Krach po hiszpańsku
Wszystko wskazuje na to, że Hiszpania będzie kolejnym krajem strefy
euro, który poprosi o międzynarodową kroplówkę. Upadek tego dużego kraju
zatrzęsie eurostrefą w posadach i niewykluczone, że doprowadzi do jej rozpadu.
Rentowność hiszpańskich obligacji dziesięcioletnich poszybowała wczoraj w
górę, osiągając 6,12 procent. Tymczasem przekroczenie 6 proc. jest uznawane
przez inwestorów za zapowiedź bankructwa kraju. Jednocześnie wzrosła do 480
punktów wartość hiszpańskich CDS-ów (instrumentów ubezpieczających na wypadek
bankructwa kraju). Dla porównania polskie CDS-y są wyceniane na 220 punktów.
– Hiszpania znalazła się w pierwszej dziesiątce krajów świata najbardziej
zagrożonych bankructwem – uważa Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Po
nieznacznym ubiegłorocznym wzroście gospodarczym (1 proc. PKB) w tym roku
Hiszpania znów wejdzie w recesję, a spadek PKB może być głębszy niż przewidywany
przez rząd ( – 1,8 proc. PKB). Zaplanowane w projekcie budżetu na 2012 r. cięcia
wydatków i podwyżki podatków na kwotę 27 mld euro zostały przez rząd Mariano
Rajoya zwiększone tuż po świętach o dalsze 10 mld euro. W ramach działań na
rzecz redukcji deficytu cięcia budżetowe stanowić będą ogółem 32 mld euro, a
dodatkowe wpływy podatkowe, głównie od wielkich firm, mają przynieść kolejne 5
mld euro.
Cięcia pogłębią recesję
– Recesja w Hiszpanii może sięgnąć w tym roku nawet 2-3 proc. PKB. Dochodzą
sygnały, że niepublikowane jeszcze dane o gospodarce za pierwszy kwartał są
równie złe, jak te z czwartego kwartału ubiegłego roku – przewiduje Janusz
Szewczak, główny ekonomista SKOK. – Hiszpania nie jest optymalnym obszarem
walutowym [tzn. wspólna waluta jest zbyt silna dla mało konkurencyjnej
gospodarki hiszpańskiej – przyp. red.] i dlatego redukcja deficytu finansów
publicznych popularnie zwana "zaciskaniem pasa" skutkuje w warunkach
hiszpańskich schłodzeniem gospodarki, obniżeniem wpływów podatkowych i w
rezultacie wzrostem deficytu, a nie jego spadkiem – tłumaczy dr Cezary Mech,
były wiceminister finansów. – Dziennik "El País" wyliczył niedawno, że
Hiszpania, żeby rzeczywiście obniżyć deficyt, musiałaby redukować ów deficyt w
podwójnym wymiarze. Przy redukcji deficytu z 8,5 proc. do 5,3 proc. PKB
oszczędności powinny wynieść nie 32 mld euro, lecz 53-64 mld euro – dodaje
finansista. Cięć w takiej skali, rzecz jasna, nie sposób sobie wyobrazić, choćby
ze względu na katastrofalne skutki społeczne.
Sytuacja Hiszpanii jest tym trudniejsza, że równolegle z redukowaniem przez
rząd deficytu następuje delawarowanie gospodarki – banki zmniejszają zadłużenie.
– Z 300 mld euro zainwestowanych przez banki w projekty infrastrukturalne i
dewelopersko-budowlane około 70 proc. będzie prawdopodobnie nie do odzyskania –
przewiduje Janusz Szewczak. Wobec katastrofalnej sytuacji hiszpańskiego sektora
bankowego Europejski Bank Centralny przeznaczył dla niego blisko jedną czwartą z
liczącej 1 bln euro pożyczki płynnościowej dla europejskich banków (zwaną LTRO).
– Rezerwy na złe długi w hiszpańskich bankach wynoszą 147 mld euro, czyli 14
proc. PKB – podsumowuje dr Mech. Do redukcji tego zadłużenia bankom potrzebne
jest wsparcie publiczne. Banki większą część tej kwoty przeznaczyły na zakup
rządowych obligacji Hiszpanii.
Obywatele pod młotek
W wyniku obu procesów – redukcji rządowego deficytu i delewarowania
gospodarki – mieszkańcy Hiszpanii, gdzie bezrobocie przekracza 23 proc., zostali
niejako wzięci w dwa ognie. – Ludzie z jednej strony tracą pracę i dochody, a z
drugiej muszą spłacać zaciągnięte kredyty i wspierać banki ze środków
publicznych – zwraca uwagę dr Cezary Mech. Jak reaguje na tę politykę rynek
kapitałowy? – Oprocentowanie hiszpańskich obligacji skoczyło wczoraj do 6,12
proc., a jednocześnie wzrosła wartość hiszpańskich CDS-ów. To oznacza, że
inwestorzy oczekują w Hiszpanii pogorszenia sytuacji – wyjaśnia dr Mech. – Jeśli
rentowność obligacji idzie w górę, to zarazem maleje wartość inwestycji w
obligacje i rośnie ryzyko strat, toteż inwestorzy przyjmują strategię
inwestowania w CDS-y, ponieważ one zyskują na wartości w miarę pogarszania się
sytuacji – tłumaczy były wiceminister finansów.
Nie powiodły się wysiłki premiera Rajoya, aby za wszelką cenę odseparować swój
kraj od Grecji. Wszystko wskazuje na to, że Hiszpania podąża krok po kroku
tropem Aten. – Madryt lada chwila będzie musiał poprosić o pomoc Komisję
Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i EBC – przewiduje Janusz Szewczak.
To, czego udało się na razie uniknąć Włochom, stanie się najprawdopodobniej
udziałem Hiszpanii. – Sytuacja finansowa Hiszpanii różni się od Włoch tym, że
Włosi, po odliczeniu kosztów obsługi długu, wykazują nadwyżkę budżetową, a
Hiszpanie, nawet po odliczeniu kosztów długu, mają poważny deficyt – wyjaśnia dr
Mech.
Kryzys strefy euro wkracza więc w kolejną niebezpieczną fazę. Tym razem to
nie mała Grecja, lecz duży, blisko 50-milionowy kraj znajdzie się na kroplówce.
Czy bogate Niemcy zechcą wziąć go na utrzymanie? Na to pytanie wciąż nie ma
odpowiedzi.
Niedawno w kręgach bankowych rozeszła się pogłoska, że Niemcy opuszczą z końcem
kwietnia strefę euro. Jeśli upadnie Hiszpania, scenariusz ten jest całkiem
prawdopodobny.
Małgorzata Goss
