Reaganizm a neokonserwatyzm

Jak to się stało, że w wyścigu o nominację Partii Republikańskiej (GOP) w
tegorocznych wyborach prezydenckich Ronald Reagan dołączył do XVIII-wiecznych
ojców założycieli Stanów Zjednoczonych?

Owszem, nostalgię po prezydenturze Dwighta Eisenhowera wykruszył w
elektoracie republikańskim upływ czasu, natomiast epokę Reagana, czasy triumfu
prawicy amerykańskiej, pamięta większość społeczeństwa. W odróżnieniu jednak od
Geralda Forda, a nawet Eisenhowera i George´a Busha seniora, Reagan był
konserwatystą z krwi i kości.

Ronald Reagan był w pełnym tego słowa znaczeniu social conservative, a więc
politykiem kładącym nacisk na wartości rodzinne, religijne, ostentacyjnie dumnym
z dziedzictwa historycznego swego kraju, równocześnie zainteresowanym doczesnymi
problemami jednostki. Był politykiem, którego oczekuje dziś elektorat GOP oraz
wyborcy zrażeni do "europeizującej" się Partii Demokratycznej. Za Reaganem, a w
związku z tym za zmianami w kierownictwie GOP, tęskni zorganizowana i
niezorganizowana część wyborców prawicy. Tęskni za prezydentem, który po drugiej
kadencji Georga W. Busha i eksperymencie z Barackiem Obamą odzyska dla nich
utracone poczucie wartości.

Najgłośniejszym wyrazicielem socialkonserwatyzmu jest ruch Tea Party, obiekt
głośnych westchnień Newta Gingricha, Ricka Santoruma i Rona Paula oraz mniej
donośnych Mitta Romneya. Jedną z linii podziału w ruchu jest podejście do spraw
ekonomii. Jeszcze inną stosunek do polityki zagranicznej.

Sukces socjalkonserwatyzmu

Do pojęć socjalkonserwatyzmu oraz reaganizmu, związanego z polityką
administracji Ronalda Reagana, dojść musi neokonserwatyzm, dziecię traktatowych
rozpraw na obrzeżach Partii Demokratycznej w latach 60. i 70. XX wieku. Od
reaganizmu odróżnia go swego rodzaju elitaryzm.

Ile neokonserwatyzmu mieści się w reaganizmie? Cząstkę odpowiedzi dostarcza
książka Jeffreya Bella "Why America Needs Social Conservatism". Autor zalicza
się do pierwotnych reaganitów, współpracujących z "Ronem" jeszcze w latach 70.
Bell tłumaczy, że Reagan odniósł sukces, ponieważ stanął po stronie wartości
klasy średniej, przeciwko interesom zamożnych, wpływowych i wykwalifikowanych.

Neokonserwatyzm był z kolei jednym z intelektualnych napędów administracji
Georga W. Busha w latach 2000-2008. Najjaskrawiej przejawiał się w polityce
zagranicznej. Lecz czy opierała się ona na tych samych zasadach co polityka
Reagana? Czy w kontekście niniejszych rozważań bój pomiędzy Romneyem, Santorumem,
Paulem i Gingrichem rzeczywiście toczy się o jej doskonalszą wersję?

Reaganizm Rona Paula

Wszyscy wymienieni chcą uchodzić za polityczne wcielenie Reagana. Chcą jak on
zyskać miano wizjonerów – Visionary Conservative. Zarówno Santorum i Gingrich,
jak i izolacjonista Paul oraz "establishmentowy" Romney. Najłatwiej podsumować
starania Rona Paula – nie jest on kontynuatorem myśli Reagana.
Na stronie internetowej byłego senatora, po wejściu w zakładkę National Defense,
widnieje jego zdjęcie z Reaganem. Pod fotografią Reagan przekonuje, że Paul
wybija się w walce "o silną politykę obronną państwa".

