego rozróżniania jest podstawowym prawem każdej osoby. Prawo to jest
uniwersalne, związane z wolnością człowieka i jego prawem do wolności sumienia,
czyli także związane z naszym tematem. Zawsze mamy wybór przyjęcia albo
odrzucenia tego, co uważamy za dobre, a zatem uniwersalne. Jednak dziś istnieje
tendencja patrzenia na człowieka jak na ofiarę, podczas gdy w rzeczywistości
człowiek jest po prostu pasywny i nie rozróżnia. Uznanie kogoś za ofiarę oznacza
uzależnienie od ideologii, od systemu.

Nowa polityka najwyraźniej przyznaje nieproporcjonalną władzę lobby
promującym agendy dzielące społeczeństwa, choć powinna być po stronie dobra
ludzi i po stronie rodziny jako podstawowej komórki społecznej. Polityce tej
brakuje kontroli i równowagi. Jednak globalna żądza władzy nie zmienia
rzeczywistości uniwersalnych aspiracji człowieka. Mamy nadzieję, że po pewnym
czasie rzeczywistość zwycięży. Kulturowy opór wielu południowych rządów
przeciwko niektórym agendom, omówionych pokrótce powyżej, nie może być
zignorowany jakimś rozporządzeniem. Rządy te są równoprawnymi członkami ONZ. Im
bardziej ich prawo do samookreślenia będzie deptane, tym większa pewność, że
prędzej czy później upomną się o nie, o ile będą miały odwagę rozróżniać. Stawką
dzisiejszej walki kulturowej jest powstanie nowej cywilizacji autentycznie
humanistycznej, o której mówiliśmy na początki niniejszej interwencji. Zadaniem
naszych czasów jest naprawa błędów przeszłości i budowa konsensusu poprzez
oddolne uczestnictwo, z udziałem niezachodnich kultur, na bazie tego, co jest
autentycznie uniwersalne, czyli niejako pogodzenie konsensusu z uniwersalizmem.
Współczesna zachodnia synteza utraciła krytyczne składniki niezbędne do
osiągnięcia tego celu. Wykluczyła ojca, prawdę, miłość, szczęście, serce, Boga –
słowa ewidentnie nieobecne w traktatach praw człowieka.

Jednak dzisiejsza kulturowa celebracja równouprawnienia zachęca nas do
przywrócenia miłości jej właściwego miejsca w społeczeństwie. Mężczyzna
kochający żonę lub dziecko nie wywyższa się. Ludzie Zachodu kochający Afrykanów
jako braci są gotowi uczyć się od nich, czerpać z bogactwa ich humanizmu, z ich
kultur. Nie tylko dlatego, że jesteśmy obywatelami, ale dlatego, że jesteśmy
osobami. Mamy nie tylko równe prawa. Równymi czyni nas miłość.

Marguerite A. Peeters

dyrektor Instytutu na rzecz Dynamiki Dialogu
Międzykulturowego

tłum. Marek Gizmajer

 


Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji. Autorka jest konsultorem Papieskiej
Rady Kultury i visiting professor Papieskiego Uniwersytetu Urbaniana w Rzymie.

drukuj