Podkomisja do repatriacji

Posłowie powołali wreszcie podkomisję, która rozpatrzy obywatelski
projekt ustawy o powrocie do Ojczyzny zesłańców i ich rodzin.

Podkomisja została powołana na wspólnym posiedzeniu sejmowych komisji:
Administracji i Spraw Wewnętrznych, Łączności z Polakami za Granicą oraz
Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Poseł Piotr Zgorzelski (PSL),
przewodniczący komisji samorządowej, zaproponował, aby w podkomisji zasiadali,
oprócz niego, posłowie: Józef Lassota, Marek Biernacki, Adam Żyliński, Ligia
Krajewska, Halina Rozpondek, Joanna Fabisiak (wszyscy Platforma Obywatelska),
Małgorzata Marcinkiewicz (Ruch Palikota), Eugeniusz Czykwin (SLD) i Patryk Jaki
(Solidarna Polska). Ostatecznie w podkomisji zastąpi go kolega klubowy Tadeusz
Woźniak. PiS zgłosiło z kolei posłów: Jana Dziedziczaka, Artura Górskiego i
Małgorzatę Gosiewską.

Tak duża liczba reprezentantów partii rządzącej wywołała niepokój opozycji. –
Chciałbym zaprotestować przeciwko tej proporcji, która nie ma nic wspólnego z
wielkością klubu parlamentarnego – oponował Jarosław Zieliński (PiS),
wiceprzewodniczący komisji administracji. Zwrócił uwagę, że należałoby ten
protest przekuć w czyn i w ogóle odmówić zasiadania w tej podkomisji, skoro taki
jest dyktat, jednak w poczuciu "odpowiedzialności za sprawę, która jest bardzo
ważna", Prawo i Sprawiedliwość także zgłosiło swoich kandydatów.

Sprzeciw wobec ogłoszonego przez Zgorzelskiego składu zgłosiła również
Solidarna Polska. Na dynamiczną i owocną pracę parlamentarzystów liczą
przedstawiciele strony społecznej, którzy wnieśli projekt ustawy do Sejmu
jeszcze w poprzedniej kadencji w 2010 roku. Mam nadzieję, że nasz projekt, pod
którym podpisało się około 300 tys. Polaków, będzie uchwalony – podkreśla
Aleksandra Ślusarek, reprezentująca Stowarzyszenie Wspólnota Polska i Związek
Repatriantów Rzeczypospolitej Polskiej.

JAC

***

Rozładowani z kolejki Bazy Rodak


Nasz Dziennik, 2012-03-15

Strona społeczna obywatelskiego projektu ustawy, który miał umożliwić
potomkom zesłańców na Syberię powrót do Ojczyzny, zaczyna się niecierpliwić
wstrzymaniem prac legislacyjnych. Minęły już dwa miesiące od pierwszego czytania
w Sejmie, a posłowie nadal nie wiedzą, kiedy zostanie powołana podkomisja, która
przyspieszy procedowanie.

– W dalszym ciągu nie wiadomo, kiedy zostanie powołana podkomisja. Zwracamy
się co pewien czas w tej sprawie jako komisja, ale otrzymujemy ciągle
informacje, że nastąpi to w późniejszym terminie – mówi poseł Jan Dziedziczak
(PiS) z sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Parlamentarzysta w
ubiegłej kadencji Sejmu pracował w podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia
obywatelskiego projektu ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób
pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych przez władze Związku
Sowieckiego. Dziedziczak zaznacza, że w celu ukonstytuowania się nowego takiego
organu powinny zebrać się trzy komisje: Administracji i Spraw Wewnętrznych (ASW),
Łączności z Polakami za Granicą oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki
Regionalnej.

Wyznaczenie terminu ich spotkania spoczywa m.in. na Marku Biernackim (PO),
szefie Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Poseł Jerzy Polaczek (PiS),
wiceszef komisji, twierdzi natomiast, że powołanie podkomisji nastąpi
prawdopodobnie na następnym posiedzeniu Sejmu, pod koniec marca.