Dopiero jednak zagłębiając się w tekst poniżej, można zrozumieć, jak miałaby
ona wyglądać. Otóż Paul odrzuca zasadnicze filary polityki obronnej Reagana.
Sprzyja tylko doraźnym akcjom militarnym oraz domaga się zaprzestania
finansowania dyktatur. Wyznaje ponadto pogląd, że "rola światowego policjanta"
osłabia Amerykę.
W styczniu 2012 r. w trakcie republikańskiej debaty na Florydzie Paul
przekonywał, że zimna wojna dobiegła końca i Amerykę Łacińską należy pozostawić
samą sobie. Liczą się tylko kontakty biznesowe. Także z Kubą, jego zdaniem,
"najwyższa pora rozpocząć przyjaźń i handel".

Paul szokuje, ale umiarkowanie, ponieważ nie daje się mu większych szans na
wygraną. Inaczej taka oto uwaga o innym państwie komunistycznym, którą wygłosił
w styczniu w stacji CNN, iż ChRL "na wiele sposobów jest bardziej
kapitalistyczna niż my, więc powinniśmy dostrzec nasze omyłki", zakończyłaby
jego trucht do Białego Domu.

Podziały wśród reaganitów

W końcu zeszłego roku w mediach zawrzało od sporu pomiędzy Gingrichem i
Romneyem o miano pierwszego reaganity. Jeszcze w latach 90. obaj dystansowali
się od polityki Reagana. Przyszły Speaker of the House z pozycji partyjnego
jastrzębia, przyszły gubernator stanu Massachusetts z pozycji umiarkowanego
niezależnego.

W kampanii prezydenckiej nieco odmiennie obnoszą się swym reaganizmem.
Gingrich wyjątkowo często podkreśla swą duchową bliskość z Reaganem, Romney zaś,
aby uniknąć niewygodnych pytań, oddaje głos swym doradcom wywodzącym się z
administracji Reagana. Oni też obnażają rzekomy brak chemii pomiędzy Reaganem i
Gingrichem.

Faktem jest, że w latach 80. Gingrich krytykował Reagana za "reaganomikę"
oraz za zbyt ugodową politykę wobec ZSRS. W tej ostatniej sprawie zyskał sobie
wielu sprzymierzeńców spośród samych reaganitów, rozczarowanych drugą,
rzeczywiście wycofaną w polityce zagranicznej, kadencją Reagana. Gingricha
popiera syn byłego prezydenta, Michael.

Jeśli spojrzeć na sztaby doradców, sympatie dawnych reaganitów rozkładają się
pomiędzy Gingricha, Romneya oraz – w mniejszym udziale – Santorum. We wszystkich
roi się od członków "neokonserwatywnej" administracji Busha. Niemniej
przekonanie, że reaganizm i neokonserwatyzm gryzą się nawzajem na tym poziomie,
może okazać się złudne.

Domeną reaganizmu był zawsze świat komunistyczny, domeną neokonserwatystów
Bliski Wschód. W obozie Gingricha znajduje się zarówno bliskowschodni doradca
Dicka Cheneya, David Wurmser, jak i doradca Reagana ds. bezpieczeństwa
narodowego Robert McFarlane.

Polityka zagraniczna w świetle kampanii

Wyrazistość przesłania kandydata na danym polu odpowiada wpływom
poszczególnych doradców. Gingrich wyjątkowo dużo miejsca w dyskusji poświęca
polityce bliskowschodniej i obronie Izraela. Tam, gdzie do głosu powinien dojść
reaganizm (Rosja, Chiny), pojawia się nieporządek.

W styczniu na Florydzie Gingrich deklarował zastosowanie antysowieckich metod
walki z komunistyczną Kubą, wszak w kwestii Chin jego głos stał się głosem
"późnego Reagana". W listopadzie zeszłego roku podczas debaty na Oakland
University w Rochester Gingrich w temacie ChRL rozłożył ręce: "Nie sądzę, żeby
ktokolwiek dziś miał [tu] szczególnie dobrą strategię".

