Rolnicy lubią ekologię

Rynek żywności ekologicznej w Polsce szacuje się na 400 mln zł
rocznie. To tylko znikomy ułamek całego sektora spożywczego. Z roku na rok
przybywa gospodarstw ekologicznych.

Na koniec 2011 roku ekogospodarstwa zajmowały 573 tys. hektarów, co stanowiło
3,8 proc. wszystkich użytków rolnych, co daje nam dziewiąte miejsce w Unii
Europejskiej. Wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke przypomina, że w 2009 roku
ekologiczne uprawy zajmowały tylko 2,54 proc. powierzchni ziemi rolnej. – W 2011
roku pod kontrolą 10 jednostek certyfikujących znajdowało się ponad 23,5 tys.
gospodarstw. To o 12,3 proc. więcej niż w 2010 roku – mówi wiceminister Plocke.
Okazuje się, że najwięcej ekogospodarstw znajduje się w południowej i
północno-wschodniej Polsce. Pod tym względem przodują województwa:
zachodniopomorskie i warmińsko-mazurskie (po ponad 3 tys. gospodarstw),
podlaskie (2,5 tys.) oraz lubelskie, małopolskie, mazowieckie i podkarpackie (po
ponad 2 tys.). Na drugim biegunie są takie województwa, jak: opolskie (88
gospodarstw), śląskie (251), kujawsko-pomorskie (385) i łódzkie (489).
Jednocześnie na rynku działa 267 przetwórni (w 2010 roku było ich o ponad 20
więcej). Ale produkują one coraz więcej ekologicznej żywności.

Jak wynika z oficjalnych danych, wartość rynku ekożywności wynosi mniej
więcej 400 mln złotych. – Produkcja całej żywności to 65 mld zł – przyznaje
Kazimierz Plocke. – Ta produkcja jest kierowana do określonej kategorii
konsumentów – dodaje wiceminister rolnictwa.

Zdaniem resortu, sektor rolnictwa ekologicznego stale się rozwija, choć
trzeba z pewnością zwrócić szczególną uwagę na kwestię dystrybucji takiej
żywności. – Największą naszą słabością jest to, że nie dysponujemy dobrze
rozbudowanym i zorganizowanym rynkiem produktów ekologicznych – przyznaje
Kazimierz Plocke. – Rośnie udział placówek handlowych w sprzedaży żywności
ekologicznej, mniejsze znaczenie ma sprzedaż jarmarczna – podkreśla poseł Jan K.
Ardanowski (PiS).

Rolnicy mają do dyspozycji szereg instrumentów wsparcia z trzech źródeł. Są
to dopłaty do certyfikacji (3 tys. zł na gospodarstwo), dotacje do działań
promocyjnych (zwrot 70 proc. kosztów kwalifikowanych) czy też programy
rolno-środowiskowe. W tym ostatnim przypadku chodzi o dopłaty do przestawienia
gospodarstwa na uprawy ekologiczne. Takie dopłaty wynoszą od 840 do nawet 1800
zł na hektar w zależności od rodzaju upraw.

Największy problem, jaki dostrzegają eksperci i posłowie, to ochrona
rolnictwa ekologicznego przed roślinami modyfikowanymi genetycznie (GMO).
Zbigniew Bąk (PiS) ostrzegał, że jeśli upowszechni się GMO, to będzie to koniec
gospodarstw ekologicznych. Kazimierz Plocke zapewnia, że rząd będzie robił
wszystko, aby ekogospodarstwa chronić przed GMO. Resort rolnictwa przyznaje
jednocześnie, że nie jest w stanie skontrolować, czy ktoś uprawia w naszym kraju
kukurydzę modyfikowaną MON 810, bo to leży w gestii Ministerstwa Środowiska.
Posłowie mieli jednak wątpliwości, czy te deklaracje są wiarygodne, skoro rząd
chce dopuścić możliwość obrotu nasionami GMO w Polsce. Ponadto pojawiły się
informacje, że planowane jest przedłużenie moratorium na stosowanie GMO w
paszach do 2017 roku. Posłowie podkreślają, że testem na wiarygodność
ministerstwa rolnictwa będzie to, czy podpisane zostanie rozporządzenie o
zakazie wysiewu modyfikowanej kukurydzy MON 810, i to jeszcze przed okresem jej
wysiewu, który przypada na przełom kwietnia i maja.

Krzysztof Losz

 

drukuj