Obywatelski projekt ustawy o powrocie do Rzeczypospolitej Polskiej osób
pochodzenia polskiego deportowanych i zesłanych przez władze Związku Sowieckiego
nie ma szczęścia. W ubiegłej kadencji Sejmu został negatywnie zaopiniowany przez
ówczesne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Co więcej, zgłoszono
wtedy "konkurencyjny" senacki projekt nowelizacji ustawy o repatriacji z 2000
roku. Dokument powielał błędne podejście do tego problemu, polegające na
obarczaniu samorządów organizacją powrotów naszych rodaków. Tymczasem, jak
wskazuje dr Robert Wyszyński reprezentujący Stowarzyszenie "Wspólnota Polska" i
Związek Repatriantów Rzeczypospolitej Polskiej, czyli stronę społeczną
inicjatywy legislacyjnej, projekt obywatelski zakłada, że tylko władze centralne
państwa mogą skutecznie przeprowadzić repatriację. W ubiegłej kadencji Sejmu nie
udało się jednak uchwalić tych nowych rozwiązań prawnych z powodu m.in.
przeciągających się prac w podkomisji.
Czy czeka nas powtórka tej ścieżki działań? Takiego scenariusza obawia się
strona społeczna. Wyszyński wskazuje na zaskakującą politykę informacyjną, która
opiera się na błędnym założeniu, że powrót polskich zesłańców i ich potomków na
Wschodzie dotyczy głównie rozładowania kolejki z Bazy Rodak, czyli listy
zarejestrowanych osób chętnych do repatriacji. – W kolejce czeka 2700 naszych
rodaków z Kazachstanu. Problem w tym, że powstała ona w wyniku niedziałającej
ustawy o repatriacji z 2000 r., za której realizację odpowiedzialne jest
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Osoby z Bazy Rodak czekają na zaproszenia do
gmin w celu osiedlenia, ale takich nie otrzymują, ponieważ te ostatnie nie
dysponują niezbędnymi do tego środami finansowymi. A co z dziesiątkami tysięcy
zesłańców i ich potomków, którzy chcieliby wrócić do Polski? – pyta dr
Wyszyński. Według niego, prowadzona jest obecnie pewna akcja dezinformacji,
której celem jest przeprowadzenie w efekcie malutkiej repatriacji tych niewielu
ponad 2 tys. osób. – Takie rozwiązanie może być wprawdzie korzystne PR-owsko,
ale nie załatwia sprawy, ponieważ oprócz tej kolejki chętnych do powrotu jest
jeszcze – jak szacujemy – kilkanaście tysięcy Polaków – podkreśla.

Aleksandra Ślusarek, reprezentująca SWP i ZRRP, czyli stronę społeczną
obywatelskiego projektu ustawy, potwierdza, że nic się obecnie nie dzieje w
kierunku jej uchwalenia. – Nie wybrano podkomisji, więc na razie czekamy z
niepokojem, a czas leci. Tymczasem sytuacja w Kazachstanie jest bardzo trudna.
Pojawiają się tam rozruchy na tle religijnym. Tamtejsi Polacy są bardzo
zaniepokojeni i wciąż nie mają dokąd wracać – zaznacza Ślusarek. Zwraca uwagę,
że pojawiająca się m.in. w mediach opinia o "rozładowaniu kolejki z Bazy Rodak"
jest ogromnym nieporozumieniem. – Mówimy o 2,7 tys. tych, którzy mieli szansę
dojechać do Ambasady RP w Astanie i się zarejestrować. Natomiast na powrót czeka
od 10 do 15 tys. osób. 2,7 tys. to liczba wygodna dla MSW, z którą my absolutnie
się nie zgadzamy. Są bowiem ludzie, którzy nie mają pieniędzy, żeby przejechać
setki kilometrów, aby dostać się do ambasady i złożyć dokumenty – konkluduje
Ślusarek.

Jacek Dytkowski

drukuj