Przez Romneya przemawia brytyjski głos Nile´a Gardnera, niegdyś
współpracownika premier Margaret Thatcher. W problemach pogranicza Europy i Azji
z pewnością zyskuje dzięki wsparciu Johna McCaina. W sprawach polskich wiele
dowie się od Pauli Dobriansky, która pracowała w administracji Reagana i
Departamencie Stanu za kadencji Busha.

Mimo że otoczenie Romneya przeżyło istny desant doradców Busha (15 z 22), w
jego wypowiedziach nie dostrzega się zmiany w intonacji przy wspomnieniu Kuby i
na przykład Chin. W styczniu tego roku w Miami Romney powiedział, że gdy
zostanie prezydentem, spodziewa się, iż Fidel Castro "zostanie zdjęty z tej
planety". Z kolei w listopadzie 2011 r. w Południowej Karolinie, w trakcie
debaty prezydenckiej, nazywał Chiny "złodziejami własności" oraz "manipulatorami
od waluty". Groził im poważnymi reperkusjami i zapowiadał: "Oni kradną nasze
miejsca pracy. Zamierzamy stawić czoła Chinom". W Rochester poszedł jeszcze
dalej. Zapowiedział, że "rozprawi się z oszustami, takimi jak Chiny".

Na swej stronie internetowej Romney deklaruje, że będzie zwalczał zależność
gazową krajów Europy Środkowej od Rosji, że wesprze je w budowie gazociągu
Nabucco Turcja – Austria, a w razie konieczności zasili tańszą ropą i gazem. W
samej Rosji Romney zamierza zaszczepiać wolność słowa, elementy wolnego rynku i
mechanizmy do walki z korupcją.

Demokracja a walka ze złem

Jesienią zeszłego roku zwierzyłem się, że w trakcie zjazdu wyborczego GOP w
Waszyngtonie, połączonego ze straw poll, zagłosowałem na Ricka Santoruma. Tak,
moim zdaniem, Santorumowi najbliżej do Reagana, choć co prawda w polityce
zagranicznej przypisuje się mu poglądy żarliwego neokonserwatysty.

Santorum nie tylko, jak Reagan, jest człowiekiem szczęśliwym i spełnionym:
zionie optymizmem, chce nim zarażać. Przykład chiński. Santorum używa
"reaganowskiej" retoryki, jak w październiku 2011 r. w New Hampshire: "Nie chcę
wojny handlowej z Chinami, chcę je pokonać. (…) Uczynić Amerykę
najatrakcyjniejszym na świecie miejscem dla biznesu". Osobno w wymiarze
geopolitycznym wskazuje, że ChRL podtrzymuje zbrodniczy komunizm w KRLD, zaś w
wymiarze wartości – nazywa ją "bezbożnym socjalizmem".

Santorum wymyka się neokonserwatystom jeszcze w jednej kwestii. William
Kristol przekonuje, że walka z fundamentalizmem islamskim oraz terroryzmem jest
przedłużeniem wojny Reagana z bolszewizmem. Przeciwnik neokonserwatystów do tego
stopnia nie jest precyzyjny, że aż istnieje ryzyko, iż mylą oni zimnowojenne
starcie ideologii ze starciem cywilizacyjnym Wschodu z Zachodem.

Międzynarodowy terroryzm to dziecko lat 70., ale dziecko przede wszystkim
świata komunistycznego. Wymieniając jego dzisiejszych patronów: "Rosję, Koreę
Północną, Chiny, Iran, Syrię, Wenezuelę, Boliwię, Nikaraguę, Ekwador i Kubę",
Santorum, być może instynktownie, wskazuje na świeckość "tradycji" terroryzmu
oraz uniwersalizm zła.

Reagan nie przejawiał nigdy skłonności do narzucania innym państwom
zachodniej moralności i demokracji. Owszem, być może ze szkodą dla Polski. W
ramach wojny ideologicznej, wojny dobra ze złem, Reagan świadomie wspierał
reżimy Marcosa czy Pinocheta. Właśnie. Celem reaganizmu nie była demokracja, ale
walka dobra ze złem.

Paweł Zyzak
historyk

 

drukuj